Maciej Szymański

Esej żołnierza NSZ Macieja Szymańskiego "Kruczkowskiego", uczestnika Powstania Warszawskiego. Praca zdobyła trzecią nagrodę w konkursie na esej o Powstaniu Warszawskim - "Powstańcze blizny", zorganizowanym przez Muzeum Powstania Warszawskiego i tygodnik "Wprost", w którym wzięło udział ponad 50 osób.

Powstańcze blizny - co pozostało po Powstaniu Warszawskim?

Maciej Szymański

Blizna jest śladem po ranie. Po ranie zagojonej, która przypomina i nie daje zapomnieć.


I o tym zapewne, przy zbliżającej się sześćdziesiątej rocznicy Powstania, będą mówić i pisać ci, którzy z perspektywy czasu zechcą rozpatrywać, analizować i komentować przyczyny, historię i spuściznę tych pamiętnych 63 dni w 1944 roku. Będą o tym mówić również ci nieliczni dla których Powstanie było częścią ich osobistych doświadczeń i pozostało ciągle żywym wspomnieniem.

To, że Powstanie było wielkim spontanicznym zrywem wszystkich mieszkańców stolicy i to że stało się jej tragiczną klęską, też wiemy wszyscy. Różnić się będziemy wskazując na przyczyny tej klęski. Jak zawsze podzieleni w swoich przekonaniach, szukać będziemy winnych w Moskwie, Londynie i wśród nas samych. Będziemy słyszeć tych, którzy winą obarczać będą obcych, zarówno naszych wrogów jak i naszych sprzymierzeńców, nasz własny brak rozsądku, naiwność i dyletanctwo.

Będziemy słyszeć tych, którzy Powstanie wpiszą w historyczny łańcuch zbrojnych zrywów, zawsze kończących się porażką lecz niezbędnych dla zachowania narodowej świadomości.

Zapewne nie usłyszymy tych, którzy jeszcze niedawno Powstanie nazywali zdradą narodową. Zmiana zdania jest specjalnością tych ludzi.

Usłyszymy też tych, którzy w klęsce Powstania znaleźli przestrogę, która owocowała kompromisem niedawnych zmian ustrojowych.

Słuchajmy tych słów z uwagą, W każdym z nich znajdziemy ziarno prawdy.

Mnie, synowi tego miasta, w którym się urodziłem i wychowałem i które 55 lat temu opuściłem na zawsze, Powstanie zostawiło bliznę okrutną i bolesną. Ślad, który można porównać do blizny, która zostaje po amputacji. Z żywego organizmu miasta Powstanie usunęło, wycięło nieodwracalnie i bezpowrotnie jego część najcenniejszą; mieszkańców Warszawy.

Urodziłem się raczej dawno. W roku w którym marszałek Piłsudski spotkał się z prezydentem Wojciechowskim na moście Poniatowskiego. Z tego powodu, a nie z racji moich urodzin, rok ten stał się datą historyczną. Urodzony tak dawno, dobrze pamiętam przedwojenną Warszawę. Stare Miasto o którym wiersze pisał Or-Ot, bzy w Ogrodzie Botanicznym o których śpiewała Ordonka. Pamiętam zapach jesiennych liści w Łazienkach i zapach wiosny w Bielańskim Lasku. Cuchnące rynsztoki Woli i Powiśla, żydowskie tłumy na Nalewkach, przedstawienia w Teatrze Letnim w Ogrodzie Saskim. Byłem w Warszawie która broniła się w 1939 roku, która walczyła przez długich pięć lat niemieckiej okupacji, płonęła pożarami getta i która legła w gruzach jesienią 1944 roku. Kiedy wróciłem do miasta w lutym 1945 roku, przysypane śniegiem ruiny przypominały górski krajobraz.

Warszawa była zniszczona.

Warszawa została odbudowana.

Może nie zupełnie tak jak ją widział prezydent Starzyński. Jego wymarzona Warszawa w kwiatach straszy dzisiaj stalinowskim Pałacem Kultury i MDM-em, liszajem rozpadających się socjalistycznych blokowisk i najnowszą architekturą bezmyślnie powtarzanych amerykańskich wzorów.

Mimo tego, mimo wojennych zgliszcz i mimo "radosnej" twórczości, Warszawa znów jest stolicą. Dużym miastem tętniącym życiem w którym zabliźnione powstańcze rany znikają przesłonięte nowym życiem ... zapomnieniem i obojętnością.

Dlaczego więc kiedy od czasu do czasu wracam do miejsca mego urodzenia, do znajomych ulic MOJEGO miasta, to czuję się w nim dziwnie obco ?

Taksówkarz usiłujący oszukać klienta zdarza się w każdym mieście. Niewiele natomiast jest miast na świecie, których ulice zapełnione są tłumem ludzi tak ponurych jak w Warszawie. Wydaje się, że obowiązuje tu brak uśmiechu, wrogi wyraz twarzy, agresywne chamstwo, krótko ostrzyżona głowa na równie krótkiej szyi i wulgarny język, który słyszy się na każdym kroku.

Zdaję sobie sprawę, ze od przeszło pół wieku żyję poza światem polskiego języka. Tym niemniej, język ten nie jest mi obcy i znam go na tyle dobrze, że sposób, w jaki jest on dzisiaj kaleczony napawa mnie zgrozą. A słyszę to wszędzie. Specjalnie w miejscach, gdzie najmniej się tego spodziewam. Język ten wydobywa się spod niskich czół sejmowych posłów, którzy mówiOM, debatujOM i głosujOM, często nie tylko w swoim własnym imieniu. Językiem tym posługują się tłuste twarze dostojników przerzuconych zaledwie wczoraj z komitetów wiodącej partii na najwyższe urzędy państwowe.

Gdzie są ludzie których pamiętam z dawnej Warszawy?

Co stało się z warszawskimi gazeciarzami, gołębiarzami, dorożkarzami, sprzedawcami lodów i wody sodowej z sokiem malinowym? Z pejsatymi kupcami z Nowolipek i Miłej, z opasłymi babami z Kercelaka, z roześmianymi kwiaciarkami z rogu ulicy, z wąsatymi dozorcami warszawskich kamienic? Nikt z nich nie mówił językiem literackim, nikt z nich nie był wulgarny, wszyscy byli uśmiechnięci i nikt z nich z podejrzliwej wrogości nie czynił zasady życiowej.

Co się stało z moimi kolegami z konspiracyjnej podchorążówki, z powstańczymi towarzyszami broni? Gdzie są ci wszyscy wspaniali chłopcy od Batorego, Mickiewicza, Reja, z Poniatówki i z Bielan ? Gdzie są dziewczyny z gimnazjum Królowej Jadwigi i Sióstr Zmartwychwstanek?

Część z nich poprzez Umshlag Platz trafiła do komór gazowych Oświęcimia i Treblinki. Część na zawsze została pod gruzami miasta. Nazwiska tych najlepszych znaleźć można na brzozowych krzyżach Powązek. W cmentarnych kwaterach "Zośki", "Parasola", "Czaty", "Gustawa", "Jelenia", "Chrobrego" i "Baszty". Ci co przeżyli rozpierzchli się po Polsce i po świecie. Niektórzy mimo wszystko wrócili. Żołnierze wyklęci. Zepchnięci na margines życia.

Na ich miejsce w mury nowej Warszawy wlała się nowa Polska. W tej nowej Polsce, nazwanej teraz Polską Ludową, drogą awansu społecznego z nizin społecznych i wiejskiej gnuśności, plebejskie masy zaludniły najpierw robotnicze hotele, później warszawskie blokowiska. To oni i ich dzieci wypełnili pustkę miasta., które umarło jesienią 1944 roku i znów powstawało by żyć.

Większość z nich nie zdawała sobie sprawy, ze przychodzą na miejsce najwspanialszych synów i córek tego kraju. Że ich nowi święci i ich nowe wartości są różne od wartości tych co ginęli na ulicach Warszawy.

Co pozostało po Powstaniu Warszawskim ?

Trudno w historii znaleźć wypadek podobny, kiedy ofiara tak wielka jaką było Powstanie, ten niemal samobójczy akt samospalenia, spotkał się z niefrasobliwą obojętnością reszty mieszkańców tej ziemi.

45 lat minęło nim Warszawa zdecydowała się na budowę pomnika poświęconego pamięci Powstania. 60 lat minie w dniu otwarcia Muzeum Powstania.

GLORIA VICTIS

Niewielu mieszkańców tego miasta wie i rozumie co znaczą te słowa. Wielu rozgląda się ze zdziwieniem słysząc wycie syren o godzinie 17-ej w dniu 1-go sierpnia. Niewielu wie czemu tego dnia nad Powązkami unosi się sina mgła dymu płonących zniczy i świec.

GLORIA VICTIS

Maciej Szymański, Kanada

 

 


 

Rozstrzygnięto konkurs na esej o Powstaniu Warszawskim

Zwycięzcy konkursu literackiego "Powstańcze blizny", zorganizowanego przez Muzeum Powstania Warszawskiego oraz tygodnik "Wprost", odebrali we wtorek nagrody z rąk prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego.

"Powstanie Warszawskie i ofiarna walka młodych ludzi to wydarzenie bez precedensu w naszej historii. To było pokolenie wyjątkowe i jego pamięć powinna pozostać żywa. Temu ma służyć otwarcie Muzeum Powstania oraz bogate obchody 60. rocznicy jego wybuchu. To przedsięwzięcie ku pokrzepieniu serc a także oddanie hołdu wszystkim zmarłym i żyjącym powstańcom" - mówił prezydent Kaczyński.

Organizatorzy konkursu poszukiwali śladów Powstania Warszawskiego w pamięci Polaków i w historii miasta. Wypowiedzieć mógł się każdy, kto posiada obywatelstwo polskie. Nadeszło prawie 50 prac, także spoza granic kraju. Pisali zarówno kombatanci, jak i licealiści, wśród laureatów zdecydowanie dominowali ludzie młodzi.

"Te warszawskie blizny widać w duchu warszawskim, w charakterze warszawiaków. Powstanie pozostawiło też niesłychane blizny w tkance miasta. O tym pisali konkursowicze. W pracach dominował ton, że Warszawa to miasto nieujarzmione, skłonne walczyć do końca za swoje cele i idee" - tłumaczył Marek Nowakowski z jury konkursu.

Pierwszą nagrodę przyznano studentowi łódzkiej "filmówki" Krzysztofowi Rzączyńskiemu, drugą Dariuszowi Kwiatkowskiemu, a trzecią Maciejowi Szymańskiemu, który mieszka w Kanadzie. [...]

Nagrodzone prace zostaną opublikowane w tygodniku "Wprost".

PAP, 23 marca 2004


 

Powstańcze blizny

Prezydent Warszawy Lech Kaczyński i naczelny "Wprost" Marek Król wręczyli nagrody zwycięzcom konkursu na esej o Powstaniu Warszawskim. Zwyciężył Krzysztof Rzączyński (nagroda - 5 tys. zł i pióro od prezydenta stolicy), drugi był Dariusz Kwiatkowski, trzeci - Maciej Szymański. W zorganizowanym z Muzeum Powstania Warszawskiego konkursie "Powstańcze blizny" wzięło udział ponad 50 osób.

(GREG), Tygodnik "Wprost", nr 1114, 04 kwietnia 2004

 


 

List Macieja Szymańskiego do Marcina Roszkowskiego

matthew szymanski m.r.a.i.c.

16 kwietnia 2004

Pan Marcin Roszkowski Zespół Pełnomocnika Prezydenta Miasta Warszawy ds. Budowy Muzeum Powstania Warszawskiego

Szanowny Panie,

List mój jest przedłużeniem naszej rozmowy telefonicznej (14.04.2004) kiedy to poinformował mnie Pan, że przyznana mi uprzednio III Nagroda w Konkursie Muzeum Powstania Warszawskiego za esej pt. POWSTAŃCZE BLIZNY została mi odebrana. Jako powód tej decyzji podał Pan fakt nieposiadania przeze mnie obywatelstwa polskiego, co było jednym z warunków uczestnictwa w Konkursie. Uprzejmie sugerował Pan, że zapewne warunek ten przeoczyłem i wobec tego organizatorzy Konkursu gotowi są opublikować mój esej w kategorii prac wyróżnionych lecz nie nagrodzonych.

Prawie jednocześnie, bo zaledwie godzinę przed Pańskim telefonem, otrzymałem drogą pocztową, oprawione w ramki Oświadczenie przyznające mi III Nagrodę w wyżej wymienionym Konkursie. Oświadczenie to podpisane jest przez Prezydenta Warszawy Pana Lecha Kaczyńskiego i Redaktora Naczelnego tygodnika "Wprost" Pana Marka Króla. Przesyłka zawierała również wieczne pióro, 14-ty numer tygodnika "Wprost" i Almanach Powstańczy 1944 z kalendarzem na rok 2004. Przesyłka nie zawierała nagrody pieniężnej, która jak rozumiem winna stanowić cześć III Nagrody.

Pozwolę sobie przypomnieć Panu, że dwa tygodnie wcześniej o przyznaniu mi III Nagrody informowały Polska Agencja Prasowa i Komunikat umieszczony na Waszej stronie internetowej. Ta wielce zawiła sytuacja sprzecznych informacji i oświadczeń, nadawanie nagrody czy częściowe nadawanie Nagrody, wymaga wyjaśnień zarówno ze strony Panów jak i z mojej strony.

Zacznę od siebie.

Warunku ograniczającego uczestnictwo w Konkursie tylko do obywateli RP nie przeoczyłem. Byłem natomiast przekonany, że warunek ten jest wynikiem błędu drukarskiego lub niedopatrzenia korektora. Nie wydawało mi się bowiem możliwe aby tego rodzaju dyskryminacja, uzależniająca udział w konkursie literackim od rodzaju paszportu była możliwa w roku 2004 i to w dodatku w Polsce, w przededniu włączenia się do Wspólnoty Europejskiej. Byłoby to zbyt podobne do nie tak odległych czasów kiedy legitymacja partyjna pozwalała lub zabraniała pisać. Jeśli założymy, że "właściwy" paszport jest rzeczą obowiązującą, znajdziemy się o krok od rozróżniania i akceptowania "właściwego" koloru skory, "właściwej" religii i "właściwego" sposobu myślenia. W tym miejscu pamięć wraca do czasów kiedy zasada "Nur für Deutche" nie tylko obowiązywała ale stała się również jedną z przyczyn Powstania Warszawskiego, którego Muzeum Panowie budujecie.

Okazało się, że byłem w błędzie. Okazuje się, że pisać po polsku powinni tylko ludzie legitymujący się polskim paszportem.

Pozwoli Pan, że korzystając z okazji, wyjaśnię dlaczego mój paszport jest paszportem kanadyjskim. 55 lat temu wyjechałem z Polski nie mając żadnych dokumentów identyfikacyjnych. Uciekłem zagrożony aresztowaniem. Moim przestępstwem był sposób myślenia inny od obowiązującego w tym czasie. Uważano mnie za "Wroga Narodu". Był to rok 1949, rok w którym aresztowano moich powstańczych towarzyszy broni i przyjaciół z Warszawskiego Wydziału Architektury. "Czart" Lechmirowicz przesiedział parę lat w więzieniu, "Anodę" Rodowicza zamordowano w więzieniu na Rakowieckiej. Rok wcześniej memu bezpośredniemu Dowódcy kpt. "Stanisławowi" Salskiemu zamieniono karę śmierci na wieloletnie więzienie a Komendant Główny naszej organizacji płk "Wąsowski" Kasznica po krótkiej rozprawie sądowej został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano.

Po kilkunastu latach stalinowski terror w Polsce zelżał na tyle, że można było myśleć o odwiedzeniu Kraju. W Konsulacie Polskim w Montrealu powiedziano mi, że wizę turystyczną do Polski otrzymam pod warunkiem zrzeczenia się obywatelstwa polskiego. Procedura zrzeczenia się obywatelstwa trwała ładnych parę lat. Później do Polski wracałem często. Z radością i nadzieją obserwowałem zachodzące zmiany. Po odzyskaniu niepodległości, zastępowanej często eufemizmem "zmian ustrojowych", myślałem o powrocie do Kraju na stałe. Rozwiązanie takie, na pewno atrakcyjne, kiedy ma się lat prawie 80, dwie córki i czworo wnuków urodzonych w Kanadzie, nie jest rozwiązaniem praktycznym. Chciałem jednak przez powrót do polskiego obywatelstwa, choć symbolicznie wrócić do III Rzeczpospolitej.

Konsulat Polski w Vancouver poinformował mnie, że prawodawstwo polskie nie przewiduje ponownego odzyskania obywatelstwa polskiego po jego utracie. Jedynym wyjściem jest złożenie indywidualnego wniosku w którym jako cudzoziemiec proszę Prezydenta RP o nadanie mi obywatelstwa polskiego. Jak mnie poinformowano jest to procedura i kosztowna i długa. Trwająca około dwóch lat.

Mam nadzieję, że Pan zrozumie, że dla mnie, który zdobył prawo do zaszczytnego tytułu Weterana Walk o Wolność i Niepodległość Ojczyzny, zwrócenie się do Prezydenta, mimo że wszystkich Polaków, to jednak kontynuatora obcej mi koncepcji politycznej Pani Wasilewskiej i Panów Bieruta, Rokossowskiego, Gomułki i Jaruzelskiego, z prośbą o pozwolenie mi bycia Polakiem, byłoby wielce żenujące.

Tak w skrócie wygląda moja przygoda z Nagrodą w Waszym Konkursie. Zapewne zostanie mi po niej blizna podobna do blizny o której piszę w swoim eseju.

Mimo jednak rozczarowania i żalu została również satysfakcja, że mimo wielu lat spędzonych poza Krajem, potrafię po polsku pisać na tyle dobrze, że zwróciło to uwagę jury Konkursu. Szkoda tylko, że tylko do momentu kiedy się okazało że jestem cudzoziemcem.

W 60-tą rocznicę Powstania będę w Warszawie. Również po to żeby schylić głowę przed grobami moich współobywateli, lotników kanadyjskich, którzy zginęli niosąc pomoc walczącej Warszawie.

Pozwoli Pan, że kopie tego listu prześle na ręce tych którzy podpisali się na Oświadczeniu o mojej niezrealizowanej Nagrodzie. Na ręce Prezydenta Warszawy Pana Lecha Kaczyńskiego i Redaktora Naczelnego tygodnika "Wprost" Pana Marka Króla. Również na adresy mediów polonijnych w Kanadzie, które publikowały tekst mego eseju i informowały, okazuje się przedwcześnie, o przyznaniu mi III Nagrody.

Pozostaję z poważaniem,

Maciej Szymański
sierpień 2004


 

Protest w sprawie odebrania nagrody P. Maciejowi Szymańskiemu

Zwracam się do Prezydenta Miasta Warszawy Pana Lecha Kaczyńskiego o wyjaśnienie Szanownej Komisji Konkursowej oraz swemu Pełnomocnikowi Panu Marcinowi Roszkowskiemu, ze ich postępowanie w tej sprawie jest przejawem bezmyślności i wielkiego nietaktu wobec Pana Macieja Szymańskiego i Polaków mieszkających poza Ojczyzną. Panu M. Szymańskiemu należą się słowa przeproszenia ze strony Komisji Konkursowej oraz przywrócenie odebranej nagrody, czego oczekuje większość Polonii.

Zgadzam się całkowicie z Panem Maciejem Szymańskim, że warunek posiadania obywatelstwa polskiego (szczególnie w tym Konkursie) uznał On za błąd drukarski lub niedopatrzenie korektora. Nie dziwię się również, że nie próbował wyjaśniać tego przed przystąpieniem do Konkursu, uznając to za całkowity nonsens. My Polacy mieszkający za granicą na ogół nie mylimy pojęcia obywatelstwa, z pojęciem przynależności narodowej, czego niestety niektórzy biurokraci w Kraju nadal nie potrafią odróżnić. Polakami jesteśmy z własnego, dobrowolnego, zależnego tylko od nas wyboru. Obywatelstwo jest jedynie aktem administracji rządowej i nie zawsze świadczy o przynależności narodowej. Osobiście znam wielu wspaniałych Polaków, którzy nie są obywatelami polskimi, oraz wielu obywateli polskich, których Polakami bym nie nazwał. Piszę o tym tylko dlatego, ze postawienie warunku posiadania aktualnego obywatelstwa polskiego dla uczestników Konkursu na temat Powstania Warszawskiego jest wielkim nieporozumieniem i dużym nietaktem, za który to, mam nadzieje Komisja Konkursowa przeprosi Pana Macieja Szymańskiego (szczególnie po Jego liście wyjaśniającym do Pana Marcina Roszkowskiego - Pełnomocnika Prezydenta Miasta Warszawy ds. Budowy Muzeum Powstania Warszawskiego). Mam nadzieje, ze większość członków Komisji Konkursowej zna historie Polski na tyle, ze wie jakie były i są losy uczestników Powstania Warszawskiego (tych którym udało się przeżyć) po zakończeniu powstania, zakończeniu wojny, aż do chwili obecnej. Ci którzy zostali przy życiu są wspaniałymi Polakami (i tylko to się dla nich liczy).

Panie Prezydencie Miasta Warszawy, mamy zaufanie i wiarę w Pana zdrowy rozsądek, honor i odwagę jako ojca tego świętego dla nas Miasta Warszawy, co udowodnił Pan swoja postawa jako polityk przez cały tzw. "okres transformacji ustrojowej III RP" i prosimy o spowodowanie sprostowania tej wielce "bezmyślnej, i obraźliwej dla powstańców " decyzji Komisji.

Pan jako współzałożyciel Prawa i Sprawiedliwości- jednej z niewielu partii na obecnej scenie politycznej III RP, której można zaufać, szczególnie powinien być uczulony na tego typu nietakty i nieprawidłowości dokonywane przez Pana pracowników. Czy Pan sobie np. wyobraża Konkurs na temat "Losy Polaków na Wschodzie w czasie i po zakończeniu II wojny światowej" ogłoszony wśród Polaków do dziś mieszkających w byłych republikach sowieckich, gdzie warunkiem uczestnictwa byłoby posiadanie obywatelstwa polskiego. Nie, jestem przekonany, ze żadnej Komisji w Kraju taki warunek nie przyszedłby nawet do głowy. Czy Ojczyzna Matka, nie może wreszcie zrozumieć ze być i czuć się Polakiem (być dobrowolnie członkiem Narodu Polskiego), jest wartością wielokrotnie wyższa niż posiadanie formalnego "papierka administracji RP" stanowiącego o obywatelstwie. Dlaczego Polaków na Wschodzie administracja III RP traktuje inaczej niż Polaków na Zachodzie. Czy to są zasady demokracji których chcemy uczyć następne pokolenia Polaków?

To budowane obecnie w Warszawie Muzeum Powstania Warszawskiego, które powstaje z Pana inicjatywy będzie miało jedynie sens, gdy będzie symbolem wolności i jedności: Wolnego, Niepodległego, Narodu Polskiego , a wiec symbolem dla nas wszystkich Polaków, a nie tylko dla "obywateli polskich - wg lewicowych definicji biurokratów III RP".

Bardzo proszę o spowodowanie naprawienia tego błędu Komisji Konkursowej, ponieważ warunek posiadania obywatelstwa nie powinien być zawarty w warunkach tego Konkursu i to było największym błędem w tej sprawie. Obecnie członkowie Komisji niech nie chwytają się wyjaśnień regulaminowo-formalnych, a przeproszą Pana Macieja Szymańskiego, co mam nadzieje nastąpi.

Z poważaniem,

Walter Gołębiewski, Wiceprzewodniczący Komisji ds. Rozwoju Ojczyzny, Światowa Rada Badań nad Polonią, Denver, Colorado, USA, 21 kwietnia 2004 r.

 


 

Konkurs na esej o Powstaniu Warszawskim - epilog

Przedruk z witryny Koła Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Vancouver

Zapewne wielu czytelników pamięta tekst "Powstańcze Blizny" pióra pana Macieja Szymańskiego. Jury konkursu przyznało Autorowi zaszczytną, 3. nagrodę (na ponad 50 prac). Niestety, w trybie administracyjnym decyzja ta została zakwestionowana. Poniżej zamieszczamy list Autora oraz kopie dokumentu dyrekcji Muzeum Powstania Warszawskiego.

 


 

List Macieja Szymańskiego do Krzysztofa Szafnickiego (SPK)

Pan Krzysztof Szafnicki, SPK Vancouver.

Chciałem raz jeszcze podziękować Panu za uprzejme umieszczenie na Waszej stronie internetowej mego eseju pt. POWSTAŃCZE BLIZNY, zawiadomienia o przyznanej mi nagrodzie, późniejszej informacji o odebraniu mi tej nagrody oraz mego listu skierowanego w tej sprawie do Muzeum Powstania, Prezydenta Warszawy i do tygodnika "Wprost".

Już po moim wyjeździe z Vancouver otrzymałem odpowiedź na ten list, którego kopie pozwalam sobie przesłać w załączniku.

W czasie mego pobytu w Polsce spotkałem się z Pełnomocnikiem do spraw Muzeum Panem Janem Ołdakowskim. Pan Ołdakowski stwierdził, ze list mój w sposób niesprawiedliwy i obraźliwy potraktował sprawę nieprzyznania należnej mi nagrody pieniężnej. Nie potrafił jednak przekonać mnie o słuszności zasad dzielących Polaków na tych z polskim paszportem i tych bez polskiego paszportu. Na moją prośbę, żeby należną mi nagrodą pieniężną Muzeum przekazało na wybrany przeze mnie cel charytatywny, Pan Ołdakowski obiecał mi, że sprawdzi, czy takie rozwiązanie będzie zgodne z przepisami obowiązującymi w Polsce.

Do dzisiejszego dnia nie otrzymałem decyzji Muzeum w tej sprawie. Wydaje mi się, ze dalsze roztrząsanie tej sprawy będzie niewłaściwe.

Pozostaje z szacunkiem,

Maciej Szymański