Oto relikwia po mojej matce – różaniec z chleba, ulepiony na osnowie nitki wyplecionej z więziennego koca.

Krystyna Kozłowska (wówczas nosiła nazwisko Chętnik) – harcerka Szarych Szeregów, późniejszy porucznik NOW ps. „Cyganka” – zrobiła go w więzieniu NKWD w Łomży w dniu Zielonych Świątek 27 maja 1941 r., o czym świadczy wygrawerowana na rewersie krzyżyka data.

 

Młoda, aresztowana w wieku 18 lat panienka przez 17 miesięcy posługiwała się orężem modlitwy różańcowej ze skutkiem zdumiewająco zwycięskim, bowiem wolność odzyskała wraz z całą rodziną w przeddzień zesłania, które miało nastąpić do sowieckich łagrów w Związku Sowieckim. O dacie zesłania dowiedziała się rodzina Chętników z przecieku informacji, pochodzącej od lokalnego komunisty, i spakowana oczekiwała wywózki. Ucieczka w grę nie wchodziła, ponieważ zakładnikiem było ich dziecko...

 

I oto 22 czerwca 1941 r. na odgłos kanonady wybuchów z linii frontu (rozpoczęcie wojny niemiecko-sowieckiej), NKWD-ziści uciekli w popłochu z łomżyńskiego więzienia. Sytuację wykorzystali więźniowie do ucieczki, rozbijając ławami drzwi swoich cel. W tym czasie sowieci, zorientowawszy się, że linia frontu jest dalej niż im się wydawało, wrócili i zaczęli strzelać do Polaków, uciekających poprzez łany zbóż. Moja matka – młoda wówczas panienka – czołgała się pośród żytnich kłosów, unosząc w dziewczęcej garstce skarb, co ocalił jej życie.

 

Wojciech Kozłowski

 

Źródło: blog Wojciecha Kozłowskiego