W Rogoźnie ruszyła kampania mająca na celu promocję idei i historii Narodowych Sił Zbrojnych.

Całą kampanię promocyjną rozpoczęła seria artykułów poświęconych Narodowym Siłom Zbrojnym oraz Brygadzie Świętokrzyskiej, która ukazał się w lokalnej gazecie "Goniec Rogoziński". Pierwszy artykuł nosił nazwę „Brygada Świętokrzyska oraz żołnierze z powiatu obornickiego w niej walczący”, drugi ukazał się artykuł „Z Kronik Brygady”, który będzie kontynuowany w najbliższych wydaniach. Autorem artykułów jest kolega Bartosz Tomczak, członek Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.

 

Oprócz artykułów w lokalnych gazetach w rogozińskich skrzynkach pocztowych można było znaleźć ulotki przybliżające historię Narodowych Sił Zbrojnych, a w centrum miasta zawisł wielki plakat z odznaką Brygady Świętokrzyskiej. Kolejnym etapem jest poznawanie biografii żołnierzy NSZ, którzy walczyli w naszym regionie lub należeli do ogólnopolskich struktur. Przykładem jest Czesław Andrzejewski, kawaler Krzyża Narodowego Czynu Zbrojnego, uczestnik walki pod Cacowem, Pogwizdowem i wyzwolenia obozu w Holiszowie, którego akta udostępniła Biblioteka Jagiellońska.

 

Nie jest to jedyny przykład. Istnieje jeszcze wiele innych tropów do sprawdzenia, jak min. oddział NSZ „Burza” Tadeusza Ciemniaka, który działał w okolicach Wągrowca.

Każda opracowana historia jest od razu publikowana; jeśli nie w gazetach to głównie na portalu społecznościowym Facebook, który jest dobrym nośnikiem informacji, szczególnie wśród młodzieży.

 

Oprócz wyżej wymienionych akcji został utworzony biuletyn w formie elektronicznej, który był rozsyłany drogą mailową. Informował on o poszczególnych postaciach związanych z NSZ, oddziałach, oraz powojennych losach żołnierzy. Biuletyn mailowy oraz pismo „Narodowe Rogoźno”  opublikowało min. krótką biografię „Bohuna-Dąbrowskiego”, opis przemarszu Brygady Świętokrzyskiej na zachód oraz walki NSZ w powstaniu warszawskim.

 

Powyższe działania przynoszą sukces, coraz więcej osób dowiaduje się o istnieniu NSZ (szczególnie młodzież), a sama nazwa staje się coraz bardziej rozpoznawalna w okolicy. Nie spoczywając na laurach w przyszłości planujemy jeszcze wiele akcji ulotkowych, plakatowych, oraz zorganizowanie konkursu związanego z NSZ.

 

 


 

 

„Brygada Świętokrzyska”

Zgodnie z planem "Z" opracowanym przez ppłk. Tadeusza Boguszewskiego ("Wacława III" – szefa Wydziału III Dowództwa NSZ) zakładano utworzenie trzech grup operacyjnych, które miały zostać przerzucone z terenów Generalnego Gubernatorstwa z zadaniem opanowania ziem zachodnich w razie załamania się frontu i wycofywania się wojsk niemieckich. Plan ten był następstwem jednego z głównych celów jakie wyznaczyły sobie Narodowe Siły Zbrojne, czyli zdobycia ziem zachodnich.

 

Cała ta koncepcja została opisana przez Lecha Neymana w książce "Szaniec Bolesławów", w której to napisał: „Jako minimum rewindykacji ustalamy ziemie, leżące na wschód od Nissy Łużyckiej i Odry, przy czym dla celów obronnych granica musi obejmować obie te rzeki, a nawet pas ochronny na ich lewym, zachodnim brzegu”. Niestety planu nie udało się wprowadzić w życie. Było to wynikiem sukcesów i dość szybkiego marszu Armii Czerwonej na zachód. Polska stanęła w obliczu drugiej okupacji.

 

Wobec nadchodzącego zagrożenia ze strony sowietów, dowództwo Narodowych Sił Zbrojnych widząc dużą wartość bojową i siłę Armii Czerwonej postanowiło wprowadzić modyfikację planu "Z" w której przejęto inny wariant zakładający, że "Rosja Sowiecka zajmuje całą Polskę, oddziały NSZ w miarę możliwości przesuwają się na zachód, aby dołączyć do zachodnich aliantów" (T.Boguszewski "Zeszyty do historii NSZ", cz.III, strona 34,43). Wynikiem tych założeń było powstanie Brygady Świętokrzyskiej NSZ.

 

Jak później się okazało takie rozwiązanie było także zamiarem Wodza Naczelnego gen. Kazimierza Sosnkowskiego, który uważał, że oddziały których nie można rozformować, które są zdekonspirowane i zagrożone przez wroga muszą przed zbliżającym się frontem sowieckim wycofać się na zachód w celu połączenia z Polskimi Siłami Zbrojnymi.


W czerwcu 1944 r. na mocy rozkazu komendanta Okręgu V Kieleckiego NSZ, mjr. NN "Olgierda" w rejonie wsi Wronów-Mirogonowice w powiecie opatowskim na Kielecczyźnie doszło do koncentracji kilku oddziałów partyzanckich NSZ w wyniku czego sformowano z nich 3-batalionowy 204 Pułk Piechoty Ziemi Kieleckiej Narodowych Sił Zbrojnych. Po rozpoczęciu w połowie lipca ofensywy wojsk sowieckich, przywódcy Grupy "Szańca", czyli politycznego kierownictwa NSZ, przenieśli się z Warszawy do Częstochowy i Krakowa. Rozpoczęto wówczas realizację planu utworzenia 3 dużych zgrupowań, które następnie ewakuowałyby się na Zachód, na tereny zajęte przez wojska amerykańskie i brytyjskie.

 

Niestety, wiele czynników zewnętrznych pozwoliło na utworzenie tylko jednego zgrupowania, którym była właśnie Brygada Świętokrzyska. 10 sierpnia przewodniczący Rady Politycznej NSZ - Zachód Kazimierz Gluziński wydał rozporządzenie o utworzeniu Grupy Operacyjnej "Zachód". W tym celu w rejonie miejscowości Lasocin skoncentrowano kompanie 204. pułku piechoty NSZ, do których dołączył oddział mjr. Antoniego Szackiego ps. "Dąbrowski", "Bohun" w sile 76 ludzi. Wcześniej (7 sierpnia) w skład 204. pp NSZ wszedł oddział wywiadowczy Komendy Głównej NSZ pod dowództwem ppor. Wiktora Gostomskiego ps. "Nałęcz", na miejsce zbiórki przybył także komendant Okręgu V Kieleckiego NSZ mjr „Olgierd”.

 

11 sierpnia na mocy jego rozkazu, w którym powoływał się na rozkaz nowego Komendanta Głównego NSZ gen. Tadeusza Jastrzębskiego ps. "Powała", utworzono oficjalnie z tych oddziałów Brygadę Świętokrzyską Narodowych Sił Zbrojnych. Na dowódcę Brygady zostaje mianowany „Bohun-Dąbrowski”, który wraz z objęciem dowództwa zostaje mianowany podpułkownikiem (po wymarszu Brygady na zachód „Bohun” dostaje stopień pułkownika). W skład Brygady Świętokrzyskiej oprócz 204 pp. wszedł 202 pp. , oraz oddziały leśne z okręgów wojskowych nr. V, III i okręgu warszawskiego. Początkowy stan Brygady wynosił 850 żołnierzy. Wycofując się z Polski liczyła nieco ponad 800 ludzi, a w maju 1945 miała ponad 1200 ludzi.

 

Od początku problemem była kwestia zaopatrzenia. Jak pisze Bohun w swoich wspomnieniach nawet 400 partyzantów było bez broni. Niestety takie były realia walki oddziałów NSZ, które były pozbawione pomocy władz londyńskich, ponieważ ta była zarezerwowana tylko dla Armii Krajowej. Żołnierze Brygady byli żywieni głównie przez życzliwą ludność, która nieraz dzieliła się z nimi ostatnią kromką chleba.

 

Zaopatrzenie było zdobywane także drogą rekwizycji żywności przeznaczonej dla Niemców. Uzbrojenie natomiast musieli zdobyć w walce z wrogiem, w myśl zasady, że „…nędzna zardzewiała siódemka wymusi empi, albo pepeszę, karabin musi zdobyć dziesięć karabinów, a dziesięć kabeków przynajmniej maksima lub brena”. Jednak mimo wielu przeszkód dowództwo Brygady od początku z pełnym zapałem zaczęło organizację oraz szkolenie oddziałów, co miało zaprocentować w zbliżającej się konfrontacji z wrogiem.

 

Oczywiście fakt sformowania tak dużej jednostki nie umknął uwadze wywiadowcom i konfidentom spod znaku sierpa i młota. Komuniści bali się, że tak duża jednostka działająca w okolicach zbliżającego się frontu może pokrzyżować plany pacyfikacji polskiej ludności, a tym samym może spowolnić sowietyzację tych terenów.

 

W celu zlikwidowania Brygady sowieci wielokrotnie wysyłali oddziały Gwardii Ludowej, PPR, lecz za każdym razem czujny wywiad Brygady rozpracowywał mające się odbyć uderzenie. Jednym z największych starć z oddziałami komunistów było starcie pod Rząbcem, w którego okolicy oddziały Armii Ludowej pod dowództwem „Tadka Białego” zorganizowały koncentrację oddziałów celem rozbicia Brygady. Zasadzka komunistów została wykryta dzięki patrolowi, który został wysłany na rekonesans. Niestety wobec przewagi liczebnej patrol został schwytany przez komunistów, udało się uciec tylko furmanowi, który od razu zawiadomił dowództwo Brygady.

 

Ppłk. Bohun natychmiast podjął decyzję i zarządził alarm w 202 pułku, który ruszył forsownym marszem w kierunku obozowiska oddziałów „Tadka Białego”. Do pomocy przy uderzeniu został sprowadzony batalion z 204 pułku pod dowództwem kpt. Władysława Kołacińskiego „Żbika”. Ppłk „Bohun zaplanował uderzenie z 4 stron, okrążając tym samym obozowisko wroga. Mimo dobrego ufortyfikowania pozycji, komuniści zostali całkowicie zaskoczeni i rozbici, niestety kilku sowietom wraz z dowódcą udało się uciec. Szybki i stanowczy atak uratował 12 osobowy patrol, który już stał nad wykopanymi dołami. Do niewoli wzięto wielu żołnierzy, z których kilku zgłosiło chęć wstąpienia do Brygady.

 

W nocy sowieci wszczynają bunt urządzając ucieczkę, w której większość ginie od kul czujnych wartowników. Straty po stronie Brygady wynosiły 4 zabitych. Tutaj warto zaznaczyć, że sowieccy jeńcy złapani przez Brygadę pod Rząbcem nie byli zwykłymi sowieckimi zrzutkami, byli to kryminaliści przejęci z oddziałów niemieckich SS-Wachtmannschaften, którzy służyli Niemcom do rabunku i pacyfikacji polskiej ludności. Nawet po wojnie Władysław Machejek, współorganizator Gwardii Ludowej, powojenny funkcjonariusz bezpieczeństwa wspominał, że sami Gwardziści bali się dać tym sowietom broń, ponieważ był to najgorszy element kryminalny.

 

Nie był to jedyny większy kontakt naszych partyzantów z komunistami. Warto wspomnieć jeszcze o akcji pod Fanisławicami. Podczas postoju do oddziałów Brygady stacjonujących w tej miejscowości dotarły odgłosy potężnych wybuchów. Patrole rozpoznawcze wysłane przez dowództwo stwierdziły wysadzenie w powietrze pociągu pasażerskiego, w pociągu tym jechała polska ludność cywilna wiozącą żywność do miast. Według relacji naocznych świadków, komunistyczna banda „Świt” po ograbieniu pociągu z żywności wycofała się natychmiast w las, nie udzielając pomocy licznym rannym. Po otrzymaniu sprawozdania Bohun wysyła na miejsce katastrofy personel medyczny wraz z lekarzami, którzy mają udzielić pomocy poszkodowanym.

 

Jednocześnie zapadła decyzja o ukaraniu sprawców tego okropnego rabunku. W tym celu dowództwo wysłało I batalion z 204 pułku w kierunku na gajówkę Fanisławice, w której swój sztab miał oddział „Świt”. Po krótkiej wymianie ognia oddział komunistów zostaje całkowicie rozbity, rannych żołnierzy tego oddziału opatrzono i zostawiono na miejscu.

 

Kolejnym większym starciem z komunistami było odbicie 12 zakładników, których komuniści wybrali z okolic Sekurska i uprowadzili w las. W ten sposób chcieli szantażować miejscową ludność. Komuniści zostali całkowicie rozbici przez Brygadę, dzięki czemu okoliczna ludność została uwolniona od terroru, który oddziały AL stosowały od dłuższego czasu. Takich przypadków „działalności” komunistów jest wiele. Wszystkie one świadczą o tym, że broń w rękach komunistycznych partyzantów według tajnych instrukcji z komórek wyższego dowództwa nie była skierowana przeciw oddziałom niemieckim, lecz miała być użyta do niszczenia narodu polskiego. Większość z tych band nie stoczyła żadnego starcia z wojskami niemieckimi, o czym tak chętnie piszą w pamiętnikach późniejsi tzw. „kombatanci” z oddziałów GL-owskich oraz AL-owskich, codziennością natomiast był terror i grabież stosowana na polskiej ludności.

 

Dotychczas żołnierze Brygady musieli stawiać czoła słabo wyszkolonym bandom komunistycznym, których celem był głównie rabunek miejscowej ludności. Lecz wraz z zbliżającym się frontem sowieckim, żołnierze Brygady stanęli w obliczu walki z oddziałami frontowymi Armii Czerwonej, z którymi w bezpośrednim starciu nie mieliby szans.  13 stycznia 1945 powzięto decyzję o marszu na zachód. Tego samego dnia Bohun otrzymał rozkaz od Komendanta Głównego NSZ, płk. Zygmunta Broniewskiego ps. "Bogucki" mówiący, że „Ofensywa sowiecka rozpoczęła się 13 stycznia 1945 r. Brygada ma wykonać rozkaz wycofania się na Śląsk. Pomocy żadnej nie możemy udzielić. Należy liczyć na własne siły.”

 

Na dodatek stan liczbowy Brygady został uszczuplony o oddział kpt. „Żbika”, który 5 stycznia został wysłany w celu rozbicia umocnienia niemieckiego na rzece Warcie. W ten sposób rozpoczyna się długi oraz pełen niebezpieczeństw marsz na zachód, podczas którego partyzanci Brygady będą musieli stawić czoła wojskom niemieckim, oraz zbliżającym się froncie sowieckim.

 

Pierwszym poważnym problemem, na który natrafiła Brygada było przekroczenie umocnień niemieckich na rzece Pilicy w okolicach Żarnowca. Patrole wysłane przez Bohuna wyszukiwały najlepszego przejścia przez rzekę, lecz w każdym miejscu była silnie ufortyfikowania przez wroga. Do pierwszego starcia doszło w okolicach wsi Pogwizdów (o samym starciu piszę w dalszej części pracy). Wobec depczącej po piętach Armii Czerwonej i w obliczu kolejnego starcia z wojskami niemieckimi, Bohun decyduje się na podjęcie rozmów z dowództwem niemieckim w celu uzyskania pozwolenia na przekroczenie rzeki Pilicy.

 

Atutem w tych rozmowach byli żołnierze i oficerowie niemieccy, których Brygada wzięła do niewoli. Po trudnych i długich negocjacjach udało się w zamian za wydanie jeńców uzyskać glejt z pozwoleniem na przekroczenie fortyfikacji niemieckich. Warto dodać że z początku dowództwo niemieckie stawiało warunki, groziło rozbiciem Brygady, lecz dzięki rtm. Zarębie, który zadeklarował, że jeśli Niemcy przystąpią do akcji likwidacyjnej, Brygada zrobi wszystko, aby rozbić i tak już nadwątlone siły niemieckie. Udało się sfinalizować rozmowy sukcesem. Przemarsz Brygady przez stanowiska niemieckie nastąpił w ostatniej chwili, ponieważ straż tylna została zaatakowana przez oddziały pancerne Armii Czerwonej. Jak miała pokazać przyszłość glejt ten zostanie wykorzystany jeszcze kilka razy wyprowadzając w pole dowództwo niemieckie.

 

Dalszy marsz odbywał się głównie bocznymi drogami oraz lasami, co ograniczyło do minimum kontakt z wrogiem, trzeba pamiętać że Brygada znajdowała się na terenie mocno nasyconym oddziałami niemieckimi, z którymi w bezpośrednim starciu i otwartym polu nie miałaby szans. Po forsownym marszu 16 stycznia w miejscowości Koziegłowy, nasi żołnierze stanęli przed kolejnymi umocnieniami niemieckimi, tym razem dowódca odcinka przepuścił oddziały nie robiąc żadnych problemów, zadziałał glejt który został otrzymany w Żarnowcu.

 

Mimo to, ten odcinek trasy żołnierze Brygady przekraczali z palcami na spuście mijając po drodze jednostki niemieckie. Dalsza trasa prowadziła przez Lubliniec, który Brygada omija od południa kierując się na wioskę Leżyce. Tutaj dowództwo po rozpoznaniu i stwierdzeniu, że obszar Śląska jest silnie obsadzony przez wroga postawania maszerować dalej, omijając tereny Śląska od północy. Legł w gruzach plan Brygady, który zakładał rozmieszczenie i zakonspirowanie członków zgrupowania właśnie na tym terenie.

 

Niepewni dalszych losów, wciąż naciskani przez szpicę wojsk sowieckich, Brygadowcy stanęli na linii rzeki Odry w okolicach miejscowości Odmęt. Przez tą miejscowość uciekała miejscowa ludność oraz wycofywały się oddziały niemieckie. Wobec niemożności przekroczenia rzeki w innym miejscu postanowiono przeprawić się przez jedyny most, który znajdował się w rękach Niemców. Delegacji Brygady na czele z rotmistrzem Zarębą, została wysłana do dowódcy odcinka. Mimo oporów dowódca niemiecki pozwolił przekroczyć most jako jednostce jadącej po zaopatrzenie.

 

W ciągu tygodnia (20.I do 27. I) oddziały Brygady forsownym marszem przez Komorniki, Elgut, Feldheim, Grunwald, Kaubitz, odskoczyły na około 100 km od frontu niemiecko-sowieckiego. Po drodze w Kaubitz dołączył do Brygady oddział Akcji Specjalnej kpt. Gustawa w sile 100 dobrze uzbrojonych żołnierzy. Warto dodać, że mimo wydawałoby się łatwości pertraktacji z Niemcami, główną rolę odegrała stanowczość oficerów prowadzących rozmowy z wrogiem oraz samego dowództwa. Płk. Bohun za każdym razem stanowczo odmawiał podporządkowania się oddziałom niemieckim, a w razie próby rozbicia obiecał podjąć walkę, w której zniszczy siły niemieckie. Często były to argumenty wystarczające.

 

Pamiętajmy, że był to okres upadku III Rzeszy. Oddziały niemieckie z jednej strony stały w obliczu wojsk alianckich, a z drugiej czekała ich walka z Armią Czerwoną. Jakby do tego dodać zdeterminowany tysięczny oddział operujący w strefie przyfrontowej, sytuacja dla niemieckiego dowództwa stałaby się wręcz rozpaczliwa. Często przy okazji rozmów z stroną niemiecką poruszany jest temat kolaboracji, współpracy z Niemcami, co jest oczywiście nieprawdą. Za każdym razem podczas prób wciągnięcia oddziałów Brygady w działalność przeciwko Armii Czerwonej u boku niemieckich wojsk ze strony dowódcy Bohuna padała zdecydowana odmowa. Wymowna jest sytuacja podczas rozmowy rotmistrza Zaręby z oficerem niemieckim pod Żarnowcem: na groźbę oficera niemieckiego „A jeżeli każę zaraz na was uderzyć”, rotmistrz z pełnym spokojem odpowiedział „To będziemy się bronili i naturalnie nie biorę na siebie odpowiedzialności za całość pańskich kolumn zaopatrzenia”.

 

Na terenie Czech oddziały Brygady kwaterują się w okolicach Rozstani, gdzie przebywają do kwietnia 1945 roku. Stąd też zostają wysłane do Polski patrole celem nawiązania kontaktu i zdania raportu dowództwu głównemu. W tym też okresie niemieckie dowództwo coraz silniej naciska na Brygadę, pod groźbą rozbicia, aby ta przystąpiła do koalicji antybolszewickiej, w rozmowach ze strony Brygady bierze udział ppłk Władysław Marcinkowski ps. „Jaxa”, który konsekwentnie odmawia podjęcia jakichkolwiek wspólnych działań wojennych.

 

W połowie kwietnia podjęta zostaje decyzja o marszu, którego celem było połączenie się z wojskami amerykańskimi. Niemcy zgadzają się na to, lecz stawiają warunek ominięcia Pragi. W międzyczasie Brygada nawiązuje kontakt z czeskim ruchem oporu, z który planuje wspólne wywołanie powstania w Pilźnie, które nie dochodzi do skutku, ponieważ czeski ruch oporu obawiał się represji jakie spotkały Warszawę, po powstaniu roku 1944-tego. Także i na terenie Czech Niemcy podejmują próbę rozbicia Brygady, która unika niebezpieczeństwa dzięki informacji wywiadu czeskiego ruchu oporu.

 

W oddziałach Brygady Świętokrzyskiej służył Czesław Andrzejewski (pseudonim „Pik”, „Pikuś”) urodzony w Obornikach w 1922 roku. Kapral Andrzejewski swoją służbę w oddziałach Brygady zaczął 27 października 1944 roku w kompanii „Boppa”. Jego służba w tej kompanii jest dla nas niestety nieznana. 9 listopada 1944 r. nasz bohater zostaje przydzielony do 4 kompanii 202 pułku piechoty. Swój „chrzest bojowy” kapral Andrzejewski przechodzi w bitwie pod Cacowem.

 

Po dojściu do szosy na wysokości miejscowości Nagłowice oddziały Brygady dostrzegły trzy motocykle z niemieckimi lotnikami. Po krótkiej walce paru Niemców ginie, a oficer wraz z resztą ocalałych poddaje się i zostaje wzięty do niewoli. Po godzinnym marszu Brygada osiąga miejscowość Caców, w której zatrzymuje się na postój. Wypoczynek nie trwał długo, ponieważ zwiad konny wysłany w kierunku lotniska zameldował o 400 osobowym oddziale lotników przesuwającym się w marszu ubezpieczeniowym  na Caców. Jednocześnie do dowództwa Brygady dotarły wiadomości o 100 osobowym oddziale żandarmów, który przesuwał się w kierunku wsi Popowice. Płk. Bohun postanowił podjąć walkę. Na jego decyzję miało wpływ korzystne uwarunkowanie terenu na którym była rozmieszczona Brygada.


202 pułk pod dowództwem ppłk. Jaxy zorganizował zasadzkę w lesie. Przepuszczając ubezpieczenie przednie zaatakowali kolumnę główną Niemców. Zaskoczenie było pełne, uderzenie odniosło sukces, niemiecki oddział został kompletnie rozbity. Na drugim odcinku 204 pułk pod dowództwem mjr. "Jura" miał ubezpieczać most i przeprawę na rzece Nidzie. Zwiad doniósł, że niemieccy żandarmi rozpoczęły uderzenie na zachodni skraj miejscowości Caców. Rozpoczęła się walka. 204 pułk miał za zadanie obronę mostu do zmroku.

 

Po zmroku najpierw 202 pułk a potem jako straż tylna 204 pułk wycofali się przez miejsce przeprawy odskakując na około 30 km od nieprzyjaciela w kierunku na Lasochów. Manewr odskoku był podyktowany przypuszczeniami o mobilizacji większych wojsk niemieckich, które wzmocnione zaatakowałyby oddziały Brygady. W czasie bitwy nad polem walki krążyło 7 niemieckich bombowców. Straty Brygady wynosiły 3 zabitych i 5 rannych. Żołnierze niemieccy na polu bitwy zostawili wiele sprzętu, który później posłużył do dozbrojenia żołnierzy Brygady. Jaką rolę w tej bitwie odegrał kapral Andrzejewski niestety nie wiemy. Od 9 listopada 1944 r. kapral Andrzejewski zostaje przydzielony do 4 kompanii 202 pułku dowodzonej przez por. Edmunda Dachterę pseudonim „Bopp”.

 

Kolejnym starciem w jakim brał udział kapral Andrzejewski była bitwa pod Pogwizdowem. W okolicach wsi Kempie-Pogwizdów-Uniejów, gdzie zarządzono postój w celu zbadania możliwości i miejsca przeprawy przez niemieckie umocnienia na rzece Pilica. Odpoczynek Brygady nie trwał długo, ponieważ o godzinie 13 zaatakował batalion Wehrmachtu mający umocnić obronę Pilicy. Pod silnym naporem nieprzyjaciela oddziały II  batalionu mjr. "Rusina" zaczęły się wycofywać zajmując miejsca na wzgórzu.

 

Wobec tego faktu główne uderzenie sił niemieckich przyjęły 4 kompania por. "Boppa" (w tej kompanii walczył Czesław Andrzejewski) oraz 6 kompania kpt. Kazimierza. Sytuację ratuje 204 pułk pod dowództwem kpt. "Jerzego", który atakuje od północy skrzydło niemieckiego baonu. Niemcy zostali odparci ponosząc duże straty. Po stronie Brygady było 9 zabitych oraz 10 rannych. Były to największe straty jakie do tej pory podczas działań bojowych poniosły oddziały Brygady.

 

Kolejnym znanym starciem, w którym brał udział kapral Andrzejewski, było wyzwolenie obozu koncentracyjnego w Holiszowie, które miało miejsce 5 maja 1945 roku. Oddziały Brygady uwolniły z obozu setki więźniarek pochodzenia polskiego, francuskiego oraz żydowskiego, które były przeznaczone do likwidacji w razie zbliżenia się wojsk amerykańskich. W ramach wdzięczności oprócz wielu podziękowań, więźniarki ofiarowały płk. Bohunowi serca wraz z podpisami, które zostały uszyte z więziennych pasiaków. Do dziś w miejscu dawnego obozu są obchodzone uroczystości z tej okazji, a wiele rodzin uwolnionych więźniarek do dziś pamięta się o żołnierzach Brygady.

 

Całość operacji oswobodzenia obozu nie była łatwa, ponieważ w początkowej fazie ataku żołnierze Brygady musieli pokonać wąski most, wokół którego rozstawione były stanowiska z karabinami maszynowymi. Mostek ten został głównie dzięki zaskoczeniu szybko przebyty, po czym kompanie mjr. Rusina opanowały plac, wokół którego znajdowały się budynki administracyjne z zgromadzoną w nich załogą obozu. Niemcy próbowali się bronić lecz po postawieniu ultimatum po 5 minutach wywiesili białą flagę.

 

Tymczasem reszta kompanii Brygady obsadza fabrykę „Holiszów” oraz likwiduje bunkry zabezpieczające drogę na Pilzno, tym samym dzięki działaniom żołnierzy Brygady droga na Pilzno stała otworem. Po wojnie dowództwo amerykańskie podkreślało, że tylko dzięki działaniom bojowym Brygady podjętym w tym rejonie udało się bez strat pokonać trasę na Pilzno.

 

Po zakończeniu wojny oddziały Brygady Świętokrzyskiej zostają przekształcone w Kompanie Wartownicze przy armii amerykańskiej. Od teraz ich zadaniem jest ochrona obiektów wojskowych. Z początku oddziały Brygady zachowują większość swoich zwyczajów i przywilejów, z czasem jednak zmienia się nastawienie dowództwa amerykańskiego, które pod wpływem swojego sojusznika Związku Radzieckiego ogranicza, a następnie rozwiązuje oddziały złożone z Brygadowców.

 

Czesław Andrzejewski w stopniu starszego sierżanta służył w kompanii nr. 4004 z której został zwolniony 13 sierpnia 1947 roku. Natomiast 25 maja 1948 roku rozpoczyna służbę w kompanii numer 4243. Za swoje zasługi i służbę Ojczyźnie Czesław Andrzejewski został odznaczony Krzyżem Narodowego Czynu Zbrojnego. Czesław Andrzejewski zmarł 29 maja 1994 roku w Chicago.

 

Na kontynencie europejskim żołnierze Brygady byli poddawani wielu szykanom ze strony władz komunistycznych, które żądały wydania ich i ekstradycji do PRL. Jednak do końca służby wojska amerykańskie oraz alianci zachodni kategorycznie odmawiali wydania Brygady komunistom. Po okresie wartowniczym w Niemczech, oraz epizodach we Francji, właśnie tak jak Czesław Andrzejewski wielu Brygadowców obrało sobie za ostatni cel podróży USA, oraz Kanadę.

 

Kolejnymi osobami z naszego powiatu, które były związane z Brygadą Świętokrzyską, a dokładniej ze służbą w Kompaniach Wartowniczych byli Wacław Birkholc oraz Kazimierz Wieczorek. Wacław Birkholc pseudonim „Brzezina” urodził się w 27 września 1913 roku w miejscowości Borowiec Młyn, powiat obornicki. Wacław Birkholc był absolwentem Gimnazjum Klasycznego w Wągrowcu i Szkoły Podchorążych Piechoty 14 DP przy 58 pułku piechoty (1933-34). Od 18 września 1937 roku w stopniu starszego podchorążego został powołany do służby stałej. Wzięty do niewoli wojnę spędził w obozie jenieckim Dossel, z którego w styczniu 1946 roku wyjechał do Brygady Świętokrzyskiej.

 

W Brygadzie Świętokrzyskiej „Brzezina” służy w 4100 Kompanii Wartowniczej, w której rozkazem dziennym nr. 4 z dnia 5 maja 1946 roku zostaje mianowany przez Dowódcę Brygady płk. „Dąbrowskiego-Bohuna” na zastępcę dowódcy kompanii. Na czas służby wartowniczej zostaje mu przyznany stopień porucznika. Kolejną wzmianką dotyczącą porucznika Birkholca jest rozkaz dzienny nr. 11 z dnia 14 stycznia 1946 roku, który wyznacza mu funkcję oficera inspekcyjnego garnizonu przy kompanii nr. 4016. Funkcja ta zostaje także ogłoszona w rozkazie dziennym nr. 12 z dnia 15 stycznia 1946 roku. Dalsze losy Wacława Birkholca są na dzień dzisiejszy nieznane.

 

Kazimierz Wieczorek pseudonim „Zagajny” urodzony 8 stycznia 1917 roku w Słomowie, powiat obornicki. Kazimierz Wieczorek z zawodu był nauczycielem, absolwentem szkoły średniej (j. niemiecki) i Dywizyjnego Kursu Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty przy 1957 pułku piechoty (1936/67). W Brygadzie Świętokrzyskiej  od 4 stycznia 1946. Dnia 5 stycznia 1946 roku w rozkazie dziennym nr. 4 podporucznik „Zagajny” zostaje przydzielony do 4100 kompanii, w której obejmuje dowództwo plutonu. Kolejną informacją na jaką natrafiamy jest informacja z rozkazu dziennego nr. 9 z dnia 11 stycznia 1946 roku mówiąca o dyżurze oficera inspekcyjnego garnizonu na dzień 14 stycznia 1946 przy kompanii 4017. Informacja ta zostaje powtórzona w rozkazie dziennym nr. 10 w dniu 12 stycznia 1946 roku. Dalsze losy podporucznika Wieczorka na dzień dzisiejszy nie są znane.

 

Można przypuszczać że zarówno Kazimierz Wieczorek jak i Wacław Birkholc się znali, wskazywałoby na to podobny czas przybycia do Brygady Świętokrzyskiej, obaj dołączyli do niej na początku stycznia i służyli w 4100 kompanii.

 

204 Pułk Piechoty - zalążek Brygady Świętokrzyskiej


W czerwcu na mocy rozkazu mjr. Olgierda (NN) w powiecie opatowskim w rejonie Gór Świętokrzyskich nastąpiła koncentracja mająca na celu utworzenie na terenie Okręgu Wojskowego NSZ nr. V (Kielce) jednego z większych zgrupowań Narodowych Sił Zbrojnych. Okręg V po reorganizacji w 1943 r. obejmował następujące Komendy Powiatowe: Kielce-miasto, Kielce-powiat północny, Kielce-powiat południowy, Opatów, Starachowice-Iłża, Stopnica, Pińczów, Jędrzejów, Sandomierz i Skarżysko.

 

Na miejsce koncentracji w rejonie Gór Świętokrzyskich przybyły oddziały por. Żbika (Władysława Kołacińskiego), ppor. Bema (Stanisława Garbaty), ppor. Boppa (NN), ppor. Ścibora (NN), oraz pchor. Łosia (NN). Oprócz oddziału kpt. Żbika, który należał do Okręgu Wojskowego VIII Akcji Specjalnej (Częstochowski), reszta oddziałów należała do Okręgu V, czyli Kieleckiego. Do zgrupowania jako szósty czasowo dołącza oddział por. Stepa (Henryka Podhorskiego) z okręgu III (Lublin), który przebywał od kwietnia na obszarze Okręgu V. W ten sposób powstaje 204 Pułk Piechoty Ziemi Kieleckiej im. I.J. Paderewskiego.

 

18 czerwca 1944 roku Komendant OW V (mjr. Olgierd) mianuje mjr. Kazimierza (Eugeniusza Kernera) dowódcą zgrupowania. Dzień później (19 czerwca) wraz z por. Gustawem (Telesforem Piechockim, z Okręgu Kierownictwa Akcji Specjalnej),  mjr. Kazimierz przeprowadza przegląd wszystkich oddziałów, podczas którego w krótkim przemówieniu nawiązuje do chlubnej tradycji „Czwartaków”, których żołnierze 204 pp. mają być godnymi zastępcami.

 

Od początku powstania zauważalne były problemy z uzbrojeniem, które zostały opisane w kronice 204 pp. pod datą 19 czerwca: „Postawa oddziałów- dobra, wyekwipowanie- niejednolite, uzbrojenie- niedostateczne”. Tego samego dnia w kronice zostało odnotowane ustalenie podział pułku, oraz numeracja kompanii, która przedstawiała się następująco:
1.komp. Dowódca ppor. Bopp2.komp. Dowódca ppor. Nowina (Zdzisław Jelenicki) 3.komp. Dowódca pchor. Łoś4.komp. Dowódca ppor. Bem5.komp. Dowódca por. Żbik6.komp. Dowódca por. StepPatrol żandarmeri – ppor. Grot (Bisping)

 

Zorganizowano także sztab pułku, którego szefem został czasowo rtm. Leon (Antoni Starnawski), adiutantem por. Wilk (Wacław Janikowski), lekarzem ppor. Żar (Jan Zarychta), a oficerem oświaty i propagandy pchor. Ryszard (NN).

 

Pierwsza okazja do chrztu bojowego nowo powstałego zgrupowania nadarzyła się 20 czerwca, kiedy to do sztabu pułku dotarła informacja o obozie bandy komunistycznej, która stacjonowała na zachód od miejscowości Stołbiec. W celu likwidacji komunistów zostały wysłane 3 kompanie (nr.2 –ppor. Nowiny, 4- ppor. Bema i 5- por. Żbika) pod dowództwem por. Jerzego (NN). Niestety wyprawa uderzyła w próżnię, ponieważ komuniści opuścili miejsce biwakowania.

 

Bartosz Tomczak


Bibliografia:

„Byłem dowódcą Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych” Antoni Bohun-Dąbrowski

„Rozkazy dzienne Brygady Świętokrzyskiej NSZ I Grupy Kompanii Wartowniczych” Czesław Brzoza

Fundacja Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego

„W Marszu i Boju”

„Wspomnienia” Władysław „Jaxa” Marcinkowski