2 lutego 1997 r. o godz. 11.30 w czasie uroczystej mszy świętej w kościele oo. Bernardynów w Piotrkowie Trybunalskim odbyło się poświęcenie sztandaru Okręgu Piotrków Trybunalski Stronnictwa Narodowego. Sztandar poświęcił ksiądz kanonik Jan Stępień. W uroczystości brał udział poczet sztandarowy Okręgu Łódź ZŻNSZ z prezesem por. Tadeuszem Rydzem.
Była to piękna uroczystość patriotyczna, kościół był pełen wiernych, a ksiądz kanonik Jan Stępień wygłosił homilię, w czasie której widziałem łzy w oczach wielu ludzi. Takich chwil nie zapomina się nigdy, ja i wielu obecnych na tej uroczystości, będziemy to pamiętali, a szczególnie księdza kanonika Jana Stępnia.

Robert Szala - wiceprezes Zarządu Oddziału Stronnictwa Narodowego w Piotrkowie Trybunalskim

Stanisław Smolarz

To już dziesięć lat! - ZŻNSZ na Pomorzu

Na pewno wszyscy pamiętamy pierwsze wieści dochodzące z Lublina na Wybrzeże o utworzeniu i zarejestrowaniu Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, związku kombatantów, byłych żołnierzy walczącego podziemia - od roku 1939 po lata pięćdziesiąte - zrzeszonych w Narodowej Organizacji Wojskowej (NOW), Związku Jaszczurczym (ZJ), Narodowych Siłach Zbrojnych (NSZ), Narodowym Zjednoczeniu Wojskowym (NZW) i wielu innych organizacjach z tym ruchem związanych, oraz informacje o powstawaniu okręgów tego związku na terenie całego kraju.

Ile emocji w nas wszystkich wzbudziła ta wiadomość, ile adrenaliny wydzielił nasz organizm, bo przecież przeżywaliśmy wielkie wydarzenie i wielkie zwycięstwo. Musimy sobie szczerze powiedzieć, mało kto myślał, że doczeka dnia, w którym byli żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych będą mogli zrzeszać się i tworzyć swoje niezależne związki. Na pewno też pamiętacie, jak rozpoczęły się intensywne poszukiwania kolegów zamieszkałych w Trójmieście i na terenie Pomorza Gdańskiego, jak garstka ludzi zajęła się organizowaniem spotkania, by na Wybrzeżu powołać do życia Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Ile pracy, zabiegów, krzątaniny, odbytych rozmów telefonicznych, wymiany korespondencji i poświęcenia swojego prywatnego czasu wymagało przygotowanie i zorganizowanie pierwszego spotkania, wiedzą i o tym powiedzieć mogą tylko te osoby, które to spotkanie organizowały, a do grona tych osób należała pani Jadwiga Białostocka, córka płk. Ignacego Oziewicza, pierwszego dowódcy NSZ w latach 1942-1943, której na zebraniu wyborczym przyznano za wkład pracy tytuł "Honorowego Prezesa Związku", i wnuk płk. Ignacego Oziewicza, pan Jan Białostocki. On to opracował i wydrukował, a następnie rozplakatował na mieście zawiadomienie o mszy świętej w intencji żołnierzy NSZ i zwołaniu zebrania. Do grona organizatorów należeli także panowie: Franciszek Szołoch i Kazimierz Safita - obaj brali udział w utworzeniu ZŻNSZ w Lublinie - oraz pan Hieronim Wolski - żołnierz oddziału partyzanckiego NSZ "Młot II", a także żona pana Franciszka Szołocha, pani Józefa. W prywatnym mieszkaniu państwa Szołochów mieściło się biuro, bo związek wówczas swojego lokalu nie posiadał. Oni przyjęli na siebie ciężar prac biurowych związanych z przyjmowaniem deklaracji związkowych i opracowaniem wniosków o uprawnienia kombatanckie.

Regulamin Pomnika-Grobowca Żołnierzy NSZ

Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych
Zarząd Główny

REGULAMIN
Pomnika-Grobowca Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych
zatwierdzony przez Zarząd Główny Związku Żołnierzy NSZ

 

  1. Pomnik-Grobowiec Żołnierzy NSZ, zwany dalej Pomnikiem, ma charakter kwatery wojskowej, usytuowanej na Wojskowym Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, zgodnie z projektem zatwierdzonym przez właściwe władze i jest własnością ZG ZŻNSZ.

  2. Na głównej, pionowej płycie Pomnika wykute są nazwy zgrupowań i nazwiska dowódców oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych, które wchodziły w skład Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej w Powstaniu Warszawskim, znak Związku Żołnierzy NSZ oraz fragment ich modlitwy. Bez zgody Zarządu Głównego Związku Żołnierzy NSZ nie mogą być przeprowadzane żadne zmiany konstrukcyjne i wystroju zewnętrznego Pomnika.

  3. W części podziemnej Pomnika znajduje się kolumbarium przeznaczone na około 60 urn z prochami osób uprawnionych, o których mowa w pkt. 4. Imiona, nazwiska, pseudonimy, stopnie wojskowe oraz daty urodzenia i zgonu osób, których prochy będą składane w urnach w kolumbarium Pomnika, zostaną wykute na płytach położonych u stóp płyty głównej.

Małgorzata Rutkowska

Pomnik -  fot. R. Sobkowicz
Pomnik poświęcił ks. bp Zbigniew Kraszewski. W uroczystości uczestniczył też ks. prał. Zdzisław Peszkowski.

Gdy 14 września 1944 r. wojska sowieckie zajęły warszawską Pragę, w ślad za nimi pojawiły się oddziały NKWD. Rozpoczęło się wyłapywanie "elementu podejrzanego", uczestników zbrojnego podziemia niepodległościowego, zasłużonych żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych. Osadzano ich w praskich aresztach i katowniach. Wśród nich za najgorsze uważano Karno-Śledcze Więzienie III przy Ratuszowej. Mówiono o nim też: "na 11 Listopada". Albo po prostu - Toledo. W niedzielę, 30 września, na Pradze przy ul. Namysłowskiej, na terenie nieistniejącego już więzienia, odsłonięto pomnik upamiętniający więzionych i straconych w latach 1944-1956 członków organizacji niepodległościowych, walczących o wolną Polskę.

Zatarte ślady

Karno-Śledcze Więzienie III od chwili wejścia wojsk sowieckich na Pragę, a więc od 14 września 1944 r., było miejscem egzekucji niepokornych Polaków walczących o wolną Ojczyznę. Tu i w innych praskich aresztach śledczych Urzędu Bezpieczeństwa i NKWD przez brutalne śledztwa przeszło tysiące osób. Na razie zdołano ustalić ok. 100 nazwisk osób straconych na 11 Listopada. Na pewno było ich dużo więcej.
Egzekucji dokonywano w specjalnym bunkrze śmierci. Następnie zwłoki chowano na terenie więziennym, w rowie, bez ubrania. Na przemian układano śmiecie, wapno i ludzkie ciała.

Monika Rotulska

Kieres w narożniku napisał "Nasz Dziennik" następnego dnia po debacie sejmowej, zajmującej się sprawozdaniem z działalności Instytutu Pamięci Narodowej. W odmiennym tonie utrzymane były komentarze w "Trybunie", "Rzeczpospolitej" i "Gazecie Wyborczej". Andrzej Kaczyński z "Rzeczpospolitej" stwierdził, że w trakcie debaty posłowie Ligi Polskich Rodzin użyli argumentów jawnie antysemickich, wzywali do dyskryminacji i głosili pogardę dla obywateli RP niepolskiej narodowości. "Trybuna" swój materiał na ten temat opatrzyła wiele mówiącym tytułem Liga poniżej krytyki.

Przeglądając gazety w piątek 1 marca w zależności od tego jaki tytuł się wybrało można było dojść do dwóch skrajnie różnych wniosków dotyczących nie tyle działalności instytutu, co działań i osoby jego prezesa. Niestety do tak odmiennych wniosków można było dojść nie tylko w ubiegły piątek. Wgłębiając się w tematykę związaną z IPN trudno się oprzeć wrażeniu, że swego rodzaju schizofreniczność charakterystyczna jest zarówno dla poglądów wyrażanych na temat tej instytucji, jak i jej samej w ogóle.

Prezes i jego instytut

Wiele osób powtarza mi: niech się pan trzyma, jesteśmy z pana dumni. Ale kiedy przychodzi do publicznych wypowiedzi - ci sami ludzie zamykają usta, jakoś pomija się moją osobę - żalił się Leon Kieres w lipcu ubiegłego roku na łamach "Przekroju" tuż po uroczystościach w Jedwabnem, kiedy to prasa właściwie pominęła go w swych relacjach, wymieniając jedynie w szeregu wielu osób jakie tam przybyły. Czuły na wszelką krytykę Kieres w ubiegły czwartek bliski był załamania nerwowego. Bez wątpienia sytuacja, jaka miała miejsce, przerosła szefa instytutu. Zapewne nie spodziewał się aż takiej krytyki dokonań IPN, a zwłaszcza swoich własnych. Wytykanie mu wręcz dyskwalifikującej go nieudolności, braku umiejętności perspektywicznego myślenia, a także złej woli sprawiło, że niektóre fragmenty swego przemówienia wygłosił prawie falsetem.

Jan Podhorski

10 lat istnienia i działalności Okręgu "Wielkopolska" ZŻNSZ

Powstanie Wielkopolskiego Okręgu Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych dopomogło kilkudziesięciu b. żołnierzom NSZ otrzymać uprawnienia kombatanckie, należne im odznaczenia i oficerski awans oraz odzyskać dobre imię.

  • Wszystko zaczęło się w roku 1993. Już od dwóch lat działał Zarząd Główny ZŻNSZ z siedzibą w Lublinie i powoli gromadził niedobitki tej formacji, która do roku 1991 była wyłączona z możliwości uzyskania uprawnień kombatanckich. Była to już, co prawda, reszta z naszej kilkudziesięciotysięcznej rzeszy - prawdziwi "żołnierze wyklęci" - ponieważ większość z nas - uczestników wojennej konspiracji - mogła te uprawnienia otrzymać np. z tytułu udziału w kampanii wrześniowej 1939 roku, w której walczyło kilkanaście tysięcy późniejszych NSZ-owców. Podobnie - parę tysięcy NSZ-owców uzyskało uprawnienia za udział w Powstaniu Warszawskim 1944 r. W tej samej sytuacji były tysiące żołnierzy z tej części NSZ, która została scalona w 1944 r. z Armią Krajową, traktującą ZSSR jako alianckiego sojusznika (Wilno, Lwów, Wołyń, Podole), a od roku 1975 mającą swe miejsce w ustawie kombatanckiej. Potwierdzeniem takiej sytuacji jest fakt, że bardzo często do naszego pocztu - z pełnowymiarowym, wspaniałym sztandarem - podochodzą różni kombatanci ze słowami: "ja też byłem w NSZ".
    W roku 1993 wyemitowano dwa, związane z nami, programy telewizyjne z cyklu "Rewizja Nadzwyczajna", z których pierwszy (z kontrowersyjnymi wypowiedziami kpt. "Mosta") dotyczył Brygady Świętokrzyskiej, a drugi - Powstania Warszawskiego ("Krybar" na Powiślu i zdobycie gmachu Komendy Policji przy Krakowskim Przedmieściu 1. Pokazano też zdjęcie niejakiego Rasińskiego - policjanta, który przeszedł na naszą stronę. Wzburzyło mnie podanie fałszywego autora zdjęć.

Henryk Odczyk

Oleszno -  w rocznicę bitwy pod Olesznem

Działalność Związku Żołnierzy NSZ ma iść w wielu kierunkach. Jednym z tych kierunków jest rozwijanie więzów przyjaźni i koleżeńskości. Temu celowi dobrze służą różne formy kontaktów i spotkania.


Do tradycji należą we włoszczowskim okręgu związku coroczne spotkania "Żbikowców" w Olesznie. Przypadają one na przełomie lipca i sierpnia. Ich data nie jest przypadkowa. Łączy się z rocznica zwycięskiej bitwy pod Olesznem 26 lipca 1944 roku - bitwy oddziału mjr. Władysława "Żbika" Kołacińskiego i oddziału AK "Marcina" mjr. Tarchalskiego Mieczysława z żandarmerią niemiecką, w której zginęło 22 esesmanów. Nie obyło się, niestety, bez strat własnych: 4 zabitych i 6 rannych. Na spotkania te, które mają już 10-letnią tradycję przybywają koledzy z Kielc, Warszawy, Częstochowy, Łodzi, Wrocławia, Poznania, Gdańska, Radomska, a nawet z zagranicy, bo powojenne losy rzuciły niektórych z nich daleko od ojczystej ziemi.

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu uznał w czwartek Polskę winną naruszenia Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w sprawie Władysława Kurzaca, skarżącego się na długotrwałość postępowania sądowego.

Sędziowie Trybunału w ogłoszonym w czwartek wyroku nakazali władzom polskim wypłacenie Kurzacowi 20 tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia i 10 tysięcy złotych tytułem zwrotu kosztów. Trybunał uznał, że Polska naruszyła art. 6 par. 1 konwencji, który gwarantuje każdemu prawo do rozpatrzenia sprawy "w rozsądnym terminie".
Mieszkający w Chicago Władysław Kurzac we wrześniu 1993 roku wystąpił z wnioskiem o unieważnienie wyroku, jaki w 1948 roku zapadł w sprawie jego brata, byłego żołnierza NSZ, skazanego na 7 lat więzienia przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie, a w sierpniu 1956 roku zastrzelonego przez oficera milicji.

Domagając się unieważnienia wyroku, Kurzac powołał się na ustawę z 1991 roku, unieważniającą "orzeczenia, wydane wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego". Pełnomocnik skarżącego, powołując się na jego podeszły wiek, dwukrotnie występował o pilne ustalenie terminu posiedzenia.
Ostatecznie posiedzenie, na którym unieważniono wyrok w sprawie brata Kurzaca, odbyło się w maju 1998 roku. Postępowanie trwało 4 lata i 9 miesięcy.
W postępowaniu przed Trybunałem strona rządowa przyznała, że na długotrwałość procedury wpłynęła "pomyłka legislacyjna", wskutek której w okresie od maja 1993 roku do kwietnia 1995 roku jedynym sądem, uprawnionym do rozpatrywania tego rodzaju spraw, był Sąd Wojewódzki w Warszawie.

mcho (PAP), 22 lutego 2001

Tomasz Kurpierz

16 października 2002 r.w sali posiedzeń Rady Miejskiej w Bielsku-Białej odbyła się sesja naukowa "Podziemie niepodległościowe na Podbeskidziu w latach 1939-1947".

Referaty zaprezentowane w pierwszej części sesji dotyczyły działalności podziemia zbrojnego i politycznego w okresie okupacji hitlerowskiej. Mieczysław Starczewski przedstawił referat Struktury Okręgu cieszyńsko-podhalańskiego Stronnictwa Narodowego i Narodowej Organizacji Wojskowej w latach 1939-1945, w którym wskazał między innymi na zaangażowanie wielu działaczy niepodległościowych zarówno w konspirację narodową, jak i akowską. Działalność inspektoratu cieszyńskiego ZWZ-AK zaprezentował Michał Heller. We wprowadzeniu opisał sytuację polityczną w Cieszynie bezpośrednio przed wybuchem drugiej wojny światowej. Następnie pokazał zmiany organizacyjne, funkcjonowanie inspektoratu cieszyńskiego oraz okoliczności aresztowań czołowych działaczy konspiracyjnych z Cieszyna i okolic. Problem penetracji polskiego podziemia niepodległościowego przez niemiecki aparat terroru został poruszony w referacie Ryszarda Kaczmarka Władze niemieckie wobec podziemia niepodległościowego na Podbeskidziu w latach 1939-1945. Autor podjął próbę ustalenia stanu wiedzy władz niemieckich na temat polskiego podziemia niepodległościowego, ze szczególnym uwzględnieniem specyfiki metod na Podbeskidziu. Przedstawił również postulaty badawcze, między innymi konieczność kwerendy w tych zespołach (na przykład w aktach gminnych i miejskich), które dotąd na ogół nie były badane pod kątem działalności hitlerowskiego aparatu terroru. W niektórych przypadkach da to możliwość przynajmniej częściowego odtworzenia zaginionych materiałów wytworzonych przez katowickie gestapo.

Adam Kruczek

Z wystawy pt. "Podziemie zbrojne na Lubelszczyźnie w latach 1939-1956" zorganizowanej przez Biuro Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie wynika, że Narodowe Siły Zbrojne nie scaliły się z Armią Krajową, a ich działalność zbrojną obciążają zbrodnie przeciwko mniejszościom narodowym - Ukraińcom, Żydom i Białorusinom. Zdaniem dr Bohdana Szuckiego, prezesa Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, wystawa prezentowana obecnie w kolejnych miastach województwa lubelskiego przestawia NSZ w fałszywym świetle. Innego zdania są organizatorzy wystawy.

Skandal za skandalem

Do skandalu wywołanego przez lubelskie Biuro Edukacji Publicznej IPN, które na otwarcie wystawy poświęconej zbrojnemu podziemiu na Lubelszczyźnie zaprosiło wszelkie możliwe władze, ale żadnej lubelskiej organizacji kombatanckiej, dochodzą kolejne "kwiatki". Wystawę zamknięto na dwa dni przed zapowiedzianym terminem, a interweniującemu dr. Bohdanowi Szuckiemu, prezesowi Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, urzędnicy BEP IPN kazali przez miesiąc czekać na kilka zamieszczonych na planszach wystawy napisów dotyczących NSZ.
- O wystawie dowiedziałem się w dniu otwarcia z "Naszego Dziennika" - mówi dr Bohdan Szucki zastrzegając, że nie wypowiada się w imieniu Związku Żołnierzy NSZ, którego jest prezesem, ale jako żołnierz walczący w NSZ o niepodległość Polski. - Sposób, w jaki potraktowano na wystawie Narodowe Siły Zbrojne, tak mną poruszył, że wyszedłem nie przepisawszy kontrowersyjnych informacji o NSZ. Nie udało mi się tego uczynić później, gdyż wystawa została skrócona o dwa dni w stosunku do zapowiadanego terminu.