Sebastian Bojemski

Pisane krwią bohaterów

"Narodowcy" Lucyny Kulińskiej to pierwsza próba syntezy powojennych dziejów obozu narodowego. Podstawą tej pozycji była praca doktorska obroniona w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Krakowie. Autorka zajmuje się historią dwóch konspiracyjnych organizacji narodowych działających w latach 1944-47: Stronnictwa Narodowego i Organizacji Wewnętrznej Obozu Narodowo-Radykalnego. O ile tematyka wojennych, tj. po 1939 r. dziejów SN była już podejmowana, o tyle dzieje ONR (tzw. Grupy "Szańca") pozostają niezbadane.

W konspiracyjnej Polsce Stronnictwo Narodowe i ONR stanowiły dwie najważniejsze grupy polityczne. Najważniejsze, ponieważ na jesieni 1942 r. utworzyły jedną z największych wojskowych organizacji konspiracyjnych - Narodowe Siły Zbrojne. Tworząc NSZ, kierownictwa obu stronnictw postanowiły powołać jednolity organizm polityczny - Obóz Narodowy. Prace nad jego organizacją trwały do wiosny 1944 r., kiedy to w NSZ nastąpił rozłam na tle połączenia z AK. Wokół NSZ były tworzone zawodowe lub środowiskowe przybudówki: organizacja kobieca "Wiara i Wola", robotnicza "Załoga", chłopski Związek Działaczy Ludowych "Zydel" itp. Zarówno SN, jak i ONR posiadały także wewnętrzne, podwójnie zakonspirowane - przed okupantami oraz częścią członków - tajne organizacje nadające odpowiedni kurs ideowo-polityczny.


Praca Kulińskiej jest niezwykle ciekawa, ponieważ autorka opisuje

nieznane wydarzenia

 

Oddział  NSZ Stefana Kosobudzkiego, Jata (Podlasie), listopad 1943
Oddział NSZ Stefana Kosobudzkiego, Jata (Podlasie), listopad 1943

pokazuje osoby, których nazwiska zostały zapomniane. Szczególnie godne polecenia są rozdziały dotyczące ONR i jego tajnego rdzenia. Po raz pierwszy została opisana struktura tej organizacji, co stanowi niezwykle łakomy kąsek dla wszystkich interesujących się najnowszą historią Polski. Było to ryzykowne zadanie, ponieważ autorka opiera się głównie na aktach procesowych z drugiej połowy lat 40. Inne źródła wytworzone przez aparat bezpieczeństwa, znajdujące się obecnie w archiwach Urzędu Ochrony Państwa, nie zawsze są udostępniane. Może jednak budzić zdziwienie fakt, że autorka nie spotkała się z wysokimi działaczami OW przebywającymi w Polsce.
Nie dowiemy się, jak UB wpadł na trop OW. W czasie przesłuchań NSZ-owców śledczy pytali: "Czy znane jest podejrzanemu istnienie Organizacji Polskiej?". W książce Kulińskiej strona po stronie mamy opisany proces rozkładu podziemia narodowego. Wewnętrzne konflikty zrodzone z ambicji, zmęczenie wieloletnią konspiracją oraz działaniami agentury komunistycznej powodowały coraz większą nieostrożność, która kończyła się aresztowaniami. Autorka opisuje świat powojennej konspiracji w sposób naturalistyczny. Nie budzi wątpliwości opis organizacji i działalności podziemia. Jednak przy charakterystyce przywódców podziemia narodowego autorka nie powinna bezkrytycznie polegać na źródłach powstałych w śledztwach.
Nie sposób nie wytknąć autorce błędów. Są to pomyłki w nazwiskach, brak prawdziwych nazwisk, które są znane, np. kpt. "Pomorski", który figuruje jako NN - to Mieczysław Dukalski - aktywny działacz ONR i NSZ.
W książce znajdujemy także bardzo ciekawe informacje ukrywane przez lata PRL, np. znany warszawski lekarz Felicjan Loth, który będąc lekarzem więziennym na Pawiaku, uratował setki ludzkich istnień - okazał się wysokim działaczem ONR. O Lothcie, jego związkach z ONR oraz działalności okupacyjnej zeznawał w procesie ostatni komendant główny NSZ ppłk Stanisław Kasznica "Wąsal", "Przepona".
Autorka, pisząc swoją pracę, przejrzała akta 31 spraw sądowych przeciwko działaczom narodowym. Należy jednak pamiętać, że protokoły z przesłuchań zostały zdobyte w szczególnie okrutny sposób. Są autentyczne, lecz ich wiarygodność musi zostać poddana surowej krytyce. Zatrzymywani przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa działacze niepodległościowi byli poddawani natychmiastowemu przesłuchaniu. O tym, jakie były

metody wydobywania zeznań

można się przekonać, analizując podpisy pod protokołami. Początkowo równe, z czasem bardzo chaotyczne, pisane ręką, która ledwo trzymała pióro. Wyjaśnienia składane śledczemu na początku skąpe, zdawkowe, z czasem są bardzo obszerne. Porównując zeznania kilku osób, można jednak dojść do prawdy. Tych, co próbowali oszukiwać, było mało, tych, co niewiele mówili - mniej, najmniej - tych, co milczeli. Bardzo często konfrontacja ze zmaltretowanymi kolegami powodowała, że podejrzany zaczynał mówić. Julian Sędek, działacz ONR, dopiero po czwartej konfrontacji zdecydował się ujawnić swoją przynależność do OW, kiedy okazało się, że koledzy nie wytrzymali. Mirosław Ostromęcki, kierownik propagandy NSZ i ONR, pisał o swoim śledztwie i pobycie w więzieniu:

Bicie, pozbawienie snu i głodzenie do zupełnego wyczerpania fizycznego i psychicznego, szantażowanie aresztowaniem mojej rodziny, fałszowanie zeznań - to były jego [Różańskiego - przyp. autor] środki. Gdy wreszcie doprowadzony do ciężkiej choroby wzięty byłem do szpitala, na rozkaz Różańskiego zostałem sprowadzony na oddział śledczy, a następnie wepchnięty w gorączce, nago, do lochu wysokości 1 m. Było to w czasie zimy, w lochu był mróz, ciemno, posadzka pokryta kałem.

Sędziowie Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie: płk Jan Szczepański, mjr Mieczysław Buczkowski, mjr. Jan Burza, w obecności prokuratora mjr Adama Maasa skazali Ostromęckiego na karę śmierci. Po ułaskawieniu usłyszał od naczelnika do spraw polityczno-wychowawczych więzienia na warszawskim Mokotowie: Takiego s.... syna prezydent ułaskawił.
Niesłychana i godna opisania była postawa Stefanii Broniewskiej, żony gen. Zygmunta Broniewskiego "Boguckiego", przedostatniego komendanta głównego NSZ. Do protokołu przesłuchania został załączony raport. Ze względu na wspaniałą postawę Broniewskiej zacytuję go w całości:

Ja, funkcjonariusz P.U.B.P. w Będzinie Szlek Kazimierz w dniu 8.11.1945 r. melduję, że Kowalska vel Broniewska Stefania generałowa Bogucka w czasie przesłuchiwania odmawiała zeznań na temat organizacyjny NSZ-u i sprawami z tym związanym, zachowując się przy tym arogancko, chcąc wykazać tym swoją wyższość nad nami jako klasa robotnicza, oświadczając, że pracuje w NSZ-cie od założenia tejże organizacji, oddana jej ideologii i nigdy nie uzna polityki Rządu Jedności Narodowej za słuszną, a o sojuszu polsko-radzieckim wyrażała się źle, mówiąc o Armii i Narodzie radzieckim jako o wrogach swoich. Na zapytanie jej stawiane, w odpowiedzi nie dawała żadnych danych o organizacji i ludziach z nią związanych, mówiąc, że może zginąć, tajemnice zabierając do grobu, ale obecny ustrój demokratyczny nie pozostanie i ten się będzie śmiał, kto ostatni - wierząc święcie w zwycięstwo NSZ.

Podobne odpowiedzi usłyszeli śledczy z warszawskiego UB Antoni Trybus i Jan Matejczuk. Ta postawa oskarżonych została przypłacona bardzo ciężkim śledztwem i utratą zdrowia.
W procesach przeciwko narodowcom

uniewinnień nie było

Żołnierze  NSZ przy ognisku w lesie, Jata (Podlasie), listopad 1943
Żołnierze NSZ przy ognisku w lesie, Jata (Podlasie), listopad 1943

Poza wymienianymi sędziami i prokuratorem w skazywaniu bohaterów konspiracji brali udział m.in. mjr Marian Bartoń, por. Marian Ilnicki, mjr Julian Rataj, kpt. Kryspin Mioduski, ppłk Jan Kaczorowski, mjr Tadeusz Tomajer, ppłk Józef Dziowgo, mjr Mieczysław Widaj. Po 1956 r. większość odpowiedzialnych za "utrwalanie władzy ludowej" zniknęła. Dziś nie wiadomo, co się z nimi dzieje. Może otrzymują "zasłużoną" emeryturę, jak np. prokurator Helena Wolińska-Brus w Anglii lub Stefan Michnik - brat Adama - w Szwecji. Może też najzwyczajniej w świecie mieszkają obok nas - jak Mieczysław Widaj na ul. Koziej w Warszawie.
Upodleni w śledztwie, zmaltretowani "żołnierze wyklęci" byli otaczani opieką rodzin, przyjaciół, kolegów z pracy, studiów oraz przypadkowych osób, którym niegdyś pomagali, a których świadectwo mogło mieć wpływ na wysokość wyroku. Niezwykle cenne były - ze względu na istotną rolę, jaką w aparacie bezpieczeństwa odgrywali Żydzi - świadectwa osób tej narodowości. Dzięki pomocy Żydów uratowanych w Powstaniu z warszawskiej "Gęsiówki" został zwolniony z więzienia ppłk Zygmunt Reliszko "Kołodziejski", inspektor Obszaru Zachodniego NSZ. Można sądzić, że oświadczenie Anieli Steinsbergowej, w którym napisała, że ONR-owiec Ostromęcki ukrywał jej bratanicę, także wpłynęło na wymiar kary.
Wypadków ukrywania Żydów przez narodowców było więcej. W trakcie śledztwa przeciwko Jerzemu Regulskiemu, działaczowi ONR i NSZ, obecnie profesorowi i specjaliście w zakresie samorządu terytorialnego, Natan Karwasser oświadczył: W czasie okupacji, kiedy się ukrywałem przed zbirami niemieckimi, bywałem w Zarybiu u państwa Regulskich, którzy w miarę możliwości okazywali mi pomoc i robili wszelkie możliwe ułatwienia, ażeby mi pomóc przetrwać. W sprawie Jerzego Kozarzewskiego, kuriera Brygady Świętokrzyskiej NSZ, interweniował u Bolesława Bieruta Julian Tuwim. W wielu przypadkach o pomocy Żydom niesionej przez NSZ-owców można było się dowiedzieć dopiero po ich śmierci. O historii Sławomira Modzelewskiego, członka przedwojennych Grup Szkolnych ONR, żołnierza ZJ i NSZ, powstańca warszawskiego, skazanego przez sąd Polski Ludowej, koledzy dowiedzieli się po jego śmierci, znajdując w jego mieszkaniu medal i dyplom Instytutu Yad Vashem "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata".
Składanie oświadczeń w obronie aresztowanych było dla Polaków szczególnie niebezpieczne. Podając imię i nazwisko oraz adres, narażali się na represje. W obronie jednego z 13 sądzonych studentów, działaczy ONR i NSZ - Andrzeja Zaorskiego stanęło około 100 jego kolegów i koleżanek z Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Warszawskiego. Zaangażowała się nawet służba dworska z rodzinnego majątku Abramowice. Zebrano prawie 50 podpisów, ci, którzy nie potrafili pisać - stawiali krzyżyki. W obronie Michała Pobochy, inspektora Obszaru Południe NSZ, stanęli ramię w ramię nauczyciele i rodzice z rodzinnego Rembertowa. Tak było także w przypadku innych aresztowanych i skazanych. Pisali znajomi, związkowcy, przedstawiciele świata nauki - ludzie dobrej woli. Pisanie oświadczeń i pomoc uwięzionym były aktem odwagi. UB otrzymywał wtedy pełne dane zaangażowanych osób. Mogły rozpocząć się represje, począwszy od zwolnienia z pracy lub wyrzucenia ze studiów, a skończywszy na aresztowaniu. Jednak

solidarność z bohaterami

była tak wielka, że podejmowano ryzyko.
Największe upokorzenie czekało aresztowanych i ich rodziny po ogłoszeniu drakońskich wyroków. (...) Mam nadzieję kochany Panie Prezydencie, że wnikniesz w moje nieszczęście, gdyż wszystko jest w Twojej mocy, uwalniając mego tatusia z więzienia. (...) Joasia Salska ucz. kl. II.
Wielce Szanowny Panie Prezydencie, jedyna moja nadzieja w Tobie Dostojny Prezydencie, Najwyższy Dostojniku Państwowy, Ojcze Narodu - tak tytułowały Bolesława Bieruta zrozpaczone matki, siostry, córki bohaterów Powstania Warszawskiego, konspiracji antyniemieckiej i antysowieckiej, prosząc o złagodzenie kary dla najbliższych.
Atmosfera strachu i poniżenia towarzyszyła powstawaniu materiałów źródłowych do najnowszej historii Polski. W aktach Wojskowych Sądów Rejonowych można znaleźć wiele cennych informacji na temat działalności niepodległościowej. Często wobec niszczenia archiwów przez konspiratorów są to jedyne podstawy do odkrywania prawdy. Lucyna Kulińska, pisząc swoją pracę, odkryła przed czytelnikami nową kartę z dziejów ruchu narodowego. Czytając "Narodowców" Lucyny Kulińskiej, należy jednak pamiętać, że książka została napisana krwią jej bohaterów.


Lucyna Kulińska, Narodowcy. Z dziejów obozu narodowego w Polsce w latach 1944-1947, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa-Kraków 1999.

Przedruk z "Naszego Dziennika" z 22 sierpnia 2000. Fotografie pochodzą z www.naszdziennik.pl.