W dniu 3-go maja reprezentacja GRH NSZ wzięła udział w oficjalnych obchodach rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja i święta Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski.

Święto, które powinno być radosne i gromadzić tłumy narodu, a jego obchody powinny być huczne i wzniosłe, okazało się wielką klapą. Zacznijmy jednak od początku. Zgodnie z prośbą naszych kombatantów z Narodowych Sił Zbrojnych wystawiliśmy poczet sztandarowy Zarządu Głównego NSZ.

 

Dostaliśmy informację, że o godzinie 8.30 jest zbiórka na Placu Zamkowym. Przybyliśmy kwadrans przed czasem, a na miejscu nic się nie dzieje z wyjątkiem rozstawiania się TVP i kręcących się w kółko kilku harcerzy. Po zapytaniu się kilku dziarsko wyglądających panów ze słuchawkami w uszach, gdzie zbierają się poczty sztandarowe, otrzymaliśmy odpowiedź, że nikt nic nie wie.

 

Po pewnym czasie zobaczyliśmy kilku kombatantów Armii Krajowej stojących w grupce z kilkoma sztandarami. Udaliśmy się do nich i tu otrzymaliśmy informację, że niestety nic nie wiedzą i czekają, aż ktoś się nimi zajmie. W międzyczasie niedaleko nas przeszło kilka pocztów sztandarowych kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego w kierunku Archikatedry św. Jana Chrzciciela, gdzie miała się odbyć uroczysta Msza święta.

 

Nikt się nie pojawił i nikt nie zaopiekował się kombatantami, więc razem z nimi udaliśmy się pod Archikatedrę, a tam pod małym zadaszonym przejazdem zgromadziły się chyba wszystkie sztandary kompanii reprezentacyjnych od lotników po marynarzy. Do godziny 9.20 nic się nie działo i mokliśmy czekając. Dla nas, młodych, to mały problem. Przykro nam było, że nikt nie zajął się moknącymi kombatantami.

 

Tuż przed 9.30 pojawił się major Maciejewski i kazał ustawiać się sztandarom. Najpierw poczty sztandarowe kompanii reprezentacyjnych, następnie poczty organizacji kombatanckich zaczynając od pocztów zarządów głównych… Ustąpiliśmy pola Armii Krajowej i ich sztandarowi i szykowaliśmy się jako kolejny sztandar do kolejki. Zgłaszamy owemu majorowi obecność sztandaru Zarządu Głównego NSZ i nie otrzymaliśmy żadnej reakcji z jego strony. Zgłaszaliśmy to trzykrotnie, a major zachowywał się jakby nas nie było. W tym czasie zdążyły się ustawić inne sztandary poszczególnych zgrupowań AK i innych organizacji.

 

Pan major przeszedł jeszcze kontrolnie, sprawdził, gdzie kto stoi i dochodząc do nas kolejny raz zgłoszono mu jaki sztandar i jaką organizację reprezentujemy. Reakcja była jedna: „A i NSZ jest na końcu. Dobrze.” Po czym udał się na początek kolejki i tubalnym głosem oznajmił, jak poczty mają wchodzić i ustawiać się w świątyni. Na koniec dodał, że po uroczystościach w Archikatedrze na Plac Zamkowy udają się tylko i wyłącznie poczty garnizonowe, a reszcie „podziękował”. Ktoś zadał pytanie, a co z kombatantami? Na co major Maciejewski odpowiedział, że dla kombatantów zabrakło miejsca. (Na Placu Zamkowym!) Nasza grupa poruszyła się i zaczęły padać niewygodne pytania do majora, który odwrócił się na pięcie i zwyczajnie odszedł. Sama Msza święta odbyła się uroczyście, a po niej rozeszliśmy się.

 

Jako GRH NSZ chcieliśmy wyrazić ubolewanie z dwóch powodów. Pierwsze to potraktowanie NSZ jako organizacji, która dalej jest dyskryminowana przez państwowe i wojskowe organy, jako ta niechciana, a może gorsza. Drugie to potraktowanie kombatantów z AK, nie jak powinno się traktować kombatantów, ale jak ciężar u nogi, jak niechciane zabawki Pana Prezydenta. Czy dla tej grupy kilku weteranów, którzy jeszcze żyją, nie można było znaleźć  paru krzeseł w miejscu honorowym? Dlaczego Pan Prezydent ani nikt z jego otoczenia o nich nie pomyślał?

 

Smutny to widok, gdy nie pamięta się o tych najbardziej zasłużonych. Smutny to widok, gdy w święto Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej w pochodzie objętym patronatem przez obecnego Prezydenta nie ma narodowej flagi. Smutna ta majówka…

 

Jan S.