„Andrzej Kiszka. Żołnierz Niezłomny – nadal Wyklęty!” – wykład Leszka Żebrowskiego w Szczecinie

On prowadził działalność za długo. Nie dał się zabić wcześniej. Nie dał się złapać wcześniej. Pan Andrzej bronił się do 1961 roku, za długo. W związku z tym nie jest zrehabilitowany. Nie zmieścił się w ramach czasowych ustaw przyjętych po 1989 roku. ­– takimi słowami o poruczniku Andrzeju Kiszce ps. Dąb, swój wykład w Szczecinie rozpoczął Leszek Żebrowski.

 

W czwartek, 8 stycznia, w klubie 13 Muz w Szczecinie, z inicjatywy Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych Okręgu Szczecin, Fundacji im. Kazimierza Wielkiego oraz szczecińskiego oddziału Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana odbyło się spotkanie zatytułowane Żołnierz Niezłomny – Nadal Wyklęty. Porucznik Andrzej Kiszka ps. Dąb (NZW). Gościem specjalnym miał być sam Andrzej Kiszka, ale ze względów zdrowotnych, ten ponad 90-letni kombatant nie mógł się na nim pojawić. Reprezentował go jego syn, Jan Kiszka. Gośćmi byli także kapitan Zbigniew Piasecki, żołnierz Armii Krajowej i Powstaniec Warszawski, oraz kapitan Henryk Rafalski, żołnierz Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych. Spotkanie poprowadził Bartłomiej Ilcewicz.

 

Pierwsze słowa do zebranych skierował Grzegorz Kozak, prezes Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych Okręgu Szczecin, który opowiedział o sytuacji w jakiej poznał Andrzeja Kiszkę i o pomocy, którą członkowie ZŻ NSZ objęli Dęba.

 

Leszek Żebrowski, historyk i publicysta, w czasie ponad godzinnego wykładu przybliżył działalność antykomunistyczną polskich patriotów w latach 1944-1963, scharakteryzował polskie ugrupowania niepodległościowe (Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość, Ruch Oporu Armii Krajowej czy Konspiracyjne Wojsko Polskie) i szczególny nacisk położył na te, do których należał Andrzej Kiszka. Poznaliśmy po krótce jego historię – od dołączenia do Batalionów Chłopskich (na krótki okres czasu) przez przejście do Armii Krajowej, a na Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym kończąc. Opowiedział także o jego dowódcach – majorze Franciszku Przysiężniaku ps. Ojciec Jan i kapitanie Józefie Zdziarskim ps. Wołyniak. Wspomniał także o tym, jak po 1989 roku, żołnierze wyklęci przez władze komunistyczne wciąż byli nazywani bandytami czy obrzucani kłamliwymi oskarżeniami.

 

Jan Kiszka, syn Dęba, opowiedział i tym, jak jego ojciec odczuł pobyt w więzieniu po aresztowaniu oraz jak przez długi okres czasu ukrywał się we własnoręcznie skonstruowanym bunkrze. Wspominał, że całą zimę przesiedział w tym bunkrze, aby nie wychodzić z niego i nie zostawić śladów osobom, które go poszukiwały.

 

W trakcie zadawania pytań, jeden z kilkudziesięciu uczestników spotkania, zapytał Leszka Żebrowskiego, dlaczego w czasie wykładu nie nazwał morderców polskich patriotów po imieniu, czyli że byli to Żydzi. Historyk odpowiedział, że nie można tak kategoryzować tego wszystkiego, bo polskim patriotą może być zarówno osoba pochodzenia żydowskiego, niemieckiego czy hinduskiego, jeżeli przyjmie polskie wartości i będzie nimi żyć. Dodał, że nie można też mówić, że wszyscy Żydzi byli źli, a wszyscy Polacy dobrzy, gdyż wiele osób pochodzenia żydowskiego, czujących się Polakami, oddało swoje życie za naszą ojczyznę i zdarzały się przypadki, że w ugrupowaniach narodowych – posądzanych o antysemityzm, jak Narodowe Siły Zbrojne, walczyły osoby z takim pochodzeniem.

 

W czasie spotkania można było nabyć publikacje Leszka Żebrowskiego, a także specjalny kalendarz na 2015 rok Bohaterowie…Żołnierze Wyklęci, wydany przez Stowarzyszenie Pomocy Chorym na Stwardnienie Rozsiane Pro-Bono, podpisane przez Andrzeja Kiszkę, którego biogram i zdjęcie znajduje się w środku – w listopadzie.

 

Źródło i galeria zdjęć: wMeritum.pl