Prawicy w Polsce nie udało się wypromować postaci historycznej na bohatera popkultury. W to miejsce młodzi ludzie przez lata byli karmieni mitem „romantycznego idealisty” Ernesto „Che” Guevary, wspaniałych czterech pancernych i przyjaznych sprzymierzeńców spod znaku Czerwonej Gwiazdy. Reżyser Jerzy Zalewski chce to zmienić. Właśnie kończy pracę nad filmem fabularnym „Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać”, opowiadającym historię młodego żołnierza NSZ/NZW.

Kim był „Rój”?

Rój, a właściwie St. Sierżant Mieczysław Dziemieszkiewicz (1925-1951) to legenda polskiego antykomunistycznego podziemia niepodległościowego. Pomimo młodego wieku (w chwili śmierci miał tylko 26 lat) pełnił funkcję dowódcy patrolu Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Już jako 20-latek, decyzją dowódcy NSZ został odznaczony Krzyżem Walecznych, a pośmiertnie w 2007 r. śp. Prezydent Lech Kaczyński odznaczył go Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej”.

Czas zemsty

Wartości, za które przyszło zginąć „Rojowi”, zostały mu wpojone już w rodzinnym domu. Choć w materiałach UB jego rodzina była określana jako robotnicza, to zaznaczano jednocześnie, że ojciec „Roja” – Adam Dziemieszkiewicz „walczył w szeregach białogwardzistów przeciwko Armii Czerwonej''. Wielki wpływ na drogę ideową Mieczysława Dziemieszkiewicza, miał jego starszy brat – Roman (ps. „Adam”, „Pogoda), w późniejszym okresie komendant Powiatu NSZ Ciechanów. „Pogoda” przekazywał młodszemu bratu materiały konspiracyjne, które ten przewoził będąc jeszcze w szeregach NSZ.

 

Przełomowym momentem w życiu „Roja” był rok 1945. Wówczas został wcielony do .1 zapasowego pułku piechoty Ludowego Wojska Polskiego w Warszawie, skąd zbiegł, gdy dowiedział się o zamordowaniu starszego brata przez żołnierzy sowieckich w Ciechanowie. Wówczas, poprzysiągł sobie krwawą zemstę na komunistach. Od razu wstąpił do oddziału partyzanckiego NSZ-NZW ppor. Mariana Kraśniewskiego „Burzy”. Wówczas Mietek przyjął pseudonim „Rój”. Początkowo był łącznikiem między Komendą Okręgu a Komendą Powiatu. Jego bezpośrednim przełożonym był dowódca kompanii Marian Koźniewski „Walter”. Dziemieszkiewicz miał niezwykłe zdolności dowódcze i dlatego już w 1948 r. został awansowany do stopnia st. Sierżanta przez komendanta XVI Okręgu NZW. Gdy doszło do masowych aresztowaniach dokonywanych przez UB w Ciechanowie, „Walter” polecił „Rojowi” stworzenie i dowodzenie, wspomnianym wcześniej, patrolem Pogotowia Akcji Specjalnej na terenie powiatu ciechanowskiego. To wtedy rozpoczęła się decydująca, wieloletnia walka oddziału „Roja” z komunistycznym aparatem przemocy i konfidentami.

Za Ojczyznę i Wiarę…

Na swoim szlaku bojowym Dziemieszkiewicz i jego towarzysze broni, spotykali funkcjonariuszy MO, UB, żołnierzy KBW i siatkę donosicieli. Wobec nich partyzanci, pamiętając o zbrodniach sowietów, byli bezlitośni…

Przez kilka lat działalności, oddział zajmował się głównie likwidowaniem zwolenników komunizmu: działaczy partyjnych, zakonspirowanych współpracowników bezpieki, nauczycieli przekazujących przekłamaną historię Polski. Partyzanci zasłynęli również uwolnieniem innych „żołnierzy wyklętych” z ubeckiego więzienia. Rój dbał o propagandę, przez organizowanie antykomunistycznych wieców. Jedną z najbardziej spektakularnych akcji było zatrzymanie pociągu osobowego, którym jechali Mieczysław Piaskowski, funkcjonariusz PUBP w Ciechanowie oraz członek PZPR i oficer polityczny Wojska Polskiego ppor. Czesława Pacała, którzy po wygłoszeniu antykomunistycznego przemówienia przez Roja, zostali zlikwidowani.

Pomimo problemów kadrowych i słabego uzbrojenia, partyzantom udawało się nadal skutecznie działać. Niewątpliwie pozwalała na to charyzma i zdecydowanie „Roja”. Mimo, iż nie posiadał wielkiego wykształcenia, a do walki przystąpił „z marszu” stworzył dobry system konspiracji. W lipcu 1948 r. powołał samodzielną Komendę Powiatową NZW Kryptonim „Wisła” i został jej komendantem. Podlegało mu wówczas ok. 40 osób. Powołał również sekcje: Propagandy i Informacji, Uzbrojenia, Wywiadu, Kontrwywiadu, Sanitarną.

Dzięki temu mógł planować kolejne akcje. Najbardziej spektakularną miało być wzięcie do niewoli gen. Piotra Jaroszewicza, za którego chciał zażądać zwolnienia więźniów politycznych z powiatu ciechanowskiego. Jaroszewicz zupełnie niespodziewanie wyjechał wcześniej do Warszawy i zasadzka zakończyła się niepowodzeniem, choć, jak przyznaje historyk Leszek Żebrowski, znając brawurę „Roja” można było spodziewać się uwolnienia wielu więźniów.

Oprócz patriotyzmu, cechą, która wyróżniała oddział Dziemieszkiewicza była wielka religijność dowódcy i jego żołnierzy. Osoby u których zatrzymywał się „Rój” wspominają, że każdy dzień zaczynał od wydania rozkazu o modlitwie. Partyzanci oprócz naszywek „Śmierć wrogom Ojczyzny” nosili również ryngrafy z Matką Bożą.

Deklaracje „Roja” były nasycone katolicyzmem. Tak zwracał się do żołnierzy NZW w swoim apelu z 28 maja 1950 r.: „Koledzy, nie zrażajmy się tym, że giną co dnia najlepsi synowie Ojczyzny. Nic to. Giną za wiarę i Polskę, a z krwi ich wyrośnie Wielka Chrześcijańska Polska tylko dla prawdziwych Polaków.”. W tym samym dokumencie „Rój” pouczał: „Koledzy, każdy z Was musi być dobrym żołnierzem, dowódcą i kolegą, bo gdy przyjdzie chwila, że zginie Wasz dowódca, nie hamujcie pracy, a szerzcie Narodową Organizację jako Apostołowie, głosząc słowo Boże wśród pogan”.

Obrona Wiary nie kończyła się wyłącznie na słowach. Np. 8 czerwca 1947 roku patrol „Roja” wykonał wyrok śmierci na sekretarzu Komitetu Gminnego PPR w Sońsku, Władysławie Nasierowskim, który słynął ze swojego zajadłego antyklerykalizmu. Głosił, między innymi, potrzebę likwidacji kościołów i unicestwiania księży. W swoim antykatolickim amoku, zdarzyło mu się nawet strzelać do figurki Matki Boskiej. Nie wysłuchał ostrzeżeń ze strony ludzi Roja. Efekt? Zginął.

Również ostatnie chwile życia partyzantów zdradzały ich silne przywiązanie do Tradycji. 10 listopada 1948 roku Władysław Grudziński ps.„Pilot", tuż przed śmiercią, zawołał: „Matko Najświętsza ocal mnie i osłaniaj swym płaszczem!”. Tenże „Pilot” uwiecznił swojego dowódcę wierszem, który doskonale oddawał przywiązanie żołnierzy i szacunek, jakim darzyli „Roja”:

„Kto raz go widział ten z pamięci już jego rysów nie wymaże,
Kto raz z nim walczył, ten pójdzie gdzie tylko mu rozkaże,
Kto raz miał możność być z nim razem i znosić trudy znoje,
Ten pójdzie pod jego rozkazem dla Polski dać życie swoje.

Dziecięciem prawie jeszcze był gdy las go wpędził w bój,
O Wolnej Polsce zawsze śnił młody rycerski „Rój”.
Nie zraził się, gdy padł mu brat rażony kulą wroga,
W duszę mu wplótł się zemsty bat i zdrajców do dziś smaga.

On porwał Przasnysz i Ciechanów do walki ze zdrajcami,
To on przestrachem jest tyranów i drżą przed nim nocami.
Konopki, Przasnysz i Gąsocin tam krwią swe drogi znaczył,
Na każdym bił i psocił gdzie tylko ich zobaczył.

Spać i jeść nie mógł, gdy dni kilka nie zaszedł im za skórę,
On musiał stale tropić „wilka” i ranić mu pazury.
Dlatego imię jego słynie daleko i szeroko,
Za uczciwość i odwagę będzie miał stale oko,

Potomność powie o nim dobrze i sławy mu nie ujmie,
Nie zginie jego dobre imię w innych nieprawych tłumie.
Aby dał Bóg, by z trudów Twych i nieprzespanych nocy,
Wyrosła Polska Wielka, Wolna od zdrajców i przemocy.

Dobremu, lecz niestałemu koledze Mietkowi „Rojowi” na pamiątkę Poświęca.”

Smutny epilog

Odwaga, determinacja i zdolności bojowe nie były jednak w stanie uratować partyzantów, gdy wokół swoje działania wzmagała bezpieka, której udało się wejść nawet do struktur oddziału i zwerbować najbliższą „Rojowi” osobę – jego dziewczynę Alinę Burkacką. Po aresztowaniu jej rodziców, UB postawiło ją przed trudnym wyborem – albo Dziemieszkiewicz albo rodzina. Wybrała rodzinę- dni „Roja” były już policzone.

To właśnie w wyniku donosu Aliny, nasz bohater został otoczony wraz ze swoim towarzyszem broni, Bronisławem Gniazdowskim „Mazurem” w gospodarstwie Burkackich we wsi Szyszki. W obławie uczestniczyło aż 270 żołnierzy z I Brygady KBW i nieokreślona liczba funkcjonariuszy UBP i MO. Akcję wspierał samolot. Pomimo wielkiej przewagi przeciwnika „Rój” i „Mazur” bronili się dzielnie przez kilka godzin. W końcu padli od kul broni maszynowej…

Bezpieka również po śmierci nie dała spokoju partyzantom. Ciała zostały wystawione na widok publiczny, a do mundurów przyczepiono elementy, których partyzanci nigdy nie używali. Zwłoki „Roja” były również ciągnięte za samochodem katów. Do dziś nie wiadomo gdzie pochowano partyzantów.

UB zadbało również o przekazania jak najgorszych i często kłamliwych informacji na temat „Roja”. Okolicznej ludności wmówiono, że żołnierze NZW to pospolici bandyci, których celem są akcje rabunkowe (w istocie były to rekwizycje, dokumentowane przez partyzantów, niezbędne do prowadzenia walki z komunizmem). Bezpieka na konto „faszystów” (bo z tylko z takim określeniem można było się wówczas spotkać) zapisywała przestępstwa, których nie popełnili (jak np. zastrzelenie kilkuletniego dziecka). Likwidację zdrajców opisywano jako mordowanie niewinnych ludzi. Tak np. komunistyczny autor, Marian E. Kofman przedstawia zabicie zatwardziałego socjalisty Wacława Kozińskiego: „Nie drgnęła nawet ręka faszystom „Roja” kiedy serią z automatu pozbawili życia 63-letniego uczciwego i spokojnego człowieka, zasłużonego wychowawcę i pedagoga”. („5 rzek”, nr 4 1966)

Jeśli porozmawiamy z ludźmi pamiętającymi tamten czas, zauważymy, że są nasiąknięci propagandą, jaką niezwykle skutecznie robił komunistyczny aparat przemocy. Nic więc dziwnego, że gdy w latach 90. planowano zawiesić w kościele parafialnym w Szyszkach (miejsce śmierci „Roja”) tablicę upamiętniającą partyzantów, ludność wyraziła ostry sprzeciw, nie chcąc oglądać „faszystów” obok witraży. W efekcie tablica zawisła na zewnątrz świątyni, ale dalej wzbudza niezadowolenie wśród tych, którzy w jednej kieszeni nosili legitymację PZPR, a w drugiej książeczkę do nabożeństwa…

Rehabilitacja?

Ekranizacja losów Mietka Dziemieszkiewicza byłaby rehabilitacją legendarnego partyzanta i innych jemu podobnych młodych ludzi, którym przyszło być ofiarami tamtego przeklętego okresu. W rolę „Roja” wcielił się Krzysztof Zalewski, znany ze zwycięstwa w programie „Idol”. Z deklaracji reżysera wynika, że nakreślona przez niego postać będzie kimś w rodzaju Robin Hooda i Janosika, który wielkodusznie pomaga ludności, prześladowanej przez komunistów. Czy nie będzie to zbyt cukierkowe? Przekonamy się już pod koniec tego roku (wtedy na ekrany kin ma wejść nowy film autora „Czarnych Słońc”).

"Hańba wierzącym w sierp i młot, chwała za Niepodległość zmarłym!"

Najlepiej, gdyby „Rój” został ukazany takim, jakim był – zagubionym i zdradzonym człowiekiem, który zdecydował się podjąć bezkompromisową walkę o wartości, które były deptane. Prawdziwą tragedią wielu „żołnierzy wyklętych” było nie tylko prześladowanie ze strony komunistów i beznadziejny danse macabre na celowniku bezpieki, ale po 1947 r. również niezrozumienie ze strony znacznej części ludności cywilnej. Północne Mazowsze, które bardzo boleśnie doświadczyło bestialstwa najeźdźców było wykrwawione. Osoby, które nawet odrzucały czerwoną propagandę, nie podchodziły z entuzjazmem do działań ludzi takich jak „Rój”. Chcieli po prostu żyć, mieli dość walki. Ale czy Mietek mógł wybrać inną drogę? Nie. Jedyną alternatywą były tortury i śmierć we więzieniu UB. Zaszczuty jak leśne zwierzę, nie stronił od przemocy, aby umrzeć godnie- z bronią w ręku. Miejmy nadzieję, że taki polski Rambo czy nowy Andrzej Kmicic zdobędzie serca młodzieży. Bo czy romantyczna opowieść o Walce i Oddaniu może zostać pominięta milczeniem? W czasie, gdy na „idoli” wyrastają gnoje opluwające Polskość i Wiarę, trzeba budować mit kogoś z zupełnie innej „bajki”. Może, zgodnie z życzeniem, Jerzego Zalewskiego zastąpi na koszulkach lewackiego bandytę „Che”? Miejmy nadzieję!

 

Aleksander Majewski

 

Za: konserwatyzm.pl