Artykuły i opracowania

Przez wieki polscy duchowni brali udział i wspomagali działania związane z obroną wiary, niepodległości i kultury narodowej. To kościoły i plebanie, były często miejscami spotkań patriotycznych.

Organizatorzy i żołnierze walczący o niepodległość kraju wspomagani byli duchowo i materialnie przez księży i zakonników, którzy za udzielaną pomoc skazywani byli na więzienia, zesłania, obozy koncentracyjne lub ponosili ofiarę własnego życia. Jednym z takich wydarzeń, które doprowadziły do ogromnych strat wśród tej grupy społecznej, był okres II wojny światowej. Możemy z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że większość duchownych miała styczność z działaniami podziemia niepodległościowego. Współdziałali oni m. in. z Armią Krajową, Narodowymi Siłami Zbrojnymi, Batalionami Chłopskimi i wieloma innymi organizacjami podziemnymi. Za pomoc udzielaną konspiracji prześladowani byli nie tylko przez okupantów, ale również przez takie organizacje jak UPA czy komunistów.

 

Jedną z najmniej znanych grup duchownych są księżą i zakonnicy współpracujący z Narodowymi Siłami Zbrojnymi. Dopiero teraz, po kilkudziesięciu latach, z wielkim trudem poznajemy ich biografie. Niniejsze biogramy, wg. autora, są niewielkim procentem duchownych wspomagających Narodowe Siły Zbrojne. Warto rozpocząć wyszukiwanie tych księży i zakonników, którzy często o swojej działalności woleli nie mówić. Może będą one początkiem przywracania pamięci o tych wspaniałych kapelanach. Jednocześnie zapraszam do uzupełniania spisu kapelanów o nowe biogramy i uzupełnianie niniejszych.

Leszek Żebrowski

Dzień 22 lipca bardzo uroczyście obchodzono w Polsce Ludowej. Wszak było to nowe, komunistyczne "święto", które miało zastąpić Dzień Niepodległości 11 listopada. Nazwa "22 Lipca" utrwalana była w nazwie zakładów produkcyjnych, w nazwach ulic i imionach szkół. 22 lipca stał się też osobistym świętem niejakiej Izabeli Sierakowskiej, oczywiście do czasu, gdy kilka lat temu została nagle... nastajaszczą Europejką.

Jednak nie jest to cała prawda o tym dniu - miało to też być jeszcze inne "święto", które jednak nie weszło do powszechnego użytku i nie utrwaliło się szerzej wśród obywateli PRL. Zostało jednak w jakiś sposób uwiecznione: na przykład koryfeuszka polskich nauk historycznych Krystyna Kersten w swej bałamutnej pracy Narodziny systemu władzy (wydanej... w "drugim obiegu") wymyśliła, że Narodowe Siły Zbrojne od lipca 1943 r. wszczęły walki bratobójcze (...). 22 lipca w Stefanowie na Kielecczyźnie został wymordowany oddział GL im. Ludwika Waryńskiego. Kersten uznała to za rozpalenie wojny domowej w Polsce.

Zgrabnie to brzmi, jednak nie ma nic wspólnego z prawdą, co w pracach tej autorki, ulubienicy "lewicy laickiej", zdarza się dość często.

Maciej Korkuć

Po zajęciu Polski przez Armię Czerwoną polskie podziemie niepodległościowe wciąż stanowiło poważną siłę. Jedną z metod walki z oddziałami leśnymi było tworzenie przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa grup podających się za partyzantów. Ich działania były podwójnie zakonspirowane: przed wrogiem i przed swoimi - do tego stopnia, że dochodziło nawet do starć zbrojnych między nimi a oddziałami wojska czy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego

W nomenklaturze reżimowej PRL grupy prowokacyjne nazywano "oddziałami antypartyzanckimi", "oddziałami partyzanckimi ubranymi po cywilnemu", "grupami bojowymi w ubraniach cywilnych" czy "nieumundurowanymi grupami operacyjnymi". Z kolei w materiałach wywiadu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość wspomina się o "bojówkach UB", "oddziałach prowokacyjnych UB", "tajnych bandach UB i PPR". Ich członków werbowano najczęściej spośród funkcjonariuszy UB - byłych partyzantów Armii Ludowej.

Przy tworzeniu grup prowokacyjnych korzystano z doświadczeń i wzorców NKWD. Występujące jako oddziały niepodległościowego podziemia zbrojnego, niejednokrotnie zdobywały zaufanie lokalnej społeczności i wkrótce wracały już jako oddziały UB, dokonując aresztowań. Jednym ze skutków ich działań było wytworzenie atmosfery powszechnej nieufności. - W terenie pozostawiliśmy po sobie taką atmosferę, że w podziemiu nikt nikomu nie wierzył. Każde spotkanie czy posunięcie traktowano jak podstęp i prowokację - wspominał Edward Gronczewski, dowódca oddziału leśnego działającego na Lubelszczyźnie.

Sebastian Bojemski

Pan Paweł Machcewicz napisał, że jednym z motywów zbrodni w Jedwabnem mógł być antysemityzm mieszkańców (W cieniu Jedwabnego, „Rzeczpospolita” nr 288, 11.12.2000 r.). Argumentem za tą tezą były rzekome wpływy, jakie przed wojną na tym terenie miał posiadać Obóz Narodowo-Radykalny. Na tym terenie ONR nie funkcjonował. Żaden z badaczy zajmujących się jego historią nie wspomina o wpływach w powiecie łomżyńskim.

Z historycznego punktu widzenia nie jest właściwe przekładanie przedwojennych ideologii na okres okupacji. Właśnie przykład ONR (w czasie wojny „Grupa Szańca”) świadczy o tym, że przedwojenne poglądy były często weryfikowane w obliczu eksterminacyjnej polityki okupanta. Jedyną pozycją analizującą stosunek wojennego ONR do Żydów jest książka Wojciecha Jerzego Muszyńskiego W walce o Wielką Polskę. Propaganda zaplecza politycznego Narodowych Sił Zbrojnych (1939–1945). W rozdziale poświęconym stosunkowi wojennego ONR do Żydów autor stwierdził, że doktor Szapiro z Żydowskiego Instytutu Historycznego przedstawił nawet własne obliczenia mające stanowić ostateczny dowód, że na łamach pisma „Szaniec” prowadzono kampanię nienawiści wobec mniejszości żydowskiej.

Leszek Żebrowski

Znane są już liczne miejsca zbrodni UB, popełnionych na Polakach po tzw. wyzwoleniu. Ale tylko niektóre z nich wywołały oddźwięk międzynarodowy, w dodatku tuż po ich ujawnieniu. Do takich zaliczyć można ohydne zamordowanie kilkunastu młodych ludzi w Siedlcach w nocy z 12 na 13 kwietnia 1945 r. przez funkcjonariuszy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.

Sprawa ta znana jest z wielu relacji naocznych świadków aresztowań i morderstw (w tym członków rodzin), a ponadto dwie niedoszłe ofiary, choć ciężko ranne - Marian Pilarczyk i Edward Prachnio - zdołały zbiec z ranami postrzałowymi z miejsca egzekucji.

Leszek Żebrowski

Jest rzeczą zastanawiającą, jak stosunkowo mało znamy historię najnowszą, szczególnie tego okresu, który powinien zapaść w pamięci pokolenia Polski niepodległej. Wprawdzie już dość dużo wiemy o układach frakcyjnych w PPR i PZPR, o sposobie zdobycia i sprawowania władzy przez komunistów i ich wasali, ale druga strona barykady pozostaje nadal białą plamą.

Lata 1944-1956 to jednak nie tylko Gomułka i Bierut, Zambrowski i Berman. I nie tylko PPR i PZPR, czy nawet PSL. Istniał przecież szeroki front oporu cywilnego i zbrojnego, zdławiony brutalną przemocą. Po rozwiązaniu Armii Krajowej w styczniu 1945 r. i Delegatury Rządu w lipcu tego roku Państwo Podziemne przybrało inne nieco formy, niż za okupacji niemieckiej, ale nie przestało istnieć. Na bazie Armii Krajowej rozwinęły się różne organizacje polityczno-wojskowe i zbrojne: Wolność i Niezawisłość (WiN), Ruch Oporu Armii Krajowej (ROAK), Konspiracyjne Wojsko Polskie (KWP) i przede wszystkim największa z nich i najdłużej prowadząca działalność: Narodowe Zjednoczenie Wojskowe (NZW).

Pierwsze przygotowanie do powołania NZW czyniono już w listopadzie 1944 r., po upadku Powstania Warszawskiego, gdy wiadomo było, że konspiracja w dotychczasowej formie - w znacznym stopniu rozpracowana przez wywiad sowiecki i jego rodzime przybudówki - nie ma racji bytu. Osią tych przygotowań było Stronnictwo Narodowe (SN) - najsilniejszy człon politycznej konspiracji antyniemieckiej i jego organizacje zbrojne: Narodowa Organizacja Wojskowa (NOW - scalona z AK w 1942 r.) i Narodowe Siły Zbrojne (NSZ - scalone z AK w 1944 r.).

Leszek Żebrowski

W opisach działań konspiracyjnych polskich organizacji podziemnych podczas II wojny światowej pomija się na ogół te zagadnienia, które nie wiążą się bezpośrednio z walką zbrojną i przygotowaniami do powstania powszechnego. Szczególne zaniedbania historyków w tej dziedzinie dotyczą problemów wychowania, o ile nie odnoszą się one bezpośrednio do funkcjonowania propagandy, zaś istnienie służb duszpasterskich i ich działalność wspominana jest fragmentarycznie.

Duszpasterstwo w sposób zorganizowany istniało w trzech największych organizacjach Polski Podziemnej: Armii Krajowej (ZWZ-AK)1, Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW), scalonej w większej części z AK w listopadzie 1942 roku2, oraz w Narodowych Siłach Zbrojnych (NSZ).

NSZ powstały we wrześniu 1942 roku z kilkunastu organizacji konspiracyjnych o obliczu narodowym3. W ramach profesjonalnie rozbudowanego dowództwa oraz struktur okręgowych i powiatowych powołano również pion duszpasterstwa, zwany w dokumentach Służbą Duszpasterską, oznaczony kryptonimem SD. Podlegał on jako oddzielna służba kwatermistrzowi dowództwa NSZ, a w okręgach, powiatach i rejonach kwatermistrzom tych struktur.

Leszek Żebrowski

Brak jest do dziś jakichkolwiek opracowań na temat udziału tej formacji w największej walce Państwa Podziemnego z niemieckim okupantem. Nawet autorzy o proweniencji akowskiej nie mogli - z przyczyn politycznych i ideologicznych - zbytnio rozwijać tego wątku. Stąd też do dziś nie ma nawet wykazu jednostek NSZ, biorących udział w walkach Powstania Warszawskiego i nie znamy konkretnego wkładu NSZ do wspólnych działań.

W programie polityczno-wojskowym NSZ cały wysiłek miał być skoncentrowany na przygotowaniach do powstania powszechnego. Już Deklaracja ogłoszona w marcu 1943 r. głosiła m.in.: "Właściwy czas dla ogólnonarodowego powstania uwarunkowany będzie załamaniem potęgi militarnej Niemiec i musi być uzgodniony z naszymi aliantami" (podkr. L.Ż.). Obowiązywała zatem podstawowa zasada "ekonomii krwi", aby wieloletni wysiłek nie poszedł na marne. Temu celowi podporządkowana była bieżąca działalność, a ponadto uderzający jest w NSZ bezprecedensowy zakres szkolenia wojskowego. Wszystkie okręgi i większość powiatów prowadziły konspiracyjne szkoły podchorążych i szkoły podoficerskie, pion wyszkolenia Dowództwa opracował i wydrukował materiały szkoleniowe (podręczniki, instrukcje, mapy, schematy), których poziom merytoryczny i graficzny budził uznanie w innych organizacjach, które zresztą chętnie korzystały z tych pomocy. Największym osiągnięciem był zaś Podręcznik dowódcy plutonu strzeleckiego (prawie 400 stron drobnego druku, w twardej oprawie, z rozdziałami zawierającymi instrukcje walk w mieście, opracowany przez Inspektorat Ziem Zachodnich w 1943 r.). Przy Dowództwie NSZ powołano Centrum Wyszkolenia Szkoły Podchorążych Piechoty w składzie dwóch batalionów, łącznie ok. 900 osób. Do wybuchu powstania szkolenie, zakończone uzyskaniem przez elewów stopnia podchorążego, ukończyło około 500 osób, uzyskując nietypowe, ale jakże przydatne w konspiracji specjalizacje (m.in. broni pancernej, prawa jazdy itp.).

Leszek Żebrowski

Przez cały okres powojenny nie prowadzono badań naukowych nad jedną z największych organizacji konspiracyjnych, działających w Polsce podczas okupacji. Nie było ku temu warunków w kraju zdominowanym przez komunistów nie tylko w sferze politycznej i ustrojowej, ale także naukowej. Wszelkie publikacje, o ile w ogóle wspominały NSZ, ukierunkowywane były wyłącznie na aspekt doraźnej propagandy i ideologii. Cały wysiłek wkładano w wykazywanie, iż była to organizacja "faszystowska" i "reakcyjna". Zajmować się tym mogli jedynie specjalnie oddelegowani do nauki "utrwalacze władzy ludowej", często byli oficerowie UB. Przy takim nastawieniu, badania nad liczebnością, strukturą organizacyjną, obsadą personalną, obliczem ideowym i zakresem działalności NSZ były wykluczone.

W publikacjach emigracyjnych - nielicznych zresztą - byli członkowie NSZ na ogół pomijali milczeniem zagadnienia organizacyjne i personalne, lub też - ze względu na bezpieczeństwo osób żyjących w kraju - podawali dane nieprawdziwe. Pełne odtworzenie dziejów NSZ na emigracji nie było zresztą możliwe, przede wszystkim ze względu na brak źródłowej bazy dokumentacyjnej.

Dotychczas nie opublikowano podstawowych dokumentów programowych i organizacyjnych NSZ. Ukazały się zaledwie dwie zwarte publikacje z tego zakresu: dokumenty związane z przebiegiem i realizacją umowy scaleniowej NSZ z AK ("Zeszyty Historyczne" nr 1, Warszawa 1990) i kronika Brygady Świętokrzyskiej NSZ ("Zeszyty Historyczne" nr 2/3, Warszawa 1991). Mimo upływu czterech już lat względnej swobody badań naukowych, nie doszło do rzeczowej dyskusji i nie ukazały się obiektywne opracowania. W dalszym ciągu dominują stereotypy i podejście emocjonalne, nie oparte na konkretnych ustaleniach.

Leszek Żebrowski

Mija właśnie pięćdziesiąta rocznica powstania Narodowych Sił Zbrojnych - jednej z największych organizacji konspiracyjnych w okupowanej Polsce. Mimo upływu półwiecza od tego wydarzenia, wiemy o niej, jak dotychczas, niezwykle mało, a ponadto nie wszystko to, co o niej wiadomo, jest prawdą. Wynika to stąd, że jej historia była w bezwzględny sposób fałszowana. Przyczyna jest oczywista: NSZ były jednoznacznie antykomunistyczne, a po wojnie ich historią zajmowali się prawie wyłącznie "utrwalacze władzy ludowej", którzy swą ideologię stawiali ponad prawdą.

Istnieje zatem pilna konieczność rzetelnych badań historycznych, opartych na autentycznych dokumentach organizacyjnych: rozkazach, ulotkach, gazetkach i drukach konspiracyjnych, a także na relacjach ostatnich już świadków historii - żołnierzy i oficerów NSZ, którzy jako jedyni mogą służyć jeszcze swą pamięcią i składaniem relacji.
Zanim powstaną rzetelne monografie NSZ (a w obecnej rzeczywistości są na to szanse niewielkie), warto przypomnieć podstawowe dokumenty z tamtego okresu, które więcej mówią o celach i zakresie działalności tej organizacji, niż jakakolwiek publicystyka o charakterze ideologicznym i propagandowym w prasie postkomunistycznej.