Monika Rotulska

Kieres w narożniku napisał "Nasz Dziennik" następnego dnia po debacie sejmowej, zajmującej się sprawozdaniem z działalności Instytutu Pamięci Narodowej. W odmiennym tonie utrzymane były komentarze w "Trybunie", "Rzeczpospolitej" i "Gazecie Wyborczej". Andrzej Kaczyński z "Rzeczpospolitej" stwierdził, że w trakcie debaty posłowie Ligi Polskich Rodzin użyli argumentów jawnie antysemickich, wzywali do dyskryminacji i głosili pogardę dla obywateli RP niepolskiej narodowości. "Trybuna" swój materiał na ten temat opatrzyła wiele mówiącym tytułem Liga poniżej krytyki.

Przeglądając gazety w piątek 1 marca w zależności od tego jaki tytuł się wybrało można było dojść do dwóch skrajnie różnych wniosków dotyczących nie tyle działalności instytutu, co działań i osoby jego prezesa. Niestety do tak odmiennych wniosków można było dojść nie tylko w ubiegły piątek. Wgłębiając się w tematykę związaną z IPN trudno się oprzeć wrażeniu, że swego rodzaju schizofreniczność charakterystyczna jest zarówno dla poglądów wyrażanych na temat tej instytucji, jak i jej samej w ogóle.

Prezes i jego instytut

Wiele osób powtarza mi: niech się pan trzyma, jesteśmy z pana dumni. Ale kiedy przychodzi do publicznych wypowiedzi - ci sami ludzie zamykają usta, jakoś pomija się moją osobę - żalił się Leon Kieres w lipcu ubiegłego roku na łamach "Przekroju" tuż po uroczystościach w Jedwabnem, kiedy to prasa właściwie pominęła go w swych relacjach, wymieniając jedynie w szeregu wielu osób jakie tam przybyły. Czuły na wszelką krytykę Kieres w ubiegły czwartek bliski był załamania nerwowego. Bez wątpienia sytuacja, jaka miała miejsce, przerosła szefa instytutu. Zapewne nie spodziewał się aż takiej krytyki dokonań IPN, a zwłaszcza swoich własnych. Wytykanie mu wręcz dyskwalifikującej go nieudolności, braku umiejętności perspektywicznego myślenia, a także złej woli sprawiło, że niektóre fragmenty swego przemówienia wygłosił prawie falsetem.

Jan Podhorski

10 lat istnienia i działalności Okręgu "Wielkopolska" ZŻNSZ

Powstanie Wielkopolskiego Okręgu Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych dopomogło kilkudziesięciu b. żołnierzom NSZ otrzymać uprawnienia kombatanckie, należne im odznaczenia i oficerski awans oraz odzyskać dobre imię.

  • Wszystko zaczęło się w roku 1993. Już od dwóch lat działał Zarząd Główny ZŻNSZ z siedzibą w Lublinie i powoli gromadził niedobitki tej formacji, która do roku 1991 była wyłączona z możliwości uzyskania uprawnień kombatanckich. Była to już, co prawda, reszta z naszej kilkudziesięciotysięcznej rzeszy - prawdziwi "żołnierze wyklęci" - ponieważ większość z nas - uczestników wojennej konspiracji - mogła te uprawnienia otrzymać np. z tytułu udziału w kampanii wrześniowej 1939 roku, w której walczyło kilkanaście tysięcy późniejszych NSZ-owców. Podobnie - parę tysięcy NSZ-owców uzyskało uprawnienia za udział w Powstaniu Warszawskim 1944 r. W tej samej sytuacji były tysiące żołnierzy z tej części NSZ, która została scalona w 1944 r. z Armią Krajową, traktującą ZSSR jako alianckiego sojusznika (Wilno, Lwów, Wołyń, Podole), a od roku 1975 mającą swe miejsce w ustawie kombatanckiej. Potwierdzeniem takiej sytuacji jest fakt, że bardzo często do naszego pocztu - z pełnowymiarowym, wspaniałym sztandarem - podochodzą różni kombatanci ze słowami: "ja też byłem w NSZ".
    W roku 1993 wyemitowano dwa, związane z nami, programy telewizyjne z cyklu "Rewizja Nadzwyczajna", z których pierwszy (z kontrowersyjnymi wypowiedziami kpt. "Mosta") dotyczył Brygady Świętokrzyskiej, a drugi - Powstania Warszawskiego ("Krybar" na Powiślu i zdobycie gmachu Komendy Policji przy Krakowskim Przedmieściu 1. Pokazano też zdjęcie niejakiego Rasińskiego - policjanta, który przeszedł na naszą stronę. Wzburzyło mnie podanie fałszywego autora zdjęć.

Henryk Odczyk

Oleszno -  w rocznicę bitwy pod Olesznem

Działalność Związku Żołnierzy NSZ ma iść w wielu kierunkach. Jednym z tych kierunków jest rozwijanie więzów przyjaźni i koleżeńskości. Temu celowi dobrze służą różne formy kontaktów i spotkania.


Do tradycji należą we włoszczowskim okręgu związku coroczne spotkania "Żbikowców" w Olesznie. Przypadają one na przełomie lipca i sierpnia. Ich data nie jest przypadkowa. Łączy się z rocznica zwycięskiej bitwy pod Olesznem 26 lipca 1944 roku - bitwy oddziału mjr. Władysława "Żbika" Kołacińskiego i oddziału AK "Marcina" mjr. Tarchalskiego Mieczysława z żandarmerią niemiecką, w której zginęło 22 esesmanów. Nie obyło się, niestety, bez strat własnych: 4 zabitych i 6 rannych. Na spotkania te, które mają już 10-letnią tradycję przybywają koledzy z Kielc, Warszawy, Częstochowy, Łodzi, Wrocławia, Poznania, Gdańska, Radomska, a nawet z zagranicy, bo powojenne losy rzuciły niektórych z nich daleko od ojczystej ziemi.

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał w czwartek Polskę winną naruszenia Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w sprawie Władysława Kurzaca, skarżącego się na długotrwałość postępowania sądowego.

Sędziowie Trybunału w ogłoszonym w czwartek wyroku nakazali władzom polskim wypłacenie Kurzacowi 20 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia i 10 tysięcy złotych tytułem zwrotu kosztów. Trybunał uznał, że Polska naruszyła art. 6 par. 1 konwencji, który gwarantuje każdemu prawo do rozpatrzenia sprawy "w rozsądnym terminie".
Mieszkający w Chicago Władysław Kurzac we wrześniu 1993 roku wystąpił z wnioskiem o unieważnienie wyroku, jaki w 1948 roku zapadł w sprawie jego brata, byłego żołnierza NSZ, skazanego na 7 lat więzienia przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie, a w sierpniu 1956 roku zastrzelonego przez oficera milicji.

Domagając się unieważnienia wyroku, Kurzac powołał się na ustawę z 1991 roku, unieważniającą "orzeczenia, wydane wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego". Pełnomocnik skarżącego, powołując się na jego podeszły wiek, dwukrotnie występował o pilne ustalenie terminu posiedzenia.
Ostatecznie posiedzenie, na którym unieważniono wyrok w sprawie brata Kurzaca, odbyło się w maju 1998 roku. Postępowanie trwało 4 lata i 9 miesięcy.
W postępowaniu przed Trybunałem strona rządowa przyznała, że na długotrwałość procedury wpłynęła "pomyłka legislacyjna", wskutek której w okresie od maja 1993 roku do kwietnia 1995 roku jedynym sądem, uprawnionym do rozpatrywania tego rodzaju spraw, był Sąd Wojewódzki w Warszawie.

mcho (PAP), 22 lutego 2001

Tomasz Kurpierz

16 października 2002 r.w sali posiedzeń Rady Miejskiej w Bielsku-Białej odbyła się sesja naukowa "Podziemie niepodległościowe na Podbeskidziu w latach 1939-1947".

Referaty zaprezentowane w pierwszej części sesji dotyczyły działalności podziemia zbrojnego i politycznego w okresie okupacji hitlerowskiej. Mieczysław Starczewski przedstawił referat Struktury Okręgu cieszyńsko-podhalańskiego Stronnictwa Narodowego i Narodowej Organizacji Wojskowej w latach 1939-1945, w którym wskazał między innymi na zaangażowanie wielu działaczy niepodległościowych zarówno w konspirację narodową, jak i akowską. Działalność inspektoratu cieszyńskiego ZWZ-AK zaprezentował Michał Heller. We wprowadzeniu opisał sytuację polityczną w Cieszynie bezpośrednio przed wybuchem drugiej wojny światowej. Następnie pokazał zmiany organizacyjne, funkcjonowanie inspektoratu cieszyńskiego oraz okoliczności aresztowań czołowych działaczy konspiracyjnych z Cieszyna i okolic. Problem penetracji polskiego podziemia niepodległościowego przez niemiecki aparat terroru został poruszony w referacie Ryszarda Kaczmarka Władze niemieckie wobec podziemia niepodległościowego na Podbeskidziu w latach 1939-1945. Autor podjął próbę ustalenia stanu wiedzy władz niemieckich na temat polskiego podziemia niepodległościowego, ze szczególnym uwzględnieniem specyfiki metod na Podbeskidziu. Przedstawił również postulaty badawcze, między innymi konieczność kwerendy w tych zespołach (na przykład w aktach gminnych i miejskich), które dotąd na ogół nie były badane pod kątem działalności hitlerowskiego aparatu terroru. W niektórych przypadkach da to możliwość przynajmniej częściowego odtworzenia zaginionych materiałów wytworzonych przez katowickie gestapo.

Adam Kruczek

Z wystawy pt. "Podziemie zbrojne na Lubelszczyźnie w latach 1939-1956" zorganizowanej przez Biuro Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie wynika, że Narodowe Siły Zbrojne nie scaliły się z Armią Krajową, a ich działalność zbrojną obciążają zbrodnie przeciwko mniejszościom narodowym - Ukraińcom, Żydom i Białorusinom. Zdaniem dr Bohdana Szuckiego, prezesa Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, wystawa prezentowana obecnie w kolejnych miastach województwa lubelskiego przestawia NSZ w fałszywym świetle. Innego zdania są organizatorzy wystawy.

Skandal za skandalem

Do skandalu wywołanego przez lubelskie Biuro Edukacji Publicznej IPN, które na otwarcie wystawy poświęconej zbrojnemu podziemiu na Lubelszczyźnie zaprosiło wszelkie możliwe władze, ale żadnej lubelskiej organizacji kombatanckiej, dochodzą kolejne "kwiatki". Wystawę zamknięto na dwa dni przed zapowiedzianym terminem, a interweniującemu dr. Bohdanowi Szuckiemu, prezesowi Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, urzędnicy BEP IPN kazali przez miesiąc czekać na kilka zamieszczonych na planszach wystawy napisów dotyczących NSZ.
- O wystawie dowiedziałem się w dniu otwarcia z "Naszego Dziennika" - mówi dr Bohdan Szucki zastrzegając, że nie wypowiada się w imieniu Związku Żołnierzy NSZ, którego jest prezesem, ale jako żołnierz walczący w NSZ o niepodległość Polski. - Sposób, w jaki potraktowano na wystawie Narodowe Siły Zbrojne, tak mną poruszył, że wyszedłem nie przepisawszy kontrowersyjnych informacji o NSZ. Nie udało mi się tego uczynić później, gdyż wystawa została skrócona o dwa dni w stosunku do zapowiadanego terminu.

Ku czci 16 bohaterskich patriotów zamordowanych w Siedlcach

Podjechali pod dom ciężarówką około 22.00 w nocy. Było ich wielu; wszyscy uzbrojeni w pistolety maszynowe. Zapytali o Zbyszka, wówczas 17-letniego ucznia gimnazjum. Kiedy go nie znaleźli, splądrowali dom i pojechali do mieszkania Stokowskich. Stamtąd właśnie wywlekli Zbyszka i jego kolegę Romana Krystosiaka. Chłopcy zostali aresztowani przez UB i wywiezieni w nieznanym kierunku. Na drugi dzień ich ciała i ciała 14 innych zamordowanych rozrzucono na rogatkach.

Tej zbrodni dokonali Żydzi z UB

O straszliwej nocy z 12 na 13 kwietnia 1945 r. i o ludobójstwie popełnionym na 16 żołnierzach niepodległościowego podziemia opowiada mi siostra Zbigniewa Szczuki, mała, drobna pani, Irena Szczuka-Kisiel, której cichy głos załamuje się, kiedy wraca do tamtego koszmaru. - Ojciec starał się o zabranie ciała Zbyszka z rogatek, ale nie pozwalali ich tknąć; miała to być "nauczka" dla wszystkich pozostałych żołnierzy NSZ i innych organizacji niepodległościowych oraz dla ich rodzin. Kiedy wreszcie dostał zezwolenie na zabranie zwłok z kostnicy, już ich tam nie było. Pojechał więc dorożką - razem z panem Domienieckim, znanym śpiewakiem z Warszawy, który się u nas zatrzymał - na cmentarz, ale był on już obstawiony funkcjonariuszami UB i NKWD, którzy na ich widok zaczęli repetować broń. Jak się potem dowiedzieliśmy, wszystkich zamordowanych wrzucono do wykopanego pod murem cmentarza dołu. Represje wobec naszej rodziny na tym się nie skończyły. Jeszcze przez długi czas ubecy wpadali do domu, grabili, co się dało: meble, dywany, obrazy, porcelanę, pamiątki rodzinne. Zabrali nawet wojskowy mundur mojego męża, który wówczas jeszcze był na froncie.

Dyskusja o Narodowych Siłach Zbrojnych

Gdańsk, 12-13 listopada 2002 r.

Nadbałtyckie Centrum Kultury w Gdańsku, Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Gdańsku oraz Franciszkańskie Centrum Kultury w Gdyni zorganizowały z okazji Święta Niepodległości publiczną dyskusję na temat żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych oraz żołnierzy innych formacji, którzy nie złożyli broni w okresie 1944-1945, lecz wierni przysiędze podjęli walkę z nowym okupantem.

Przez wiele lat temat antykomunistycznego podziemia w Polsce powojennej nie istniał w publicznej dyskusji. Fałszywy obraz historii tych lat trafiał do szkolnych podręczników i encyklopedii. Nawet po 1989 roku zrobiono niewiele, by bohaterom tamtych wydarzeń zapewnić należne miejsce w polskiej świadomości narodowej.

12 listopada 2002 r. o godz. 11 w dolnym kościele oo. Franciszkanów przy ul. Ujejskiego 40 w Gdyni odbył się wernisaż wystawy Żołnierze wyklęci, która była już wcześniej prezentowana, m.in. na terenie Sejmu RP. Wystawa przedstawia archiwalne fotografie, oryginalne druki oraz różnego rodzaju pamiątki ukazujące polskie podziemie antykomunistyczne po roku 1944. Podczas wernisażu miała miejsce projekcja nowego filmu dokumentalnego w reżyserii Iwony Bartólewskiej Wyklęci - Narodowe Siły Zbrojne. Wstęp historyczny wygłosił Jacek Pawłowicz (IPN O. Warszawa). W filmie występują byli żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych, konsultantem historycznym jest Leszek Żebrowski. Film jest próbą pokazania historii Narodowych Sił Zbrojnych oraz motywacji młodych ludzi do podjęcia walki z okupantem niemieckim i sowieckim. Występujący w nim żołnierze NSZ mówią o swoim rozumieniu racji stanu, patriotyzmu i obowiązku żołnierskiego, braku zgody na nową okupację.

26 maja 2002 r. w kościele Podwyższenia Krzyża Świętego w Radomiu przy ul. Kozienickiej 145 o godz. 12.00 odprawiona została dziękczynna msza św. z okazji pięćdziesięciolecia kapłaństwa ks. kanonika Jana Stępnia "Skrzetuskiego", żołnierza Narodowych Sił Zbrojnych. W uroczystości wzięły udział poczty sztandarowe (m.in. - Okręgu Łódź ZŻNSZ i Okręgu Piotrków Trybunalski Stronnictwa Narodowego). Po mszy św. i niekończących się gratulacjach i życzeniach dla dostojnego Jubilata, goście zostali zaproszeni na obiad w jednostce wojskowej.
W imieniu Związku Żołnierzy NSZ wystąpił prezes związku i wręczył ks. Janowi Stępniowi okolicznościowy ozdobny adres (tekst poniżej).


Anna Chybowska

Sztandar Okręgu ZŻNSZ "Podbeskidzie" w Żywcu

  • Wymiary: 100×100 cm, obszyty frędzlami w kolorze złotym. Awers sztandaru - na białym tle czerwony krzyż. Pośrodku krzyża w otoku orzeł trzymający w szponach miecz. Na trzech ramionach krzyża hasła: BÓG, HONOR, OJCZYZNA. W białych narożach inicjały: ZJ, NOW, NZW, NSZ. Rewers - na białym tle czerwony krzyż. Pośrodku na niebieskim tle wizerunek Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Na ramionach krzyża napisy: ZWIĄZEK ŻOŁNIERZY NARODOWYCH SIŁ ZBROJNYCH, 1939, 1956, OKRĘG PODBESKIDZIE W ŻYWCU. W białych narożach inicjały NSZ. Drzewce zwieńczone wykonanym w brązie orłem trzymającym w szponach miecz.
  • Sztandar powstał z inicjatywy Antoniego Bieguna ("Sztubaka", a ufundowali go członkowie Okręgu "Podbeskidzie" Związku Żołnierzy NSZ w Żywcu.
  • Poświęcenia dokonano 26 września 1994 r. w kościele parafialnym w Żywcu-Zabłociu.