Nowe święto państwowe poświęcone Ich pamięci przywraca polskiemu społeczeństwu utraconą tożsamość.

Przez 45 lat okupacji sowieckiej temat „Żołnierzy Wyklętych” był tematem tabu. Dopiero teraz to się zmienia. W okresie okupacji sowieckiej ze względu na bezpieczeństwo nie rozmawiało się o uczestnikach powstania antykomunistycznego, które trwało w latach 1944-1963. Dzieciom nie przekazywano tradycji rodzinnych, informacji o Bohaterach; najpierw w obawie przed utratą życia z ręki okupanta i jego rodzimych pomocników, a potem, po okresie stalinizmu ze względu na szykany, obawę o stratę pracy, napiętnowanie. Tak wyrosły dwa pokolenia pozbawione swej tożsamości. Dopiero teraz, gdy żyją już dosłownie ostatni uczestnicy powstania antykomunistycznego, możemy odzyskiwać naszą tożsamość i pamięć o Bohaterach.

 

Kim byli Żołnierze Niezłomni? To żołnierze Wojska Polskiego, którzy nie złożyli broni po zakończeniu II wojny światowej. W wyniku ostatniej wojny Polska utraciła niepodległość i dostała się pod okupację totalitarnego Związku Sowieckiego, który zaledwie kilka lat wcześniej we wrześniu 1939 wspólnie z Hitlerem i w ścisłym z nim porozumieniu zaatakował niepodległą Polskę i rozpoczął fizyczną eksterminację narodu polskiego na wielką skalę.

 

W 1944 roku ta sama Armia Czerwona, pod tym samym dowództwem Józefa Stalina, z tymi samymi jednostkami NKWD na zapleczu ponownie wkroczyła na ziemnie polskie. Dla Polaków była to tragedia. Sowieci ponownie przystąpili do masowych mordów, uruchomili niemieckie obozy masowej zagłady i sami zbudowani ich sieć, w sumie było ich ok. 200 w pierwszych latach po II wojnie światowej. Celem sowietów było trwałe okupowanie ziem polskich. Chcieli to osiągnąć poprzez fizyczną eliminację ludzi, którzy byli przywiązani do niepodległości Polski, wartości narodowych i demokratycznych.

 

To może dziś dziwić, ale w pierwszych latach po wojnie na ziemiach polskich pod okupacją sowiecką więcej ludzi chroniło się w lasach niż za okupacji niemieckiej. Do lasów musieli uciekać ludzie „spaleni”, czyli zdekonspirowani przez okupanta. Za okupacji niemieckiej polskie społeczeństwo utrzymywało jedność postaw wobec wroga, gorzej było za sowietów. Ludzie zaczęli zdradzać, jedność społeczeństwa wobec okupanta pękła. Liczba zdekonspirowanych rosła. Jednostki NKWD przyjeżdżały do domów z listami proskrypcyjnymi. Aresztowanych torturowano i zabijano w łagrach założonych na ziemiach polskich i w więzieniach. Zdarzało się często, że zabijali tuż po wyprowadzeniu z domu. Ciała zamordowanych chowano na wysypiskach, w błocie, gdziekolwiek, byle ukryć przed rodzinami i społeczeństwem. Okupant liczył, że w ten sposób zniszczy pamięć o Bohaterach. Że wraz ze śmiercią fizyczną i pamięcią o zamęczonych zginie dążenie do życia w wolnym i suwerennym państwie.

 

„Żołnierze Wyklęci” byli tragicznymi postaciami. Po 5 latach wojny światowej chcieli wziąć udział w odbudowaniu niepodległej, demokratycznej i wolnej Polski. Chcieli wrócić do swych rodzin i założyć swoje własne rodziny. Jednak ze względu na wartości, w jakich zostali wychowani, jakich byli nośnikiem, okupant dążył do ich jak najszybszej fizycznej eliminacji. Na terenach okupowanych przez sowietów nie było miejsca dla ludzi wolnych, sprzeciwiających się totalitaryzmowi i utracie suwerenności przez Polskę. „Żołnierze Wyklęci” zostali skazani na unicestwienie. Większości z nich pozostał wybór, jak chcą umrzeć: czy czekać, aż NKWD i UB po nich przyjdzie i po torturach zamorduje, czy iść do lasu, odbudować swoje oddziały i chociaż przed śmiercią postrzelać do wroga.

 

Była to beznadziejna walka. Wróg dysponował przygniatającą przewagą liczebną i techniczną. Liczenie na wybuch III wojny światowej było mrzonką. Lecz tym ludziom nie pozostało nic innego. Nie pozwolono im żyć, bo byli patriotami. Musieli zostać unicestwieni, żeby okupacja sowiecka ziem polskich była trwała. Niewielu udało się zmienić nazwiska, wyjechać na ziemie odzyskane i zmylić trop prześladowców. Większość przeszła przez komunistyczne więzienia, tortury. Ci najbardziej zasłużeni nie mieli najmniejszych szans na łaskę, woleli walczyć do końca, niż wpaść w ręce wroga. Wielu ocalało dzięki amnestiom i śmierci Stalina. Po 1956 roku terror zelżał. Ostatni „Żołnierze Wyklęci” nadal stawiali opór i ukrywali się. Najdłużej ukrywał się Józef Franczak ps. „Lalek”, który został zamordowany w czasie obławy w 1963 roku. Przez 18 lat po wojnie ludność sprzyjała partyzantowi na przekór okupacyjnym władzom. Bez masowego poparcia ludności cywilnej partyzanci nie utrzymaliby się w terenie nawet roku.

 

„Żołnierzom Wyklętym”, ich oporowi wobec totalitarnego okupanta zawdzięczamy, że komuniści obawiali się przeprowadzić kolektywizację wsi i zlikwidować Kościół. Trwanie i opór „Żołnierzy Niezłomnych” stwarzał zagrożenie, że w razie bardzo dotkliwych dla ludności posunięć okupanta, ludność zasili oddziały partyzanckie. Po śmierci Stalina komuniści już nie byli w stanie tego przeprowadzić.

 

Kim są „Żołnierze Wyklęci” dla młodego pokolenia? Są niekwestionowanymi, autentycznymi Bohaterami. Ludźmi, którzy gotowi byli ryzykować swym życiem dla niepodległości Polski. Ich bezkompromisowość i ideały są obecnie wzorcami postaw patriotycznych i obywatelskich dla młodego pokolenia Polaków. Młodzież jest szczególnie wyczulona na autentyczność postaw. Ideowa młodzież nie toleruje względności i relatywności postaw. Jej naturalnymi autorytetami są autentyczni Bohaterowie, ostatni żołnierze II Rzeczpospolitej. To znamienne, że pokolenie, które urodziło się po zakończeniu okupacji sowieckiej 1989 roku i nie zostało złamane przez komunizm, w sposób naturalny sięga do wzorców i postaw bezkompromisowych w kwestiach suwerenności i wolności.

 

Istnieje jednak opór wobec tradycji „Żołnierzy Wyklętych”. Opór ze strony środowisk w jakiś sposób uwikłanych we współpracę z okupantem sowieckim. To nie powinno dziwić, jest nawet zrozumiałe. Mało jest osób, które mają na tyle odwagi cywilnej, żeby powiedzieć, że współpracowali z okupantem, że zdradzili, że całe życie służyli przeciw swym rodakom. Nie chcą tego przyznać, że mordowali i prześladowali patriotów w interesie okupanta. Ci ludzie będą starali się jakość racjonalizować swoje postawy, tłumaczyć okolicznościami. Będą mówić, że takie były czasy, że jakoś trzeba było wtedy żyć, że nie było wtedy innej możliwości, że patrioci wcale nie są od nich lepsi i na wiele różnych sposobów będą starali się to udowodnić. Będą starali się zohydzić autentycznych Bohaterów, by choć trochę lepiej wyglądać na ich tle. Ich dzieciom także nie jest łatwo przyznać, że ojcowie i dziadkowie to mordercy i kolaboranci, a oni sami zawdzięczają swoją aktualną, wysoką pozycję społeczną właśnie zdradzie najbliższej rodziny. Łatwiej jest żyć wypierając niewygodne fakty ze świadomości i racjonalizując postawy krewnych. Naszym nieszczęściem jest to, że okupacja sowiecka trwała bardzo długo i wiele osób zostało w nią wplątanych.

 

Czy stać nas, jako społeczeństwo tworzące demokratyczne państwo, by nie rozdrapywać ran i nie poruszać tego tematu? Z racjonalnego, ekonomicznego punktu widzenia nie stać nas na „grubą kreskę”. Ludzie, którzy zdradzili legalny rząd polski i wodza naczelnego w Londynie oraz przeszli na służbę okupanta, nadal sprawują ważne pozycje w naszym społeczeństwie i państwie. Jeśli nasze państwo ma zapewnić nam wszystkim bezpieczeństwo fizyczne i ekonomiczne oraz stworzyć warunki do naszego wszechstronnego rozwoju, to potrzebujemy etosu służby publicznej. Potrzebujemy etosu narodowego i demokratycznego, który będzie konstytuował naszą wspólnotę.

 

Nie wytworzą tego etosu ludzie, którzy zdradzili interesy wspólnoty i przeszli na służbę innego państwa. Nie stworzą tego etosu, Ci którzy w jakiś sposób już występowali przeciwko społeczeństwu polskiemu. A obecność takich ludzi w przestrzeni publicznej będzie oddziaływała destrukcyjnie na całe społeczeństwo. Bo jak można zwalczać korupcję, nepotyzm i chronić nasze interesy i jednocześnie pozwalać, by Ci którzy zdradzili nie zostali osądzeni? To działa szkodliwie wychowawczo na młodych ludzi, którzy włączają się w sprawy publiczne.

 

To cieszy, że młode pokolenie utożsamia się z Bohaterami ostatniego polskiego, antykomunistycznego powstania. Duża frekwencja na społecznych obchodach Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, sprawia, że jako społeczeństwo odzyskujemy swoją tożsamość i wyzwalamy się z obcych naleciałości. To cieszy i jest wielką nadzieją dla kombatantów. Dla tych ostatnich, którym dane było dożyć czasów, gdy ich tradycje i ideały są podejmowane przez kolejne pokolenia.

 

Karol Wołek

 

Myśl24.pl