Artykuły i opracowania

Nowe święto państwowe poświęcone Ich pamięci przywraca polskiemu społeczeństwu utraconą tożsamość.

Przez 45 lat okupacji sowieckiej temat „Żołnierzy Wyklętych” był tematem tabu. Dopiero teraz to się zmienia. W okresie okupacji sowieckiej ze względu na bezpieczeństwo nie rozmawiało się o uczestnikach powstania antykomunistycznego, które trwało w latach 1944-1963. Dzieciom nie przekazywano tradycji rodzinnych, informacji o Bohaterach; najpierw w obawie przed utratą życia z ręki okupanta i jego rodzimych pomocników, a potem, po okresie stalinizmu ze względu na szykany, obawę o stratę pracy, napiętnowanie. Tak wyrosły dwa pokolenia pozbawione swej tożsamości. Dopiero teraz, gdy żyją już dosłownie ostatni uczestnicy powstania antykomunistycznego, możemy odzyskiwać naszą tożsamość i pamięć o Bohaterach.

Z Eleonorą Kasznicą, siostrą ppłk. Stanisława Kasznicy, ostatniego dowódcy NSZ, którego szczątki odnaleziono podczas ekshumacji na Łączce, rozmawia Maciej Walaszczyk.

Od wielu lat wiadomo było, że Pani brat ppłk Stanisław Kasznica, żołnierz NSZ i narodowej konspiracji politycznej, przed wojną działacz Obozu Narodowo-Radykalnego, spoczywa na Powązkach. Jak przyjęła Pani informację o identyfikacji szczątków brata?

– Bardzo chcieliśmy, by nie leżał w błocie… To wszystko było przecież robione z premedytacją.

Kierujący pracami ekshumacyjnymi prof. Krzysztof Szwagrzyk mówił o celowej profanacji ciał. Niektórych skazanych chowano w mundurach niemieckich.

To nie była wojna domowa, toczona między różnymi ugrupowaniami tego samego państwa, o władzę i własne interesy.

W Polsce po 1944 r. mieliśmy do czynienia z powstaniem antykomunistycznym (także na polskich Kresach, o czym nie wolno zapomnieć), toczonym w celu odzyskania niepodległości.

 

Było ono porównywalne z powstaniem styczniowym i w tym sensie było ostatnim polskim powstaniem narodowym. Powstanie zostało stłumione bardzo krwawo, a dokładnej skali ofiar poniesionych w walce i późniejszych represji być może już nigdy nie poznamy.

 

Komuniści nie prowadzili dokładnej ewidencji, w dodatku starannie zacierali ślady po swych zbrodniach. Po 1989 r. zabrakło woli rozliczenia minionego okresu. III RP bardzo długo była prostą kontynuacją Polski Ludowej, nie tylko politycznie, ale też instytucjonalnie i personalnie. Trudno było zrobić to natychmiast po zmianach, zwyciężyła bowiem koncepcja „grubej kreski”, także w tym zakresie.

Artykuł dr. Wojciech Muszyńskiego w "Naszym Dzienniku" o recepcji tradycji Narodowych Sił Zbrojnych.

Dzieje Narodowych Sił Zbrojnych były wielkim narodowym mitem w czasach PRL. Dla części opozycji demokratycznej historia tej organizacji, uznawanej nie bez racji za najbardziej antykomunistyczną formację polskiego podziemia niepodległościowego, była natchnieniem do walki o wolność. Z kolei propagandziści PRL, z pomocą lewicowo-liberalnej części opozycji, wszelkimi sposobami usiłowali zohydzać NSZ i ich żołnierzy.

 

Obie te narracje przez lata, także już w III RP, funkcjonowały równolegle, przyczyniając się do powstawania zamętu w umysłach ludzi. Skutkiem tego rodzaju "rozszczepienia" pamięci była wypowiedź wysokiej rangi urzędnika państwowego pełniącego funkcję w jednym z "solidarnościowych" rządów na początku lat 90., który ośmielił się porównać NSZ do band UPA i Wehrwolfu. To skandaliczne wystąpienie nie spotkało się wówczas z żadnym odzewem - nikomu nie przyszło na myśl, aby publicznie uświadomić autorowi niestosowność tego rodzaju porównań.

Relacja z wykładu Leszka Żebrowskiego pt. "Narodowe Siły Zbrojne".

Spotkanie z Leszkiem Żebrowskim odbyło się 4.09.2012 (wtorek) o godz. 17.00 w Muzeum Niepodległości w Warszawie. Organizatorem spotkania było Stowarzyszenie KoLiber, prowadzenie: Piotr Mazurek.

 

„To były Narodowe Siły Zbrojne – te, które wyłoniły się z Narodu. To była emanacja tego, co młoda przedwojenna inteligencja, wychowankowie polskich szkół, oficerowie rezerwy WP myśleli o Polsce, co przeżywali, jakie mieli rozterki. Po tym wszystkim, co się z nimi stało, zasługują na coś więcej, niż nagrobki czy tablice okolicznościowe. Zasługują na pełną wiedzę o nich” – powiedział historyk Leszek Żebrowski podczas zorganizowanego przez Stowarzyszenie KoLiber spotkania poświęconego historii NSZ, które odbyło się w siedzibie Muzeum Niepodległości.

O ostatniej wypowiedzi Pawła Machcewicza oraz historii Narodowych Sił Zbrojnych Stefczyk.info rozmawia z historykiem prof. Janem Żarynem.

Stefczyk.info: Paweł Machcewicz, dyrektor Muzeum II Wojny Światowej, mówił w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" o tym, że NSZ nie należy stawiać na równi z AK oraz zaznaczał, że NSZ nie uznawała instytucji polskiego państwa podziemnego. Przeciwko jego słowom zaprotestował Związek Żołnierzy NSZ. Jaka jest prawda?

Prof. Jan Żaryn: We wrześniu odchodzimy 70. rocznicę powstania Narodowych Sił Zbrojnych. Warto więc przy tej okazji mówić o tej formacji i dyskutować o jej zbrojnym i politycznym działaniu. Istnieje słaba wiedza na temat NSZ. Z tej niewiedzy, dotykającej również historyków, biorą się nieuprawnione oceny i sądy. Powstanie NSZ było podyktowane obawą przed zdominowaniem podziemnej armii polskiej przez czynniki sanacyjne.

Nadal pozostaje niewyjaśniona sprawa mordu w Wierzchowinach. Nie przeszkadza to jednak w wykorzystywaniu tej sprawy w propagandzie przeciw bohaterom podziemia niepodległościowego.

6 czerwca 1945 roku wymordowano prawdopodobnie 197 (różnice w źródłach) mieszkańców wsi Wierzchowiny. Chociaż większość poszlak wskazuje na niezidentyfikowany oddział jako sprawców masakry, oficjalna wersja PRL-owska uczyniła odpowiedzialnymi za mord zgrupowanie oddziałów Akcji Specjalnej Narodowych Sił Zbrojnych. W  ten sposób na NSZ spadło odium „wierzchowińskiego mordu”. Czy jest to jednak prawda?

Kolaboranci

Wierzchowiny - wieś w przedwojennym powiecie krasnostawskim, w większości zamieszkana przez ludność ukraińską, podczas okupacji niemieckiej cieszyła się złą sławą wśród okolicznej ludności polskiej. Wielu Ukraińców współpracowało z gestapo i miejscową żandarmerią. Niektórzy z żyjących żołnierzy AK i NSZ wspominają, że we wsi byli aktywni również członkowie UPA, a kilku mieszkańców służyło w osławionej dywizji SS „Galizien”.

Tekst dr. Rafała Dobrowolskiego o dniu żołnierzy wyklętych, który ukazał się w zeszłym roku na łamach kwartalnika społeczno-politycznego „Myśl.pl”, nr 20 (2) 2011.

1 marca bieżącego roku po raz pierwszy obchodziliśmy nowe państwowe święto „Narodowy Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych” – żołnierzy, którzy nie godzili się sowietyzację Polski oraz umocowane przez Józefa Stalina rządy sprawowane przez tutejszych komunistów. Należy także zastanowić się dlaczego musieliśmy czekać aż ponad 20 lat od upadku komunizmu, aby upamiętnić bohaterów wolnej Polski? Ustanowienie tego święta spotkało się ze sprzeciwem ideowych spadkobierców PPR oraz innych opiniotwórczych środowisk lewicy.

 

Przejdźmy do genezy omawianego święta.  Przeszło rok temu Prezydent RP Lech Kaczyński złożył do Sejmu projekt ustawy, którego preambuła brzmiała „w hołdzie «Żołnierzom Wyklętym» - bohaterom Powstania Antykomunistycznego, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego, walcząc o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienia dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego, z bronią w ręku przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu”, na ostatnim etapie prac sejmowych wykreślono sformułowanie „bohaterom Powstania Antykomunistycznego” i zastąpiono ją formułą „bohaterom antykomunistycznego podziemia”.

Początki konspiracji narodowej z uwzględnieniem Narodowych Sił Zbrojnych (1939–1942).

Niniejszy referat jest próbą przedstawienia w szerszym kontekście tych organizacji konspiracyjnych z okresu II wojny światowej, których organizatorzy – podobnie jak programy – wywodzili się z organizacji narodowych okresu międzywojennego. Jest to przyczynek do refleksji nad wpływem podziemia narodowego na tworzenie konspiracji oraz nad jego wkładem w walkę z okupantem niemieckim i sowieckim.

 

Po wybuchu II wojny światowej i klęsce w kampanii wrześniowej ruch narodowy poniósł poważne straty. Wielu działaczy zginęło w trakcie walk, wielu zostało zamordowanych po wkroczeniu Niemców do Polski. Na ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej podobne działania prowadzili Rosjanie[1]. Jednak zaraz po przegranej kampanii wrześniowej wszystkie partie polityczne rozpoczęły tworzenie własnych organizacji konspiracyjnych. Początkowo tworzono niewielką grupę organizacyjną, która opracowywała program i struktury. Jednocześnie tworzono grupy bojowe, które miały zapewnić własną siłę zbrojną. Niektóre organizowano oddolnie przez wojskowych lub osoby cywilne, inne posiadały już pewne zaplecze, np. struktury terytorialne (szczególnie dotyczyło to partii politycznych). Część organizacji pozostawała elitarna, inne stawały się ogólnokrajowe[2].

Kinematografia III RP, podobnie jak komunistyczna, nie była dla żołnierzy Narodowych Sil Zbrojnych zbyt łaskawa. Powstało o nich zaledwie sześć filmów, w tym jeden z nich stawia ich w niekorzystnym świetle.

 

Pierwszy film o żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych nakręcono w 1999 roku. Jest to dokument pt.: ,,List do syna”. Reżyserem i autorem scenariusza jest Iwona Bartólewska. Przedstawia on okoliczności śmierci Antoniego Żubryda oraz losy jego syna Janusza Niemca, który dopiero po latach dowiedział się kim jest naprawdę. Autorka filmu korzysta też z informacji Jerzego Vaulina, mordercy Żubryda, które okazują się być bezużyteczne, a on sam odmawia wystąpienia przed kamerą.

 

Kolejny film, gdzie pojawiają się żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych to: ,,Ormo czuwa”. Jest to dokument z 2001 roku, który wyreżyserował i napisał scenariusz Jerzy Morawski. Opowiada on o działalności Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej. Jedną z jej form była walka z podziemiem niepodległościowym, w tym z Narodowymi Siłami Zbrojnymi.