Fałszywie oskarżono mnie w sprawie karnej o czyny, których nie popełniłem. Na podstawie kłamliwych zeznań i sfabrykowanych dowodów rozpętano kampanię medialną w celu dyskredytacji mojej osoby. Po 6 latach bojów sądowych zostałem ostatecznie uniewinniony.

 

Chcę podziękować za wsparcie mojej rodzinie, na którą zawsze mogę liczyć. Wielkie podziękowania należą się Pani mecenas Katarzynie Taramas-Mazurkiewicz, której profesjonalizm i zaangażowanie pomogły obronić prawdę przed fałszywymi oskarżeniami. Dziękuję wszystkim przyjaciołom i współpracownikom za to, że nie uwierzyli pomówieniom, zaufali bardziej faktom, niż słowom i nie dali się zmanipulować nagonce medialnej na moją osobę. Nie każdy był w stanie się przed nią obronić.

 

Niniejszy artykuł powstał w obronie przed pomówieniami mojej osoby, które zostały wytworzone, opublikowane i rozpowszechnione z inicjatywy osób wymienionych w niniejszym tekście. W celu zniszczenia mojej osoby oraz działalności społecznej i charytatywnej, jaką prowadzę, używano fragmentów zeznań z toczącej się sprawy sądowej, określonych przez Sąd w uzasadnieniu wyroku jako: „nierzetelne”, „niewiarygodne”, „sprzeczne”, „nielogiczne”, „kłamliwe”, „niezgodne z podstawowymi zasadami logicznego rozumowania”, „niezgodne z zasadami doświadczenia życiowego”, „zawierające rażące sprzeczności”, „nie zasługujące na wiarę”, „ewoluujące” oraz używano moich danych osobowych i wizerunku.

 

Praca społeczna

 

Od 20 lat pracuję społecznie w ramach inicjatyw i organizacji patriotycznych. Od 12 lat pracuję społecznie dla Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, od 10 lat jestem członkiem Zarządu Głównego ZŻNSZ. Na prośbę założyciela i Prezesa ZŻNSZ dr. Bohdana Szuckiego koordynowałem akcję zapraszania młodych ludzi, którym bliskie są tradycje niepodległościowe i narodowe, do Związku. Celem akcji było zapewnienie funkcjonowania organizacji, założonej przez kombatantów, dłużej niż tylko przez jedno pokolenie.

 

Stworzyłem największy w internecie portal dotyczący historii NSZ: www.nsz.com.pl. Na lata 2008–2011, kiedy przebywałem poza granicami kraju, przypadł największy kryzys w historii Związku. Związek został zadłużony, zdezorganizowany, groziła mu w każdej chwili likwidacja ze strony administracji państwowej, a połowa ówczesnych kombatantów NSZ odeszła od działalności w Związku. Po powrocie do Polski, po dwóch latach wytężonej i nieodpłatnej pracy społecznej, wspólnie ze współpracownikami, wyciągnąłem Związek z kłopotów finansowych. Dzięki sprawnemu i bardzo oszczędnemu zarządzaniu spłaciłem zobowiązania wobec komorników. Uregulowałem zobowiązania sprawozdawcze wobec administracji państwowej. Napisałem nowy, zgodny z obowiązującą ustawą Prawo o stowarzyszeniach, statut dla ZŻNSZ. Byłem kolejno Sekretarzem, Wiceprezesem i Prezesem Zarządu Głównego Związku Żołnierzy NSZ. Związek z zamierającej i zdecentralizowanej organizacji, w której kolejne okręgi nie utrzymywały ze sobą kontaktu i zaprzestawały działalności, przekształcił się w organizację prężnie działającą.

 

Większość aktualnie istniejących okręgów Związku Żołnierzy NSZ została reaktywowana z mojej inicjatywy i przy moim udziale. Kombatanci NSZ, którzy zaprzestali działalności w latach kryzysu, zaczęli z powrotem wracać do działalności w Związku Żołnierzy NSZ. Kombatanci, którzy nigdy wcześniej w Związku nie byli, zaczęli wstępować do Związku Żołnierzy NSZ. Starałem się dawać przykład ofiarnej pracy i przyciągać do praktycznej działalności. W ten sposób udało się skupić w Związku grupę ideowych ludzi, nastawionych na rzetelną pracę społeczną, a Organizowane przez nas inicjatywy przyciągały kolejne osoby. Do Związku wstąpiła spora grupa osób ze średniego pokolenia, które były aktywnymi społecznikami, nakierowanymi na wykonywanie konkretnej pracy społecznej. Moja propozycja, żeby trzymać Związek z dala od bieżącej polityki, nie popierać oficjalnie żadnej partii, polityka czy kampanii politycznej, a skupić się na wykonywaniu rzetelnej pracy społecznej wśród społeczeństwa, a szczególnie młodego pokolenia, została przyjęta powszechnie w Związku i została określona w uchwale Walnego Zebrania Delegatów, opisującej cele i metody działania Związku po 2012 roku.

 

Popularyzacja tematyki Żołnierzy Wyklętych

 

Podejmowałem kolejne inicjatywy w celu popularyzacji polskiego podziemia niepodległościowego, które stawały się często cyklicznymi wydarzeniami o skali ogólnopolskiej lub międzynarodowej. Schemat działań był zwykle następujący: inicjowałem, dołączali współorganizatorzy, w trakcie pracy przyłączali się kolejni współpracownicy i całe grupy, tuż przed uroczystością był to już mały ruch społeczny. Zawsze starałem się dawać przykład swoją pracą, wychodząc z założenia, że czyny dobitniej przemawiają niż słowa.

 

W 2013 roku założyłem Fundację im. Kazimierza Wielkiego w celu zwiększenia możliwości realizacji kolejnych inicjatyw popularyzujących polskie podziemie niepodległościowe. Rozpocząłem organizację ogólnopolskiej zbiórki publicznej „Przywracamy pamięć o Żołnierzach Wyklętych”. We współpracy z blisko tysiącem wolontariuszy z całej Polski osiągnęliśmy wspólnie olbrzymie cele, upowszechniając tematykę Żołnierzy Wyklętych i NSZ w całej Polsce. Zorganizowaliśmy dziesiątki spotkań otwartych, rajdów, turniejów, koncertów, uroczystości, odnowiliśmy i ufundowaliśmy wiele nagrobków i pomników dla Bohaterów walk o niepodległość Polski.

 

W ciągu ostatnich 7 lat byłem inicjatorem i głównym organizatorem Ogólnopolskiego Konkursu Żołnierze Wyklęci – Bohaterowie Niezłomni – największego w Polsce konkursu wiedzy o tej tematyce. Co roku na konkurs przychodzi blisko 1000 prac uczniów. Przez 5 lat inicjowałem, organizowałem lub współorganizowałem ogólnopolskie uroczystości rocznicy powstania NSZ w Warszawie. Jestem współautorem treści uchwały sejmowej w 75. rocznicę powołania NSZ, która została przyjęta przez Sejm przez aklamację.

 

Inicjatywy ogólnopolskie i międzynarodowe

 

Od 4 lat jestem inicjatorem i organizatorem międzynarodowych uroczystości wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego w Holiszowie przez polskich żołnierzy z Brygady Świętokrzyskiej NSZ. W tym roku wmurowaliśmy na ścianie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego pierwszą polską tablicę pamiątkową. W ten sposób pokazujemy faktyczny stosunek Polaków do niemieckiej polityki holokaustu i bronimy dobrego imienia Polaków na całym świecie, przed pomówieniami o rzekomych „polskich obozach koncentracyjnych”.

 

Dzięki funduszom, zdobywanym zarówno ze zbiórki publicznej jak i z uzyskiwanych dotacji, wydaję publikacje wspomnieniowe i źródłowe o podziemiu narodowym z nigdy wcześniej niepublikowanymi wspomnieniami, zdjęciami i dokumentami. Organizuję rajdy pamięci, spotkania otwarte, uroczystości, koncerty, rekonstrukcje. Organizuję pomoc i wsparcie dla kombatantów i ich rodzin, będących w trudnej sytuacji materialnej. Co roku koordynuję akcję „Pomóżmy Bohaterom”, w której prowadzimy zbiórkę darów do paczek świątecznych dla kombatantów, a dzieci ze szkół podstawowych przygotowują na lekcjach plastyki życzenia dla Bohaterów walk o niepodległość Polski.

 

Moja aktywność w sferze charytatywnej i społecznej nie wszystkim się podoba. Szczególnie nie podoba się tym, którzy są ideowymi następcami funkcjonariuszy administracji okupanta komunistycznego oraz osobom zawistnym.

 

Liczyłem się z tym, że pełnienie funkcji kierowniczych w Związku Żołnierzy NSZ, Fundacji im. Kazimierza Wielkiego i inicjowanie aktywności w sferze patriotyzmu na skalę ogólnopolską i międzynarodową może powodować wściekłe ataki na moją osobę. Jednak to, co mnie spotkało, było wyjątkowo perfidne.

 

Kłamliwe zeznania i oskarżenie

 

W 2012 roku była żona, Małgorzata Śmiałowska, postanowiła się ze mną rozwieść. Udała się z tą sprawą do adwokata Franciszka Piątkowskiego, który w młodości działał w młodzieżówce SLD, następnie w SLD, SDPL a w momencie podjęcia sprawy był jednym z liderów Ruchu Palikota w Lublinie. Światopoglądowo jest na antypodach: lewicowiec, twierdzący na facebooku, że jego bogami są pniaki drzew.

 

Ważnym faktem jest, że Małgorzata Śmiałowska przed skontaktowaniem się z adwokatem Franciszkiem Piątkowskim zakładała mi różne sprawy sądowe i próbowała mnie oskarżać, ale w tych oskarżeniach nigdy nie padły słowa o rzekomym znęcaniu. Pierwsze wzmianki o rzekomym znęcaniu pojawiły się po tym, jak Franciszek Piątkowski zaczął reprezentować byłą żonę – w 4 miesiące po rozstaniu.

 

Franciszek Piątkowski składając pozew o rozwód w imieniu byłej żony, złożył także, prawie równocześnie, wniosek o ściganie mnie za rzekome znęcanie i rzekome pobicie, pod którym sam się podpisał. Pozew opierał się na kłamliwych zeznaniach, składanych przez byłą żonę Małgorzatę Śmiałowską, jej siostrę Magdaleną Będkowską, matkę Helenę Śmiałowską i ojca Mariana Śmiałowskiego.

 

Pierwsze zeznania rodziców Małgorzaty Śmiałowskiej były prawie identyczne: szyk w zdaniu, słowa, zwroty, kolejność następujących po sobie wyrazów i zdań była w ok. 60% identyczna. Uważam, że taki efekt można uzyskać tylko spisując historię na papier, a potem ucząc się jej na pamięć. W czasie przesłuchań Małgorzata Śmiałowska dwukrotnie zeznawała czytając z kartki, co jest sprzeczne z art. 365 k.p.k. Zostało to odnotowane w protokołach z posiedzeń.

 

W trakcie przesłuchania, na pytania o szczegóły rzekomego znęcania i rzekomego pobicia Małgorzata Śmiałowska odpowiadała „nie pamiętam” zanim pytania zostały w ogóle zadane, co też zostało zapisane w protokołach. Sąd w uzasadnieniu wyroku stwierdził: „pokrzywdzona w różnych postępowaniach przeciwko oskarżonemu w sposób diametralne inny odnosiła się do tych samych kwestii. Powyższe zeznania świadków i pokrzywdzonej w sposób oczywisty zaprzeczają zeznaniom pokrzywdzonej o rzekomym znęcaniu się oskarżonego nad nią lansowanych przez nią w niniejszym postępowaniu” (uzasadnienie wyroku, IV K 523/13).

 

Kluczowym dowodem w niniejszej sprawie […] były zeznania pokrzywdzonej Małgorzaty Śmiałowskiej. Na wstępie zaznaczyć należy, że zeznań tych nie sposób obdarzyć wiarą z uwagi na wewnętrzne sprzeczności, sprzeczności z innymi dowodami zgromadzonymi w sprawie, ich niespójność, nielogiczność, nierzetelność, i niezgodność z zasadami doświadczenia życiowego” (uzasadnienie wyroku, IV K170/16).

 

w zasadzie za każdym razem składając zeznania pokrzywdzona zeznawała odmiennie, dodając pewne okoliczności i zasłaniając się niepamięcią, gdy padały pytania o precyzyjne określenie podstawowych kwestii. […] nie sposób zauważyć pojawiających się sprzeczności w relacji pokrzywdzonej…” (uzasadnienie wyroku, IV K170/16).

 

„Zeznania pokrzywdzonej nie znajdują potwierdzenia w zeznaniach świadków […] zeznania świadków zawierają rażące sprzeczności i nieścisłości z zeznaniami samej pokrzywdzonej. Są też wzajemnie sprzeczne” (uzasadnienie wyroku, IV K170/16).

 

„Również w tym zakresie zeznania pokrzywdzonej nie zasługują na obdarzenie ich wiarą. Po pierwsze są wewnętrznie sprzeczne i nielogiczne. […] Są też ewidentnie sprzeczne  z zeznaniami świadków […] Są sprzeczne z zeznaniami złożonymi przez samą pokrzywdzoną […] Tak sprzecznych i nierzetelnych zeznań Sąd nie mógł obdarzyć wiarą. Dodać należy, że zeznania pokrzywdzonej nie korespondują z protokołem obdukcji na temat daty, kategorii i mechanizmu obrażeń ciała, jakich doznała […] Powyższe jest niezgodne z podstawowymi zasadami logicznego rozumowania i po prostu niewiarygodne” (uzasadnienie wyroku, IV K170/16).

 

Twierdzenie, że przedmiotowa sprawa dotyczy znęcania się nad dzieckiem jest ewidentnie kłamliwe. Świadczy zdaniem Sądu o manipulacji pokrzywdzonej dążącej do uzyskania wyniku sprawy rodzinnej zgodnie ze złożonym przez nią wnioskiem. W oczywisty sposób podważa też wiarygodność pokrzywdzonej w niniejszej sprawie.” (uzasadnienie wyroku, IV K170/16).

 

„Powyższe twierdzenia są ogólnikowe i nie znajdują żadnego potwierdzenia w dowodach zgromadzonych w sprawie, w tym w zawiadomieniu o popełnionym przestępstwie. Świadczą zdaniem Sądu o nierzetelności zeznań pokrzywdzonej i chęci uzyskania korzystnego dla siebie rozstrzygnięcia również w sprawie cywilnej” (uzasadnienie wyroku, IV K170/16).

 

Sąd ocenił również zeznania Heleny Śmiałowskiej (matki): „kolejne zeznania Heleny Śmiałowskiej ewoluowały, a ich analiza prowadzi do wniosku, że świadek starała się przedstawić w coraz gorszym świetle nie tylko oskarżonego, ale i jego matkę.” „Odnośnie opisu obrażeń ciała pokrzywdzonej zeznania świadka także ewoluowały.” „Zeznania świadka nie zasługują na wiarę. Są bowiem sprzeczne same w sobie…”. „Tak sprzecznych i niespójnych zeznań Sąd nie mógł obdarzyć wiarą. Nadto są one sprzeczne z zeznaniami samej pokrzywdzonej…”. ”Zeznania Heleny Śmiałowskiej nie są zgodne też z zeznaniami drugiej z córek – Magdaleny Błędkowskiej…” (uzasadnienie wyroku, IV K170/16).

 

Siostra Małgorzaty Śmiałowskiej, Magdalena Błędowska składała kłamliwe zeznania pod groźbą odpowiedzialności karnej, w zależności od efektu, jaki chciała uzyskać. Sąd w uzasadnieniu stwierdził: „świadek Magdalena Błędkowska będąc przesłuchiwana w postępowaniu jurysdykcyjnym zmieniła swoją relację”. „Sąd nie dał wiary zeznaniom świadka. Są one nierzetelne i niespójne” (uzasadnienie wyroku, IV K170/16).

 

W zależności od sprawy, a nawet w tej samej sprawie, składali nieprawdziwe i wzajemnie sprzeczne zeznania. Wobec całkowitego braku reakcji wymiaru sprawiedliwości, na składanie pod przysięgą kłamliwych zeznań, została złożona interpelacja poselska do Ministra Sprawiedliwości, w której zostały opisane najbardziej rażące kłamstwa z pierwszego okresu bojów sądowych.

 

Małgorzata Śmiałowska twierdziła, że była ofiarą znęcania i że została pobita. W trakcie postępowań podała cztery różne daty jednego pobicia. W różnych zeznaniach opisywała odmienne obrażenia, jakich rzekomo miała doznać. Jej rodzina, która twierdziła, że widziała obrażenia, zeznawała o innych obrażeniach. W dodatku, lekarz Dariusz Wiśniewski, wystawił zaświadczenie lekarskie, które nazwał „protokół badania sądowo-lekarskiego”, a które opisywało jeszcze inne obrażenia, niż opisane w zeznaniach Śmiałowskich. Nie przedstawili żadnych zdjęć, ani nie potrafili wskazać żadnych obcych świadków, którzy widzieliby obrażenia.

 

Przedstawili zaświadczenie lekarskie, wystawione od 3-6 dni po rzekomym pobiciu (w zależności, którą z 4 dat wskazanych przez Małgorzatę Śmiałowską się przyjmie). Ja przedstawiłem nagranie wideo, które poddałem badaniu biegłego sądowego z zakresu informatyki, które powstało pomiędzy czterema datami rzekomego jednego pobicia a datą rzekomego badania lekarskiego. Na nagraniu biegły sądowy nie dostrzegł żadnych z opisywanych obrażeń.

 

Preparowanie dokumentacji medycznej

 

Podstawowym dowodem w sprawie o rzekome znęcanie i rzekome pobicie było zaświadczenie lekarskie zatytułowane „badanie sądowo-lekarskie”, wystawione przez lekarza z Jeziorzan Dariusza Wiśniewskiego. Matka Małgorzaty Śmiałowskiej, Helena Śmiałowska, jest od kilkunastu lat pielęgniarką w ośrodku zdrowia prowadzonym przez Dariusza Wiśniewskiego. Dariusz Wiśniewski jest zaprzyjaźniony z rodziną Śmiałowskich, był gościem na ślubach wszystkich trojga dzieci Śmiałowskich. Był także lekarzem rodzinnym Małgorzaty Śmiałowskiej.

 

Dariusz Wiśniewski wystawił zaświadczenie lekarskie, które przed sądami Małgorzata Śmiałowska i jej pełnomocnik Franciszek Piątkowski przedstawiali jako „obdukcję” lekarską. Zaświadczenie lekarskie było wystawione sprzecznie z obowiązującym rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 21 grudnia 2010 r. w sprawie rodzajów i zakresu dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania. Nie zawierało kluczowych danych określonych w rozporządzeniu, jako obligatoryjne dla dokumentów medycznych. Lekarz z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem powinien to wiedzieć. Rzekoma wizyta lekarska nie została w ogóle ujęta w historii choroby pacjentki. Nie powstała wymagana rozporządzeniem dokumentacja w karcie zdrowia pacjenta, potwierdzająca, że w ogóle wizyta lekarska miała miejsce.

 

Sąd w uzasadnieniu wyroku stwierdził: „Podkreślić należy, że nie został sporządzony żaden wpis w karcie zdrowia związany z wizytą pokrzywdzonej u dr. Dariusza Wiśniewskiego po rzekomym pobiciu jej przez oskarżonego. Zdziwienie tym większe budzi fakt, że pokrzywdzona była stałą pacjentką dr. Wiśniewskiego od dziecka, a w przychodni w Jeziorzanach od 2009 r., o czym świadczą wpisy w karcie zdrowia dołączone do akt spraw. Mimo to dokumentacja medyczna nadesłana z przychodni nie zawiera żadnej adnotacji o wizycie, żadnych wskazań lekarskich, choćby w odniesieniu do zastosowanego sposobu leczenia. Co istotne dr Dariusz Wiśniewski wskazał, że badanie pokrzywdzonej wykonywał jako lekarz rodzinny. Odbywało się w gabinecie lekarskim i przebiegało typowo…” (uzasadnienie wyroku, IV K170/16).

 

w świetle opisanych wyżej sprzeczności w zeznaniach świadków, w tym pokrzywdzonej co do daty zdarzenia i jego przebiegu, uzasadnionych wątpliwości co do okoliczności i sposobu przeprowadzenia obdukcji pokrzywdzonej przez dr. Wiśniewskiego, jej wnioski co do charakteru obrażeń nie mogły stanowić podstawy do ustalenia stanu faktycznego w sprawie” (uzasadnienie wyroku, IV K170/16).

 

Świadek Dariusz Wiśniewski zeznał, że pamięta, że przyszła do niego do gabinetu Małgorzata Śmiałowska, którą zna od dziecka i która jest jego pacjentką. Przyznał, że pracuje z jej matką od wielu lat i był gościem na weselach dzieci Heleny Śmiałowskiej. […] Stwierdził, że dokonał stosownych wpisów w karcie zdrowia pokrzywdzonej. W momencie, w którym został poinformowany, że do akt została złożona dokumentacja lekarska pokrzywdzonej, w której nie ma jego wpisu o wizycie pokrzywdzonej świadek zeznał <że to różnie bywa z wpisywaniem obrażeń w kartę pacjenta> […] Zeznał, że protokół obdukcji sporządził jako lekarz rodzinny”  (uzasadnienie wyroku, IV K170/16).

 

Lekarz Dariusz Wiśniewski był przesłuchiwany w charakterze świadka pod groźbą odpowiedzialności karnej. Dariusz Wiśniewski nadal figuruje na liście lekarzy sądowych przy Sądzie Okręgowym w Lublinie.

 

Adwokat Franciszek Piątkowski w swojej apelacji od wyroku uniewinniającego stwierdził: „Małgorzata Śmiałowska udała się po pomoc do znajomego lekarza, poza oficjalnymi godzinami przyjęć, a jej wizyta nie figuruje w oficjalnej dokumentacji lekarskiej” (apelacja Franciszka Piątkowskiego od wyroku w sprawie IV K170/16).

 

Długi proces

 

Na wniosek podpisany przez Franciszka Piątkowskiego prowadzono sprawę przeciwko mnie o rzekome znęcanie i rzekome pobicie. Znęcanie jest ścigane z oskarżenia publicznego, a do postawienie zarzutów często nie potrzeba przekonywujących dowodów. Rodzi to szerokie pole do nadużyć. Po moim pierwszym przesłuchaniu prokuratura umorzyła postępowanie ze względu „na znikomą szkodliwość społeczną czynu”. Jako że ja żadnego czynu zabronionego nie popełniłem, odwołałem się od umorzenia i zażądałem umorzenia ze względu na niepopełnienie przestępstwa. Sprawę prokuratura przekazała do sądu, a tam była rozpatrywana przez 6 lat.

 

Przed Sądem Rejonowym w Lublinie zapadł nieprawomocny wyrok, stwierdzający, że nie ma dowodów na jakiekolwiek znęcanie, ale utrzymano zarzut rzekomego pobicia, wbrew dowodom i własnemu uzasadnieniu, stwierdzającemu niewiarygodność świadków oskarżenia. Po apelacji od wyroku, Sąd Okręgowy uznał apelację za zasadną i odesłał sprawę do ponownego rozpatrzenia i dokładniejszego zbadania sprawy pod kątem rzekomego pobicia przez Sąd Rejonowy. W ponownie rozpatrywanej sprawie zapadł wyrok uniewinniający od wszystkich zarzutów. Prokuratura nie składała apelacji od wyroku uniewinniającego. Zrobił to Franciszek Piątkowski w imieniu Małgorzaty Śmiałowskiej, przedłużając proces o kolejne cztery i pół miesiąca, w czasie których była prowadzona nagonka na moją osobę. Sąd Okręgowy ostatecznie w dniu 3.10.2018 r. utrzymał w mocy wyrok uniewinniający.

 

Obecnie przed Sądem Metropolitalnym toczy się sprawa o unieważnienie małżeństwa z powodu niezdolności kobiety do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich. Myślę, że 6 lat składania kłamliwych zeznań przez Małgorzatę Śmiałowską i krzywda wyrządzona naszemu wspólnemu dziecku nie pozostanie bez wpływu na orzeczenie także i w tej sprawie.

 

Nagonka medialna

 

Im więcej inicjatyw podejmowałem i im więcej pracy społecznej i charytatywnej wykonywałem, tym większe były ataki zawistników na moją osobę. Nie zazdroszczono mi pracy i nieprzespanych nocy, tylko efektów pracy mojej i moich współpracowników, a najbardziej tego, że nie udawało się przywłaszczyć pracy naszego zespołu. Rozpoczął się bardzo perfidny atak, który, w założeniu nieukrywanym przez jego twórców, miał mnie skompromitować, utrudnić lub uniemożliwić współpracę z partnerami osobowymi i instytucjonalnymi, utrudnić pozyskiwanie środków na upamiętnianie Żołnierzy Wyklętych i NSZ, sprawić, że miałem być postrzegany jako kłopotliwy lub niewygodny partner. Celem było także zniszczenie cyklicznych inicjatyw upamiętniających Bohaterów polskiego podziemia niepodległościowego.

 

Rozpoczęło się od rozesłania mailem zdjęcia wokandy sądowej przez Piotra Mazura, który rozpowszechniał plotki na temat mojego życia prywatnego oraz rozsyłał mailem dokumenty ze spraw sądowych, co sam przyznał przed sądem pod przysięgą. Następnie Artur Zawisza na podstawie informacji z wokandy skontaktował się z adwokatem Franciszkiem Piątkowskim. Osoby, rzekomo z przeciwnych stron barykady, połączyło dążenie do zaszkodzenia mi oraz Związkowi Żołnierzy NSZ. W kancelarii adwokackiej Franciszka Piątkowskiego Artur Zawisza zaznajomił się ze sprawami sądowymi prowadzonymi przez jego kancelarię przeciw mnie. Udostępnienie akt odbyło się za zgodą Małgorzaty Śmiałowskiej, co przyznał pod przysięgą Artur Zawisza.

 

Zdjęcia akt, wybrane fragmenty, szczególnie najbardziej bulwersujące nieprawdziwe zeznania Małgorzaty Śmiałowskiej, pojawiły się w internecie, na portalu facebook i były masowo rozsyłane do członków Związku Żołnierzy NSZ drogą mailową. Został zrobiony mailing do mediów z aktami toczącej się sprawy karnej. Jedyną gazetą, która podjęła temat, była Gazeta Wyborcza, nie od dziś słynąca z braku rzetelności i etyki dziennikarskiej.

 

W dodatku do Gazety Wyborczej „Duży Format” z dnia 23.04.2018 pojawił się paszkwil na mój temat, aż na 4 strony. Dopiero teraz, po prawomocnym wyroku uniewinniającym, będę skutecznie domagał się odszkodowania za pomówienia na mój temat.

 

Autor artykułu twierdził, że materiały donieśli mu sfrustrowani ludzie ze środowiska narodowego, którzy posunęli się do współpracy z redakcją Wyborczej. Trudno Wyborczą posądzać o pisanie prawdy, ale zakończenie artykułu może uprawdopodobniać taki przebieg wypadków. W zakończeniu paszkwilu pojawiają się dwa nazwiska: Artur Zawisza i Andrzej Turkowski, jako autorzy i sygnatariusze 2 oświadczeń-paszkwili skierowanych przeciwko mnie. Oświadczenia nie były nikomu znane. Pierwszym miejscem publikacji ich fragmentów była Gazeta Wyborcza. Po raz pierwszy można było poznać całą ich treść dopiero w 3 tygodnie później, kiedy Artur Zawisza zamieścił je 12.05.2018 na swoim profilu na facebooku. Oświadczenia-paszkwile  zostały podpisane przez 3 osoby: Artura Zawiszę, Andrzeja Turkowskiego, Przemysława Czyżewskiego.

 

Artur Zawisza przed sądem pod przysięgą zeznał, że autorem tych oświadczeń były cztery osoby: Artur Zawisza, Andrzej Turkowski, Przemysław Czyżewski i Michał Zieliński. Pierwszym miejscem publikacji fragmentów tych oświadczeń była Gazeta Wyborcza.

 

Motywy zdrajców

 

Jak była motywacja Artura Zawiszy, Andrzeja Turkowskiego i Przemysława Czyżewskiego, że wydali oświadczenia, których fragmenty po raz pierwszy zostały opublikowane w Gazecie Wyborczej? Dlaczego Piotr Mazur rozpowszechniał dokumenty z toczących się spraw sądowych? Można się domyślać, ale nie bez znaczenia jest kilka faktów. Wszyscy zostali dyscyplinarnie usunięci ze Związku Żołnierzy NSZ.

 

Artur Zawisza w latach 2008-2011 pełnił funkcję Prezesa Związku Żołnierzy NSZ. Na wniosek środowiska kombatantów NSZ do Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy został tej funkcji pozbawiony przez unieważnienie wyborów, w których został wybrany. Okres tej prezesury nie przypadkiem łączy się z największym kryzysem organizacyjnym Związku Żołnierzy NSZ w jego całej 28-letniej historii. Związek popadł w długi, nie składano obowiązkowych sprawozdań, dwóch komorników zgłosiło się z roszczeniami. Połowa kombatantów, jaka wtedy była w Związku odeszła od działalności ze względu na sposób zarządzania Związkiem. Doszło do tego, że kombatanci, którzy pełnili funkcje wiceprezesa i skarbnika, poszli do banku i zablokowali prezesowi Arturowi Zawiszy dostęp do konta Związku.

 

W takiej sytuacji, w 2011 roku, przejąłem dobrowolnie odpowiedzialność za Związek Żołnierzy NSZ. Wspólnie z odpowiedzialnymi współpracownikami wyprowadziłem Związek z długów, spłaciłem zobowiązania wobec komorników dzięki oszczędnemu administrowaniu i uregulowałem zobowiązania sprawozdawcze wobec administracji państwowej. Przy okazji uratowałem przed wywiezieniem na śmieci całe archiwum Zarządu Głównego Związku Żołnierzy NSZ z lat 1990-2011, z własnoręcznie pisanymi w jednym egzemplarzu życiorysami zmarłych kombatantów NSZ. We dwóch z Wojciechem Rowińskim zabezpieczyliśmy przed zniszczeniem całe archiwum. Nikt z warszawskiego środowiska „patriotycznego” nie zainteresował się tym. Niektórym wystarczyła tylko możliwość powoływania się na tradycję NSZ. Odkryłem także, że Artur Zawisza przyjął 20.000 zł od firmy zarządzanej przez Zbigniewa Stonogę. Redaktor Wojciech Sumliński stwierdził publicznie, że Zbigniew Stonoga ma powiązania z WSI. Trudno to zweryfikować. Na pewno w Związku nie chcemy, żeby środowisko NSZ i w ogóle narodowe było łączone z osobą Artura Zawiszy.

 

Andrzej Turkowski domagał się od władz Związku, żeby zamówiono u niego wykonanie nagrań filmowych z weteranami w cenie ponad 3 razy wyższej niż kwota ustalona w trakcie rozeznania cenowego. Poddałem opcje pod głosowanie i władze Związku wybrały opcję korzystniejszą finansowo dla Związku. Od tej sytuacji rozpoczęły się pomówienia i ataki na moją osobę ze strony Andrzeja Turkowskiego.

 

Przemysław Czyżewski został usunięty ze Związku po tym, jak samowolnie usunął większość redaktorów i administratorów z oficjalnego profilu Związku Żołnierzy NSZ na fecebooku, przywłaszczając sobie oficjalny profil organizacji. Przez pół roku nie chciał oddać profilu. W końcu sam facebook zwrócił Związkowi Żołnierzy NSZ jego oficjalny profil, a przeciwko Przemysławowi Czyżewskiemu toczy się postępowanie w sprawie karnej.

 

Piotr Mazur jest jednym z liderów lubelskiego „Sokoła”, z którego odeszła duża grupa najlepiej wyszkolonych i najaktywniejszych społeczników z Polowych Drużyn lubelskiego Sokoła. Osoby te postanowiły kontynuować swoją działalność proobronną w ramach Związku Żołnierzy NSZ, gdzie znalazły lepsze warunki do rozwijania swoich pasji i służby w obronie Rzeczypospolitej. W Związku Żołnierzy NSZ powołaliśmy Sekcję Sportowo-Obronną z koordynatorem Wojciechem Rowińskim, która swą organizacją objęła już większość okręgów Związku. Działalność proobronna lubelskiego Sokoła prawie zamarła. Piotr Mazur rozpoczął rozsiewanie plotek na mój temat i rozsyłanie maili z dokumentacją z toczących się spraw sądowych, w których były składane kłamliwe zeznania przeciwko mnie.

 

Refleksja

 

W ciągu dwóch lat nagonki na moją osobę dało się zauważyć pewne prawidłowości. Największe natężenie pomówień i jadu sączonego przez byłych „przyjaciół” przez profile społecznościowe ma miejsce po największych sukcesach Związku Żołnierzy NSZ. Po kolejnych sukcesach międzynarodowych uroczystości wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego dla kobiet w Holiszowie przez polskich żołnierzy z Brygady Świętokrzyskiej NSZ. Po uchwale sejmowej w 75. rocznicę powstania NSZ, której byłem autorem wspólnie z historykiem Leszkiem Żebrowskim. Po ogólnopolskich uroczystościach 75. rocznicy powstania NSZ, które dzięki współpracy z Urzędem do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych po raz pierwszy miały charakter państwowy.

 

Największy atak, razem z paszkwilem w Gazecie Wyborczej, nastąpił po wyróżnieniu mnie przez Prezydenta RP Srebrnym Krzyżem Zasługi za zasługi w upamiętnianiu historii Polski. Zawiść pchnęła słabe ideowo i etycznie jednostki do przejścia na drugą stronę frontu ideowego. Nikt pracy nie zazdrości, zazdroszczą tylko efektów tej pracy.

 

Każda realna działalność zmieniająca rzeczywistość, każda zmiana, nawet dobra zmiana, spotyka się z niezadowoleniem tych, którzy korzystają z aktualnego stanu rzeczy. W moim przypadku było to stworzenie wspólnie ze współpracownikami, sprawnej, przyciągającej wartościowych społeczników, odnoszącej znaczące sukcesy ogólnopolskie i międzynarodowe organizacji, jaką aktualnie jest Związek Żołnierzy NSZ. Stawianie ambitnych celów wiąże się z podnoszeniem wymagań. Nie wszyscy mogą lub chcą im sprostać, co może budzić sprzeciw. To zrozumiałe.

 

To, że przeciwnicy ideowi będą, wszelkimi możliwymi sposobami, starali się uniemożliwić zmianę rzeczywistości, z postkomunistycznej – na państwo i społeczeństwo coraz bliższe ideałom żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego z NSZ, to też zrozumiałe.

 

Ale to, że ze względu na własne wybujałe ego, osobiste ambicje i prywatne interesy niszczy się wszystko wokół, skłóca ludzi, pomawia, prowadzi kampanie nienawiści, aż dochodzi się do momentu, że jest się po drugiej stronie podziału ideowego, to tego zrozumieć nie sposób, a usprawiedliwiać nie wolno.

 

Rzeczą najwłaściwszą, w takiej sytuacji, było nieuleganie agresji: pomówieniom, kłamstwom, oszczerstwom, nagonce medialnej. Wiele inicjatyw zostałoby zniszczonych, inne nie powstałyby, a z takim trudem zorganizowane środowisko NSZ zostałoby zdezorganizowane, gdybym zrezygnował. Nie mogłem do tego dopuścić, pomimo osobistych strat. Uważam, że Polsce jest potrzebna organizacja środowiska NSZ, niezależna od czynników zewnętrznych.

 

Poświęciłem ostatnie lata na upamiętnianie naszych Bohaterów narodowych z NSZ i Żołnierzy Wyklętych. Oni mieli trudniej: do nich strzelano za wierność polskim ideałom. Do mnie jeszcze nie strzelają, próbują zniszczyć na inne sposoby. Cel jest zbyt szczytny i ważny, by rezygnować pod naporem przeciwności. Nie należy ustępować agresji, kłamstwu i obłudzie, trzeba walczyć o słuszne racje do końca i zmieniać rzeczywistość, by coraz bardziej przypominała ideał – Wielką Polskę. Trwałym efektem tych przykrych spraw, które opisałem, będzie oczyszczenie się środowiska z ludzi toksycznych, nieumiejących działać w organizacjach społecznych.

 

W trakcie nagonki medialnej i agresji na mnie i środowisko NSZ ukształtował się sprawdzony i zorganizowany zespół społeczników, którzy są odporni na manipulacje, prowokacje i ataki z zewnątrz. Trzy dni po wyroku uniewinniającym odbyło się Walne Zebranie Delegatów Związku Żołnierzy NSZ. Głosami ponad 3/4 delegatów, w tym głosami wszystkich kombatantów będących delegatami, zostałem ponownie wybrany na Prezesa Związku Żołnierzy NSZ na kolejną trzyletnią kadencję. To wielki zaszczyt wspólnie pracować z ludźmi, którzy nie klękają przed przeciwnościami i są wierni jasno określonym ideałom. Uważam, że skoro organizacja przetrwała opisane wyżej prowokacje i ataki, to jesteśmy gotowi do podjęcia jeszcze ambitniejszych wyzwań. Zapraszam osoby, którym bliskie są ideały polskiego podziemia narodowego, do współpracy ze Związkiem Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych.

 

Karol Wołek